Krystyny wartość dodana.

Krystyny wartość dodana.

Luty miesiącem głębokich przemyśleń. Jak zawsze kiedy do Rysiowej  Matki usilnie zbliża się licznik urodzinowy, który to lada moment przesunie ciężkie wskazówki zegara do przodu. W weekend, siedząc przy butelce wody mineralnej (nie piłam w sobotę alkoholu, proszę postawić mi grubą kreskę na kominie) na sali zabaw, gdzie wokół szalało tałatajstwo ze średnią wieku niższą niż ustawa przewiduje, podpierając ręką ciężką od natłoku myśli głowę, wypatrywałam w tłumie córkę. Biegała jak kaczka, z wielkim pampersem między nogami i łapała się wszelkich przyjemności płynących z miejsca i czasu. Wylizała dmuchamy zamek, ukradła ciacho z talerzyka jakiegoś sobotniego jubilata, który swoją ekipę za pośrednictwem mamy i taty zaprosił  do Fikolandu, wyjeździła wszelkie zjeżdżalnie z ojcem bez zmrużenia oka ze strachu, jakby była dużo starsza. Zaraz, zaraz, przecież ona już jest taka duża. Zapominam.

 I kiedy tak pilnowałam, żeby jakiś inny bobas nie zaczął jej dusić ani włosów z głowy wyrywać, jak w kolejce do  Mikołaja przed gwiazdką, gdzie zmuszona byłam do nagłej interwencji słowami „E! Chłopcze! Co jest?!” i rozrywania przyczepionego do Kryśkowej szyi dżentelmena, przez głowę przemknęła myśl: Boże ile Ty mi dałaś Córko. Za ile muszę dziękować, za ile należy być wdzięcznym. Ty sobie nawet nie wyobrażasz.

 Wyczyściłaś mi poglądy lepiej niż mądre książki. Pozbawiłaś mnie maniery wyższości nad ludźmi, którą w sobie miałam, a która ze stanu zapalnego wyleczyła się do lekkiego zaczerwienienia i drobnej wysypki. Spowodowałaś, że myślę kim byłam kiedyś a kim jestem teraz, porównuję i jest mi wstyd. Nic tylko dziękować za to, że zostało mi to uświadomione zanim mogło być za późno. Zanim straciłabym wszystkie kontakty, zanim nikt nie chciałby podać mi ręki, zanim zostałabym sama w mieszkaniu na kredyt do grobu karmiąc miliony osiedlowych kotów z  pudełek po Delmie. Zabrałaś dumę i krnąbrność, która się we mnie przelewała, stawiając mnie na ziemi w inny sposób niż na niej stałam dotychczas. Tym razem jak stare, zakorzenione drzewo, tym razem stabilnie, a nie jak wcześniej budowany bez fundamentów dom z kartonu, w którym montuję drogie okna i złote klamki.

Dałaś mi szansę powrotu do wątków, które przekreśliłam na zawsze a te, które już dawno nie powinny się dla mnie liczyć wyrzuciłaś.  Przez to jak i ile razy przewartościowałaś światopogląd matki doprowadziłaś do pojednań wręcz niemożliwych. Odbieram telefon od własnego ojca słowami „co słychać” i „kiedy się widzimy”  nie zastanawiając się, czy w ogóle żyje, a jak żyje i na dodatek źle to dobrze, bo sobie na to zasłużył. Czasem do mnie nie dociera ta abstrakcja i to, że dopuściłam go w ogóle do słowa. Ile czasu mogłam jeszcze zmarnować gdyby nie było Ciebie. Jak mocno żałowałabym na starość, że może w sumie nie warto było się spierać, a teraz jest już nawet za późno na „cześć tato”.

W pewien sposób wychowałaś mnie przez te dwa lata świadomości, że będziesz, że jesteś. W chwilach załamania świecisz przed oczami jak neon, który nakazuje walczyć. Z ojcem się Twoim zawsze godzić, nie wyolbrzymiać nieporozumień do takiego stopnia, żeby nie było już od nich odwrotu. I ja to dopiero teraz rozumiem, dopiero teraz nadaje rzeczom odpowiednią wartość. Trzymam się Ciebie jak pomostu na pełnym, wzburzonym  morzu. Moje ty dziesięć kilogramów wszystkiego.  I jeszcze jedno. Pozwoliłaś mi uwierzyć, że na dużo mnie stać i żeby spełniać marzenia. Żeby nie siedzieć na dupie, nie przeżywać każdego dnia jak dnia świstaka, wchodząc w te same kałuże, jeżdżąc codziennie tramwajem o tej samej godzinie do pracy i rok w rok narzekać na te same rzeczy. A to, że się uwsteczniam, że chciałabym coś w życiu osiągnąć a w sumie totalnie nic z tym nie robię, że drogo w sklepie i że podwyżka w firmie za mała, że Basia/Asia/Stasia dostały awans a ja tyram jak kobyła i nie mam nic, że powinno się świat rewolucjonizować a nikt z tym nic nie robi.

 Jak ja to wszystko serdecznie obecnie pierdolę. Serdecznie i z głębi serca.

 Wstałam, zrobiłam krok pierwszy ale obiecuję sobie, że zrobię ich więcej. Ruszam się póki mam dwadzieścia lat i czas na zmiany. Póki jesteś mała, póki mogę jeszcze coś osiągnąć. Swojemu życiu nadać wartość, na jaką zasługuje. Tyle mi dałaś Krystyno właśnie. I tyle do mnie dociera teraz, kiedy z nowej kurtki za miliony marsjańskich dolarów zdrapuje Ci na wpół wyciućkanego lizaka…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

13 komentarzy

  • ~Paula

    02.02.2015 at 12:40 Odpowiedz

    Kobieto !!! Każde Twoje słowo w tym poście jest napisane tak jakbyś kradla moje myśli. Tak mocno dziękuję mojej corce ze mi tyle dala. Jak to możliwe ze takie dziecię potrafi tyle dać dorosłemu jak może mocno wpłynąć na nasze życie. Gdybyś tu była w Łodzi to bym przyszła wysciskala wycalowala Cię i Kryske za to ze jestesta 🙂

  • ~Kasia(DziulkaCrew)

    02.02.2015 at 13:10 Odpowiedz

    No nie, co za plagiat. I to jeszcze nawet nie zdążyłam sobie w głowie tego dobrze poukładać, a Ty już piszesz… Nawet moje urodziny lutowe, ostatnie z dwójką z przodu opisałaś. I WSZYSTKO się zgadza. Wyjdź z mojej głowy!!!! Eh, a ta Twoja książką to będzie petarda normalnie…

  • ~kaya

    02.02.2015 at 13:42 Odpowiedz

    Po chusteczkę idę.

  • ~Robert

    02.02.2015 at 16:08 Odpowiedz

    Hehe, sledze Twojego bloga od dluzszego już czasu, dlatego tez w koncu przyszla kolej, bym wypowiedzial się w komentarzach 🙂 A chcialbym Ci powiedziec, ze Twoje wpisy naprawdę trzymaja klase oraz pewien poziom, ponizej którego nigdy nie schodzisz 🙂 Masz wielki talent do pisania, to widac 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  • ~Chuda

    02.02.2015 at 20:00 Odpowiedz

    Och ależ mi się łezka w oku zakręciła…
    Ty to jak już coś napiszesz to, aż tchu brak, bo na jednym wdechu się wszyściutko czyta 🙂
    Nie mogę się doczekać książki 🙂

  • ~nieskonczonosc

    02.02.2015 at 21:15 Odpowiedz

    Ostatnimi czasy brakuje mi czegos. Zycie bez dziecka wydaje sie plytkie. Dlatego tez staramy sie z mezem o potomka.
    Twoje przemyslenia sa takie glebokie, prawdziwe. Czekam na ksiazke.

  • ~Taka Sobie Matka

    02.02.2015 at 21:36 Odpowiedz

    Z tymi, co u mnie zostawiają ślady, umówiliśmy się kiedyś, że jak się nie wie, co powiedzieć, ale emocje tak pozytywne są, albo jakieś, że się chce przynajmniej powiedzieć, że się było, czytało, tego, to się stawia kropkę.

    .

  • ~Anja

    02.02.2015 at 21:51 Odpowiedz

    Echh, no ja się chyba już wypisuję, lubiłam wpaść, poczytać, szacun za poczucie humoru, jakość tekstu na poziomie :-). Ale cóż nie mam dzieci i mieć nie będę (tylko proszę nie hejtucie mnie za to, bo nie każda droga to wybór), ale nie chcę i nie uznam tego, że bez dziecka jestem jakimś dziwnym tworem. I zanim posypią się negatywne komentarze, nie krytykuję, być może jednak nie rozumiem. Ale pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję :-).

    • Mama Rysiowa

      02.02.2015 at 21:56 Odpowiedz

      Zero hejtu! Kazdy ma prawo swoje zycie przeżyć po swojemu i ja to bardzo dobrze rozumiem. Pozdrawiam

    • ~bużenka

      03.02.2015 at 18:38 Odpowiedz

      haj no właśnie, fajnie jest poczytać bo tyle ciekawych przemyśleń i a nuż może i mi się zmieni. Ale nie, póki co i muszę przyznać, że pojechałaś doszczętnie z tym dokarmianiem kotów z pudełek po Delmie 😀 no ja się tak nie widzę! nieposiadanie dzieci nie stanowi o aż tak dużym stopniu zdziadzienia 🙂

  • ~Marzena

    03.02.2015 at 14:48 Odpowiedz

    Też mam taką nieocenioną dziesięciokilogramową (już jedenasto-!) wartość dodaną 🙂 Fantastycznie ubierasz myśli w słowa! Bardzo lubię czytać Twoje teksty. Pozdrawiam

  • ~Rafał

    03.02.2015 at 17:21 Odpowiedz

    Witam
    Każdy ma własne życie i wie co dla niego najlepsze. Nie wszystkie kobiety chcą dzieci , bo wiedzą jak dużo czasu i poświęcenia to wymaga. Dziecko nie może być chwilowym kaprysem,dlatego w pełni świadomie i w odpowiedzialności należy się zdecydować na dziecko. Życzę wszystkim jak najlepiej.Pozdrawiam

  • Aleksandra

    05.05.2017 at 10:18 Odpowiedz

    Pięknie napisane. Nie mam dzieci i fascynuje mnie, że możemy do tych samych wniosków dochodzić tak różnymi drogami, ja zawsze w drodze i poszukująca, i Ty tworząca dom z dziećmi i mężem. Bardzo kusząca ta Twoja wizja i wiesz co? Cieszę się, że mogę mieć swoją, na pozór zupełnie inną, ale w głębszym wymiarze podobną, bo też uczącą pokory, szacunku, miłości. Ściskam serdecznie i życzę wielu sukcesów!

Post a Comment