Kiedy wszyscy śpią, w domu ciemno – w głowie sztorm.

Kiedy wszyscy śpią, w domu ciemno – w głowie sztorm.

Byłam kiedyś w pierwszej ciąży, urodziłam zupełnie pierwsze dziecko. Postawiłam siebie dokładnie w takim ułożeniu, jakim karmiłam się od gnoja w telewizji, gazetach i z domów starszych koleżanek. Że jak przychodzi dziecko i zmienia się stanowisko w prywatnej korporacji, z kochanki na matkę, to siebie stawia się na najszarszym z szarych końców. Nie miałam do nikogo o nic pretensji, nigdy. Wręcz stwierdziłabym, że ten zwrot wydarzeń uczynił mnie tak spełnioną, że po świecie chodziłam dwa centymetry nad ziemią, i że ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że teraz to bym chyba z pretensji do samej siebie zdechła. Dzień zaczynał się standardowo, mleczko jest? Jest. Pieluchy dopakowane na spacer życia „cztery kółka wokół bloku” są? Są. Biszkopty rozwalone po całym wózku jeszcze miękkie czy skały takie, że zęby kruszą i trzeba dokupić w spożywczym? Są, miękkie na dodatek, nie idę do sklepu. Tym razem z nieoczekiwanej zmiany wycieczki wózkowej nici. I ten syrop glukozowo – fruktozowy, który wychodził zza każdego rogu, i te eko porady, że jak mięso, to tylko królik, to nie, tamto nie, a tamto to już w ogóle zasługiwało na stos. W tym wszystkim ja. Pierworódka zielona jak majowy listek. Każdy jeden dzień był zaplanowanym scenariuszem, co do godziny. Teraz chodzę z córką w wózku, dając jej pooddychać powietrzem blokowisk, później coś na obiad, szybko do domu bo jeszcze nic nie bulgocze w garze, a za dwie godziny ojciec z pracy wraca. Głodny. Później chwila na uściski z tatą, pojedzone, pozmywane, dziecko do spania, a rano dzień dobry mleczko jest? Jest. Pieluchy są? Są. Biszkopty twarde – uua czas do sklepu. Było mi jakoś. Trwałam w roli, bo jedynie taką znałam. Wydawało mi się, że ta jest jedynie słuszna.

 

 

I danym było zaplanować powiększenie rodziny. Zupełnie świadomie i z miłości. Danym było urodzenie drugiego dziecka i ponowne doświadczanie macierzyństwa. Kiedy pomyślę, ile czasu i możliwości oddałam za pierwszym razem za zupełny frajer, stereotypowi kobiety wyciętej z papieru do maksymalnie czterech czynności dziennie, z której żadna nie była tylko dla niej – uśmiecham się z dumą. Teraz to ja się wycięłam, ale ze złota i przeżywam inne zawody. Nie dam sobie odebrać ani jednej minuty, a jak spadnę z wysokiego konia, to przynajmniej poznam smak trawy w zębach.

 

 

Więc piszę. Zaczęłam pisać w takich ilościach, że sama już nie wiem, czy myśli zbierane codziennie pod czaszką ujrzały światło dzienne, czy nie. Słowotoki mazgram na rachunkach z Tesco, żeby tylko nie zapomnieć, co chciałam, a czego może nie powinnam. Ktoś mi ufa, ktoś daje pisać u siebie i teraz to już w ogóle sprawdzam, co komu przekazałam, a komu co jeszcze do dania. Wprowadzam szydełkowane od trzech lat plany i się sama dziwie czasem, że to działa! Że to żyje! Zamykam oczy i kiedy wszyscy śpią, w domu ciemno – w głowie sztorm, łapię statki skaczące na dwumetrowych bałwanach wody jak zabawki w ręce i zaciągam do swojego portu. Otwieram sklep z ubraniami, w gaciach pełno, kolana z waty, ale góry i doliny podejść do przyszłości pięknie karmią odpowiednio spotykani na mojej drodze ludzie. Źli i dobrzy. Ktoś mnie napędza, czyjeś doświadczenie kształci. I znowu się chce, w głowie kolejne projekty. Kolejne wątpliwości. Kolejny cug i potrzeba zwycięstwa. Siadam na starej, wypierdzinej Ikeowej kanapie, jest godzina 22:00, rozmawiam z mężem. Na pytanie – Co dzisiaj robiłaś? – nie jestem w stanie chronologicznie odtworzyć dnia. Jestem dumna. Boże, jakie to jest dobre uczucie. Bycie dumnym.

 

 

A to wszystko w butach Mamy. Nadal nią jestem, ale zmieniłam niewygodny obcas na sportowe laczki. Zamiast pchania wózka z wystającym porem i bułką kajzerką z głębokiego mrożenia, wsadzam do auta dwoje dzieci, prowiant jak na wojnę i pokonuję dziennie  120. kilometrów północ – południe, wschód – zachód, żeby sobie, kurwa mać, udowodnić, że się to wszystko uda. Cała linia produkcyjna projektowanych przeze mnie ubrań zna moje dzieci, bo nie raz już spały pod starym owerlokiem i nie dwa wsuwały parówkę w hurtowni tkanin. To co niby było niemożliwe w wyobraźni wielu, stało się namacalną prawdą, a na sitodruku już wiedzą jak bujać syna, żeby się nie darł wniebogłosy.  Między tshirtem, a otuliną z wełny piszę wiersze dla dzieci, bo ktoś prosił. Tworzę strony internetowe, bo komuś trzeba. Oglądam się pod nogi a tam, na samym parterze, ale jakby na dachu pragnień – córka i syn. Systematycznie wrzucany w ciuchcię węgiel, napędzają stukot ciężkich spoconych, żalaznych kół. Nie mam życia do stracenia. Teraz jest mój czas.

 

 

Siadam w wannie. Odpręża mnie zapach mydła. Wracam do siebie z przeszłości, do rzeczywistości pierwszej niż ta druga i oddycham jakby spokojniej, bo nic się nie marnuje. Już  żadna szansa nie przechodzi obok nosa.  Macierzyństwo – nigdy nie rozumiałam go jak teraz, kiedy zabawiam córkę na krojowni gąbką do wypychania mebli. Jest ciężko. Czasami kurewsko ciężko, płaczę. Wyrywam włosy z głowy. Zalewają mnie nerwy i stres. Nie ma nic za darmo. Często jest cudownie, bujam się na spokojnej wodzie jak stary kajak. To mnie trzyma w pionie. Nadal chcę.

 

 

Wstań. Wypluj  z siebie każde jedno marzenie, a później je pieść. Sukces jest w głowie.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook562Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

23 komentarze

  • Anka

    15.08.2016 at 21:14 Odpowiedz

    Też tak chcę, a narazie jeden potomek, dwa psy i oraca na etacie… A marzenia w głowie, ale motywujesz do tego, żeby spróbować . Dzięki!!!

  • Patrycja

    15.08.2016 at 21:37 Odpowiedz

    Dokładnie tak. Na sto procent. Z piątką dzieci i z szyciowym, ciuszkowym biznesem. Motor w dupsku, dzieci przy nodze i motyle w brzuchu. Do przodu, ze wszystkim, mimo wszystko. :*

  • Kasia

    15.08.2016 at 22:18 Odpowiedz

    super, motywujesz żeby się nie bać i odważyć wreszcie żyć po swojemu 🙂
    trzymam kciuki, żeby nerwów było jak najmniej a jak najwięcej radości

  • Asia

    15.08.2016 at 22:26 Odpowiedz

    Czasami po takim szalonym dniu zastanawiam sie jakby to było gdyby się nie przytrafiło. Bo Antośka ti największy motywator jaki mnie w życiu spotkał. I robie tyle rzeczy, że też czasami ciężko ułożyć mi wieczorem wszystko w jedna, chronilogiczna całość. Piątka szalona matko, tez już niedługo swiatlo dzienne ujrzy mój nowy projekt, sobie sklep wymyśliłam, później powiem więcej 😉 powodzenia Tobie 🙂 :*

  • Basia

    15.08.2016 at 22:47 Odpowiedz

    Aaaaaaaaaa, dziękuję! Mam trójkę dzieci małych. Moje marzenia coraz śmielej do mnie mówią. Bardzo Ci dziękuję za ten tekst.

  • Anna - matka polka siatkarka

    15.08.2016 at 23:07 Odpowiedz

    „Ktoś mnie napędza, czyjeś doświadczenie kształci. I znowu się chce, w głowie kolejne projekty. Kolejne wątpliwości. Kolejny cug i potrzeba zwycięstwa”. Mamo Rysio-Jerzowa, nie wiem czy wiesz, ale Ty stałaś się siłą napędową wielu osób… i to w wielowymiarowy sposób.
    Pozdrawiam, matka Czwórki (:-) )

  • AnetaS

    15.08.2016 at 23:42 Odpowiedz

    Ja już po trzech miesiącach zabrałam tyłek w garść i postawiłam na realizowanie marzeń – budowa domu własnymi ręcami ile się da. Tak więc wózek z dzieckiem zazwyczaj super się komponował z betoniarką, która spełniała się doskonale w roli usypiaczki. Najlepszymi zabawkami były plastikowe rurki, łopata, taczka, wiadro no i młotek oczywiście 🙂 Każda wolna i nie wolna chwila spędzona na budowie. Potem firma, a właściwie walka o powrót do biznesu opuszczonego przed laty. I na dzień dzisiejszy po trzech latach – mam dość. Wypaliłam się kompletnie. Do tego doszły kłopoty zdrowotne męża i ja w sumie też pomału wysiadam. Szukam w Tobie inspiracji, może uda się postawić wszystko ponownie na nogi. Na dzień dzisiejszy dom stoi – można mieszkać, ale jest niechęć do tego miejsca. Firma działa, ale za słabo – jest niedosyt i niemoc na więcej.
    Tak więc uważaj na siebie i trzymaj wszystko w garści. POWODZENIA!!!

  • Martek

    16.08.2016 at 08:52 Odpowiedz

    Pięknie !
    Ja czekam na drugie właśnie 😉 Wydawało mi się, ze poprzednia ciąża była wyluzowana, a tu się okazuje, że gówno prawda 😉

  • Dziubasowa

    16.08.2016 at 11:27 Odpowiedz

    Właśnie czekam na kopa bo aktualnie jestem zapętlona w matkowanie…pomysł jest, motywacja jest, tylko o realizację na razie ciężko. Aczkolwiek powtarzam sobie od kilku dni, że muszę po prostu ruszyć cztery litery i nie walić się do spania o 22. Czuję się geriatrycznie!
    Ale po tym wpisie jestem zmotywowana bardziej niż dotychczas!
    Pozdro! 🙂

  • Ewelinka

    16.08.2016 at 15:38 Odpowiedz

    Pięknie! 🙂

  • Żaneta

    17.08.2016 at 01:17 Odpowiedz

    Dzięki 🙂 Tego mi właśnie było teraz trzeba 😉 Też mam podobne podejście i choć chwilami nie jest łatwo nie daję się 🙂 Kombinuje jak tu jeszcze uszczknąć trochę czasu dla siebie, dla swoich projektów. Czasem kosztem snu i właśnie tego, że posiedzę dłużej, a odeśpię w ciągu dnia z dzieckiem. Da się. Choć nieraz jest ciężko. Dobrze wtedy znaleźć motywację taką jak ten artykuł 😉
    I pocieszam się, że jeszcze trochę, a Mała będzie już na tyle duża, by wytrzymać bez mamy dłużej niż kwadrans 😛 Tak, wiem, gorzej z czasem też może być, ale staram się o tym nie myśleć 😉
    Wszyscy ostrzegali, że jak dziecko się pojawi to już nie dam rady, że będzie już tylko dziecko. Nie minął miesiąc, a ja zaczęłam już wplatać swoje zadania. Minęły dwa i nadal walczę. Dzień należy do niej, noc jest moja 😉

  • Joanna W

    17.08.2016 at 11:40 Odpowiedz

    WITAJ
    „Sukces jest w glowie”. Bardzo Ci dziekuje za te słowa. BARDZO ich potrzebuje.
    Pozdrawiam

  • Kasia

    17.08.2016 at 13:07 Odpowiedz

    Tak nie na temat. Instagram Ci nawalił.

  • Klaudia

    18.08.2016 at 15:56 Odpowiedz

    Twój przykład jest świetną motywacją dla innych. Gratuluję i życzę kolejnych sukcesów 🙂

  • Agata vel Pani Miniaturowa

    18.08.2016 at 20:53 Odpowiedz

    Kobieto dajesz mi siłę by tak zdrowo pierdutnąć tym, co teraz mam dookoła (Gajowego mordercy mojego kochanego i Omena, potworzaka pierworodnego zostawię!) pozmieniać. Ile lat już czeka ten mój sklepik z biżuterią? A dobra wiem…od 18stki. Widziałam siebie i firmę. Widziałam siebie niezależną finansowo…gdzie do cholery podziała się ta miniaturowa baba? Co teraz zrobi ze sobą ta niepełnosprawna, pyskata mamuśka z Opola?
    Pierwszy krok za mną…blog hula. Teraz pora na sklep.

  • Anna

    20.08.2016 at 13:34 Odpowiedz

    Nie wiem kobieto, jak Ty to robisz, ale tak cholernie motywujesz do działania, że ciężko to opisać. Pokazujesz, że macierzyństwo nie jest takie straszne i zarabijąc nawet, jak przeciętny ‚kowalski’ jest się w stanie wychować potomstwo. I owszem nie mówię, że Ty tak zarabiasz, chodziło mi o to, że nie musisz mieć willi z 6 basenami, nowego porche, albo innego szpanerskiego auta, a i tak jestes e stanie stworzyć piękna i szczęśliwa rodzinę! Jestes moim autorytetem, jeśli chodzi o podejście. Trzymam za Ciebie kciuki najmocniej jak potrafię. Czytam Twojego bloga od dość dawna, ale nigdy nie odważyłam się skomentować. 😏 tak więc wiedz, że trzymam kciuki za Waszą 4 😏

  • Justyna

    22.08.2016 at 14:37 Odpowiedz

    czasem jest lepiej, czasem gorzej

  • marcelina

    23.08.2016 at 08:02 Odpowiedz

    motywujesz bardzo !

  • dominika

    23.08.2016 at 11:43 Odpowiedz

    :))

  • ewa

    24.08.2016 at 10:12 Odpowiedz

    🙂

  • Jolaa

    03.09.2016 at 10:18 Odpowiedz

    Michalinooo kupuje ci wino… Najsamsze zakończenie to taka kwintesencja, w ramkie i na ścianę DZIĘKI !!!

  • Ola

    20.09.2016 at 12:44 Odpowiedz

    Szacun. Super sprawa choć ja ze swojej perspektywy powiem, że dla mnie taki leniwy rok ze skupieniem się na mleczku, kupkach i biszkptach sie przyda. Całe życie w korporacji całe życie w biegu i jest ten moment jedyny żeby się zatrzymać. Spędzić czas z dzieciakami (mam dokładnie w tym samym wieku co Twoje)poskakać po kaluzach, po prostu w końcu pobyć bez miliona spraw na głowie i wiecznie w pędzie. Pozdrawiam i podziwiam!

  • Róża

    21.08.2017 at 10:11 Odpowiedz

    ja ostatnio ciągle mam ten sztorm w głowie

Post a Comment