Karma is a bitch.

Karma is a bitch.

Piątek, trzeci dzień czerwca. Odebrałam dziecko ze żłobka, wymyłam twarz mokrą chustka Jurka, wyczesałam na szybko niedbały kok i zdrapałam paznokciem pozostałości obiadu z bluzki. Weekend rozpoczęty ochoczo, jak zawsze po żłobku pada hasło „lody” i już widzę w lusterku, jak na tylnej kanapie komuś cieszy się morda. Dojechałyśmy do domu, przesadziłyśmy się w wózek Młodego i  urządziłyśmy szturm na PEPCO z zimną przerwa w tle. Kto nie lubi lodów w piątek po południu. Jednego, ewentualnie trzech.

 

 

Dzień podobny zupełnie do każdego. Ja, dzieci, śpiewamy Przedszkolaczka,  Krysia zaaferowana wrześniowym przedszkolem o niczym innym ostatnio nie rozmawia, Jurek w wozie oczy jak dwa talerze ogląda świat. Dzień taki sam jak każdy, gdyby nie jeden szczegół, który nie nazbyt pompatycznie pisząc – mógłby zabrać mi życie, a jeżeli nie życie, to na pewno jego dalszy sens.

 

 

Stoję na chodniku, na przejściu dla pieszych czekam na zielone światło. Nie czekam na skraju, nie balansuje ciałem na krawężniku. Daleko od ruchliwej ulicy stoję i zabawiam dzieci głaszcząc po głowie, pytając jak minął dzień. Jestem jak każda inna matka, która oddając serce i poświęcając wszystko dla swoich dwóch ludzi stoi grzecznie i odpowiada na pytania dlaczego świat jest tak skonstruowany, albo po co tata musi jeździć codziennie do pracy.

 

 

Nagle z przeciwnej jezdni, z lewoskrętu jedzie wprost na mnie i na wszystko co mi drogie samochód. W samochodzie mężczyzna i kobieta, blondynka w czarnych przeciwsłonecznych okularach. Jedyny fragment, który pamiętam wyraźnie, to te jej czarne okulary. Samochód chcąc skręcić w lewo postanawia w swoim zniecierpliwienu nie czekać, aż zwolni się pas ruchu, zablokowany przez wycieczkowy autokar, wjeżdża pod prąd na drugą stronę ulicy, przejeżdża po pasach, wjeżdża na chodnik, potrąca mi wózek, w którym trzymiesięczny syn a zaraz obok, na platformie dwuletnia córka, przejeżdża około dziesięciu metrów chodnikiem do stacji benzynowej i ucieka. Odjeżdża jakby się nic nie stało. Widzę tylko delikatnie zapalone światło stopu przez ułamek sekundy, jakby Panem trąciła prawilność przez chwilę, ale widząc, że nikt nie krwawi, nikt nikogo nie reanimuje, postanawia nie uczestniczyć w dalszym rozwoju wydarzeń.

 

 

Stanęłam jak wryta. Cała chęć racjonalnego oszacowania zagrożenia przerosła mnie sto razy. Zablokowany przed przejściem dla pieszych wózek, nijak dał się  ruszyć. Nie wiedziałam, czy zamknąć oczy, czy może któreś z dzieci jednak wyciągać i  ratować. Nie zrobiłam nic oprócz zamaszystego walnięcia pięścią w maskę obcierającego się o wózek auta i okrzyku „ – ZATRZYMAJ SIĘ CZŁOWIEKU!”. Gdyby jechał szybciej – nie zdążyłabym zrobić absolutnie NIC i to NIC jest tak paraliżujące. Tak strasznie paraliżujące. Ktoś na chwilę zalał mnie betonem. Stałam a serce wyskakujące łapałam przez uszy.

 

 

Do domu szłam jak duch. Po polikach kapały łzy, ale nie łzy spuszczonego napięcia tylko łzy totalnego przerażenia co się właściwie stało. Całe ciało napięłam jak gumę, poruszałam się na zasadzie wyuczonych ruchów i wydeptanych  ścieżek, automatycznie i na pamięć. Ręce nie były w stanie utrzymać wózka, choć zaciśnięte dłonie zapięły się na uchwycie jak imadło. Krystyna majaczyła coś pod nosem „– Pan jechał, mama  bum” popłakując, cała postawiona na baczność. Rozładował mi się ten cholerny telefon. Do domu niby blisko, ale każdy krok zdawał się być milowym.

 

 

Weszłam na podwórko, zamknęłam za sobą drzwi, kolana nadal z waty. Miałam się uspokoić, ale dopiero tu, w bezpiecznym domu dotarło do mnie i strzeliło w twarz co mogłam stracić. Wyobraźnia zatoczyła takie koło, że widok lecącego w powietrzu własnego dziecka z wiadomym finałem wywołał wręcz mdłości. Złapałam za ładowarkę, telefon zadzwoniłam na policję. Kiedy odezwał się w słuchawce Pan,  to zanim doszłam do sedna sprawy odkręciłam wszelkie zawory, a samego dyżurnego przywitałam salwą histerycznego płaczu.” – Niech się Pani uspokoi”, strzelało do mnie jak z karabinu.

 

 

Dwie godziny później, zadzwonił telefon. Pan z drogówki poinformował, że można ochłonąć, bo monitoring miejski i kamery stacji benzynowej nagrały całe zdarzenie, a kierowca ma właśnie odbierane prawo jazdy. Uzbierał grubo ponad dwadzieścia punktów, plus wiadomy finał przed, mam nadzieję niewidomą, Temidą.

 

 

Niestety karma jest suką, drogi kierujący, a Ty zadarłeś z niewłaściwą osobą, próbowałeś matce odebrać dzieci. Klops. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, co to dla Ciebie znaczy, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś się dowiedział. Twoje prawo jazdy jest kwestią podrzędną i daję publiczne słowo honoru, że to nie jedyny problem, który będziesz miał w najbliższym czasie do rozwiązania.  Mam nadzieję, że Twój skrót (myślowy) będzie finalnie ciosem w twarz z mojej strony. Żyjemy. I to jest najważniejsze, ale za ten lęk dwuletniego dziecka, wychodzenia z domu i wysiadania z samochodu nawet na trawie w lesie odpowiesz z nawiązką. Za wszystkie dzieci i matki, których nie uratowało pięć centymetrów, jak nas – odpowiesz z nawiązką.

 

Do zobaczenia w sądzie.

 

P.S. poszukiwany dobry, waleczny prawnik. Dla mnie i ku chwale  ojczyzny.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

35 komentarzy

  • Karolina

    09.06.2016 at 18:38 Odpowiedz

    Straszne to co piszesz, cham, burak i imbecyl z tego kierowcy. Aż brak słów. Całe szczęście, że Wam się nic nie stało, fizycznie chociaż. Mam nadzieję, że dzieci szybko zapomną o tym zdarzeniu.
    Jestem adwokatem, tyle że z województwa podlaskiego, więc myślę że dzieli nas za duża odległość, aby móc Ci na bieżąco pomóc, ale jakbyś miała pytania lub potrzebowała jakiejś pomocy, pisz bez skrępowania.
    A, i nie daj się naciągnąć firmom odszkodowawczym, zedrą z Ciebie skórę, a o waleczności nie ma mowy.

  • Ania

    09.06.2016 at 18:51 Odpowiedz

    Nie mam dzieci, ale miałam prawie identyczną sytuację z moją Babcią. Członek rodziny to członek rodziny, chociaż wiem, że w przypadku Dziecka ….nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. P Andrzej Krakowiński jest niezły. A ten #$%^&*&^%$ mam nadzieję, że się doczeka KARMY.

  • Agata Grzesik

    09.06.2016 at 19:10 Odpowiedz

    Ot, ****** jeden, bo nic innego do głowy nie przychodzi! Całe szczęście, że nic (fizycznie) się nie stało, ale ten szok, przerażenie, widok tego samochodu w pamięci… Oby udało Wam się wymazać z wspomnień Małej to przykre zdarzenie 🙁 Przytulam mocno!
    Nie dajcie się. Nie pozwólcie żeby drań się wywinął, bo takie czyny zasługują na surową karę!

  • Ewelina

    09.06.2016 at 19:47 Odpowiedz

    Rozplakalam sie 🙁 jestem matka 3 dzieci… wyciagnelam bym gnoja za szmaty o zatlukla jak stoje! Co za debil!!!!
    Ktos nad wami czuwa i niech pilnuje was juz zawsze!
    A gnoj niech odpowie za swoje!!!!

    • roksana

      10.06.2016 at 20:22 Odpowiedz

      Za******bym c**** żywcem gołymi rękami!!!
      S********
      No nic innego mi sięna usta nie ciśnie!
      Dobrze, że Wam się nic nie stało.

  • Kasia

    09.06.2016 at 20:12 Odpowiedz

    Miałam podobną sytuację chociaż nie dotyczyła mnie bezpośrednio. Pewna Pani postanowiła pojechać pod prąd prawie taranując wózek z matką, oczywiście będąca na przejściu dla pieszych. Na szczęście kobieta miała ruchome przednie koła i w ostatniej chwili kiedy krzyknęłam skręciła wózek. Gdybym to była ja z moim 3 miesięcznym bablem nie miałabym żadnych szans. Pani wyszła z samochodu mówiąc, ze spieszy sie na egzamin 🙁 Nie pozwoliliśmy jej z mężem odjechać a inny kierowca wezwał policję. Z całej tej sytuacji za pamiętałam tylko to jak powtarzała, ze ona nie zdąży na egzamin. Zero refleksu do czego mogła doprowadzić. Nie wytrzymałam i zamieniłam z nią kilka siarczystych zdań.

  • Dziubasowa

    09.06.2016 at 20:28 Odpowiedz

    Aż dostałam gęsiej skórki… patrzę na swojego śpiącego w łóżeczku małego Zwierza i mam ochotę ryczeć i zawinąć go ze sobą do łóżka, tulić i nigdy nie wypuszczać.
    Muszę powiedzieć, że boję się tego, co dzieje się na drogach. Za każdym razem kiedy wsadzam Bobasa w foteliku do naszego Szprota i ruszam przed siebie, mam pełne gacie zanim dojadę z punktu A do punktu B. I to chyba nigdy mi nie przejdzie.
    Trzymam kciuki za to, żeby ten bydlak dostał za swoje!

  • Szelma

    09.06.2016 at 20:45 Odpowiedz

    Walcz i wykończ gnoja!! Sama miałam wielokrotnie podobne sytuacje z dziećmi… Kiedyś nawet kierowca autobusu zatrzasnął drzwi na wózku, gdy wchodziłam z dziećmi (gnój już nie pracuje). Niestety często matki jadące z dziećmi są zagrożeniem dla pieszych z dziećmi 🙁

  • Dorota

    09.06.2016 at 20:51 Odpowiedz

    Ciarki po plecach przechodzą…
    słów brakuje na takich cholernych egoistów, którym się spieszy i nie widzą innych..
    egoista, który się nawet nie zatrzymał… Mam nadzieję, że odpowie.
    Trzymam za Was kciuki, aby jakoś to przeżyć, zwłaszcza za Krysię.

  • Tamara Tur

    09.06.2016 at 20:58 Odpowiedz

    O Jezusie aż mnie żołądek rozbolał w trakcie czytania. Dobrze, że nic się nie stało. Nie odpuszczaj gnojowi

  • Ania R

    09.06.2016 at 21:14 Odpowiedz

    Rany, jak dobrze, że nic się nie stało. Jeśli chodzi o adwokata, to ja polecam Pana Ryszarda Rafalskiego

  • Agniecha

    09.06.2016 at 21:25 Odpowiedz

    Współczuje.. Jestem w szoku razem z Tobą i płacze razem z Tobą 😥 Dobrze ze jesteście cali i zdrowi,a draniowi bym łeb urwała i na***la do szyi..

  • izzyfloryda

    09.06.2016 at 21:34 Odpowiedz

    O mamo 🙁 dobrze, ze wam sie nic nie stało, ściskam i trzymam kciuki, zeby gość odpowiedział z nawiązką za to co zrobił….

  • Małgorzata

    09.06.2016 at 21:36 Odpowiedz

    Doskonale Cię rozumiem. Sama ostatnio przeszłam przez podobne zdarzenie, które mogło zakończyć się dla nas wszystkich tragicznie. Wybraliśmy się z dziećmi z okazji dnia dziecka do zoo. Mieszkamy w miejscowości oddalonej od Łodzi o jakieś 60 km. Trasą szybkiego ruchu jedzie się jednak ok. godziny. Piękny, słoneczny dzień. Mąż w domu, niespodziewanie zasilone niewielką kwotą konto wystarczyły, hell yes, jedziemy do Zoo. Radość starszaka (2,5)ogromna, radość mamy jeszcze większa ( tęsknię za Łodzią i trzy lata w domu sprawiły, że rzucam się na każde odstępstwo od rutyny jak zwierz). Anyway czas spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, ale nadeszła jakaś 17 dzieci wymęczone, wracamy. Po drodze na s8 zastała nas ulewa. Widziałam, że przed nami coś się dzieje. Tir jakoś dziwnie jechał, jakby zmieniał pas,ale mało zdecydowanie….zwolniłam jeszcze bardziej. W końcu stanął, zdążyłam wyhamować z mężem w tym samym momencie nacisnąć światła awaryjne i buum. Dzieci momentalnie zaczęły histerycznie płakać. Pierwsze moje myśli to aby ich jak najszybciej wyciągnąć. Mąż zachował zimną krew i wspólnymi siłami sobie poradziliśmy. Byliśmy cali mokry i przerażeni. Widok naszego auta tylko potęgował strach. Wyszliśmy z tego wszyscy praktycznie bez szwanku. Wszyscy widząc auto łapią się za głowę. Mieliśmy bardzo dużo szczęścia w tym nieszczęściu. Dotąd nie mogę dojść normy. Widzę te przerażone buzie moich dzieci i myślę dokładne tak jak Ty. Cieszę się, że i wy mieliście tule szczęścia w tym nieszczęściu….

  • Ola P.

    09.06.2016 at 22:02 Odpowiedz

    Ciarki przechodzą na samą myśl 🙁 aż cała zesztywniałam. Kilka miesięcy temu, na jakieś 2 czy 3 dni przed Bożym Narodzeniem u mnie w mieście była sytuacja… Żona kolegi mojego brata wracała z supermarketu z zakupów świątecznych z dziećmi, 4l i chyba 10miesięcy. Stanęła przy przejściu, kierowca ją puścił, wyszła na jezndnię a zza tego samochodu wyjechał inny z pełną prędkością wyprzedzając samochód, który ją puścił na przejściu dla pieszych. Że dziewczyna szła pchając wózek, auto uderzyło właśnie w wózek i w dziecko które się tego wózka trzymało, przejechało jeszcze kilka metrów z tymi dziećmi i koniec. Kobieta straciła 2 dzieci w ułamek sekundy bo jakiemuś dziadowi się bardzo spieszyło…

  • MatkaPolka83

    09.06.2016 at 22:23 Odpowiedz

    Jestem walecznym prawnikiem;-)ale z Trójmiasta:-( i matka 2 dzieci. Nie wiem, jak wyrazić wsciekłość na takich durnych kierowców i współodczuwanie z Tobą tego przerażenia i bólu.

    Na szczęście sędziowie to zwykle tez rodzice, zdarzenie jest zarejestrowane, wiec kara tego kierowcy nie ominie. A poza zatrzymaniem prawa jazdy na teraz sadze, ze kara w postaci zakazu prowadzenia pojazdów jest tez bardzo realna.

    Gdybym mogła pomoc rada lub dobrym słowem, jestem do usług.

  • Alicja

    09.06.2016 at 22:24 Odpowiedz

    Ja miałam podobna sytuację… przechodziłam na zielonym, a jakieś ćwoki w furgonetce chciały przejechać na czerwonym i mój pies wszedł pierwszy na pasy i dostał strzał tak silny, że jak ją odrzucało to mi w ręce została tylko smycz z obrożą na końcu… potem pies latał po jezdni i nie chciał sie dać złapać. Na szczęście nic się jej nie stało, aż do dziś w to nie wierze, że po takim uderzeniu nic jej nie było. W furgonetce było 3 facetów, niby się na chwilę zatrzymali, ale zobaczyli, ze mi nic nie jest i szybko zwiali. Ja zrobiłam dochodzenie, bo to charakterystyczna furgonetka była, spisałam tablice i na policję. Dostałam tylko pismo, że sprawa w sądzie była. Nie wiem jaki wyrok był.

  • Kociara

    09.06.2016 at 22:37 Odpowiedz

    Uwielbiam Cię mamo Krystyny i Jerza. Czytam Cię od samego początku ale nigdy nie komentuję,sama nie wiem dlaczego. Dzisiejszy wpis bardzo mnie poruszył, czytałam go ze łzami w oczach. Cieszę się, że nic Wam się nie stało. Mam nadzieję, że i mi będzie dane w końcu zostać mamą. Bardzo tego pragnę… ale nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli. W każdym bądź razie Ty jesteś dla mnie wzorem i bardzo podoba mi się Twoje podejście do życia. Pozdrawiam-Stała czytelniczka

  • Ania

    09.06.2016 at 23:23 Odpowiedz

    To straszne co Was spotkało. Nie wiem, jak można mieć tak ograniczoną wyobraźnię. Do tej pory pamiętam stłuczkę na mieście, którą mieliśmy jadąc do ginekologa, byłam w 20tc. Kobieta wjechała nam w dupe bo się zagapiła :/ Byłam ledwo przytomna ze strachu, jechaliśmy z 1,5 roczną córką. Gdy dotarła w końcu do mojej ginekolog, to w gabinecie puściły mi wszytskie hamulce i tylko płakałam, nawet gdy zrobiła usg i wszystko było z synkiem w porzadku. Ten stan przerażenia trzymał mnie bardzo długo. Ale minął. Tobie też tego życzę.

  • Agnieszka Orzechowska

    10.06.2016 at 00:26 Odpowiedz

    Jestem tym „walecznym prawnikiem”. W razie potrzeby proszę o kontakt. Pozdrawiam

  • Agnieszka

    10.06.2016 at 09:01 Odpowiedz

    Podniosło mi się ciśnienie! Trafiłam tu całkiem przypadkiem,ale twój wpis sprawił,że choć nie piszę komentarzy to tym razem zrobię wyjątek.
    Jeśli będziesz zbierała kasę na prawnika to obiecuję – dorzucę swoje parę groszy! Walcz z tym patologicznym przypadkiem z całych sił!
    Całe szczęście,że nic wam się nie stało fizycznie. Mam nadzieję,że szkody psychiczne da się jak najszybciej naprawić.
    Trzymam kciuki bardzo mocno i mocno was tulę!

  • mart

    10.06.2016 at 10:03 Odpowiedz

    dobrze,że nic wam się nie stało.
    Nie popuść dziadowi Krysiowa Matko!

  • Chuda

    10.06.2016 at 11:07 Odpowiedz

    Coś strasznego. Brak mi słów na taką głupotę, brawurę i bezmyślność.

  • Monika

    10.06.2016 at 13:06 Odpowiedz

    Siedze i rycze. Mam dzieci w tym samym wieku dokladnie. Zabilabym chyba tego ci by mi je skrzywdzil. Walcz kobieto a temu kretynowi zycze wszystkiego co najgorsze

  • Grazyna

    11.06.2016 at 12:10 Odpowiedz

    Przeciagnac gnoja przez guano!!! Najgorsze jest to, ze takim imbecylom sie wydaje, ze sa panami swiata i ze nic sie przeciez nie stalo.
    Trzymajcie sie :*

  • Ania kania

    12.06.2016 at 14:43 Odpowiedz

    Polecam michala pacyne biala droga krakow kancelaria winkler i struzik . Napis do mnie na fb jak cos

  • Agata

    17.06.2016 at 15:20 Odpowiedz

    Jak szukasz to pomogę. Takie osoby powinna sięgnąć sprawiedliwość. Tutaj masz kontakt do radcy : http://www.radca-az.pl/
    🙂 Daj znać co wydarzy się dalej.

  • na-macierzynskim

    18.06.2016 at 11:31 Odpowiedz

    Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz. Jak ludzie mogą być takimi gnojami. Takimi strasznymi, bezdusznymi, bezwzględnymi i kompletnie nic nieczującymi gnojami, którzy w takiej sytuacji, jedyne co potrafią, to uciec.
    Dobrze, że jesteście. Oj dobrze…

  • Agnieszka

    19.06.2016 at 21:30 Odpowiedz

    Czytam i mam w oczach łzy…
    Trzy dni temu na skrzyżowaniu mój mąż miał zielone światło, a paniusia wpadła na skrzyżowanie i nie było jak uciekać bo z jednej ludzie a z drugiej inne auta pędzące. Skutek: skasowane auto 🙁 nie wiem jakim cudem mojemu mężowi nic się nie stało, auto wygląda tragicznie, skasowane wszystko do lini siedzeń 🙁 Tłumaczenia paniusi: bo myślałam że zdążę. A ja myślałam że ją rozszarpię 🙁

  • Dominika Stramik-Weglinska

    19.06.2016 at 21:35 Odpowiedz

    Dzizas….aż mi wszystko podeszło do gardła i brzuch rozbolał, a tam mieszka mała dziewczynka…Trzymam kciuki ! Takim „kierowcom” prawo jazdy dożywotnio powinno sie odbierać !!!
    Pozdrawiam

  • Kasia

    28.06.2016 at 10:24 Odpowiedz

    Powinni zaostrzyć kary to może do takich sytuacji by tak często nie dochodziło. Mam nadzieje, że go złapią.

  • Karolina

    28.06.2016 at 17:11 Odpowiedz

    Ciary mnie przeszły! I znam ten strach aż za dobrze… Ja, żeby przejść na pasach, z moim maluszkiem kiedyś, to najpierw na ulicę wychodziłam ja, potem ciągnęłam wózek, za sobą. Nie dawało mi to, żadnej gwarancji, ale choć prowizoryczny spokój ducha, że to we mnie trafi a nie w moje dziecko.

  • magda

    12.08.2016 at 08:46 Odpowiedz

    Pamiętam jak zrobiłam prawko i kupiłam sobie pieknego czerwonego punciaka aaaaaaa przepraszam ówczesny mąż mi zafundował 🙂 nie wazne w kazdym badz razie jechałam do pracy z jednego konca miasta do drugiego i mknełam tym swoim czerwonym puntem bo akurat wszedzie zielone swiatło było i wpierdoliła mi sie na pasy kobita z wózkiem z dzieckiem w gondolce ona miala czerwone ja zielone !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KU*&A mać pamietam jak zachamowałam prawie na wózku jak wyskoczyłam a serce łapałam gdzies po drodze krzyczac gdzie masz rozum kobieto przeciez mogłam zabic Twoje dziecko a ona ze chore ze szybko do lekarza sie spieszyła ze przeprasza ze nie chciała ale musi szybko bo wysoka temperatura etc itp pamietam jak wsiadłam do samochodu pamietam jak wyłam cała droge do pracy jak kurwiłam te piekne punto i te prawo jazdy dopiero co zrobuione ze na co mi to było ze mogłam dalej popylac pieknym manem do pracy ehhhhhhhhhhhhhh musiałam przepraszam :((

  • Junga

    16.12.2016 at 17:57 Odpowiedz

    Mamo Krysi czy karma dopadła drania za kierownicą? Zaglądam tu co jakiś czas szukając dalszego ciągu. Strasznie ruszyła mnie ta sprawa… Daj znać jak się to skończyło

  • Zosia

    12.04.2017 at 08:16 Odpowiedz

    raz zrobiłam coś nie tak, żałuję tego strasznie, ale byłam gówniarą, a karma się mnie trzyma już któryś rok z rzędu… nie zawsze jest sprawiedliwa niestety

Post a Comment