Jestem zegarkiem z małą dziurką.

Jestem zegarkiem z małą dziurką.

Wymaga się. Od kobiety – matki wymaga się wielu rzeczy. Takich totemów prawilności przyjętych przez społeczne przyzwyczajenia, wielowiekowe nawyki. Musi być zawsze świeża i po uszy zakochana w swoim dziecku, musi mieć siłę i chęci choćby padała na ryj. Musi dobrze gotować i sprzątać, chodzić do pracy i wracać, zawsze na czas odbierać młode z przedszkola, szkoły. Powinna się uśmiechać od rana do nocy, jak nienormalna. Inaczej przypisze jej się łatę niezadowolonej z losu, pokrzywdzonej przez wczesne macierzyństwo. Ci bardziej spostrzegawczy doszyją niechcianą ciążę i za szybkie zamążpójście. Przecież gdyby była szczęśliwa i zakochana w swojej rzeczywistości nie wyglądała by tak, nie zamykałaby się w łazience na piętnaście minut raz w tygodniu żeby wylać żale i potrząsnąć brodą. Matce ma się chcieć, matka nie może zrezygnować, nie może się załamać. Ma być zawsze słodko pierdząca, do córki używać słów „kotek”, „słonko”, „córcia”. Nigdy „bachor wstrętny”, „gówniara”. Bo o Boże nie przystoi, bo dobry Jezu jaka matka tak do swoich dzieci…. Wymaga się chcieć. Zawsze móc. Zawsze kochać jednakowo mocno. Nie mieć załamań. Nie poganiać w głowie myśli złych: „Kurwa. Oszaleje. Położę ją spać, spakuje worek a w nim dwie kanapki, czyste majtki i pety, zawiążę na patyku, wyjdę i nie wrócę.” Nie przystoi matce, matka ma być ponad to.

Obuchem przez łeb!

Mija dwunasta godzina skrupulatnego wypełniania obowiązków, idziesz do domu na drugim piętrze. Spacer farmera. Pięćset toreb, w każdej koryto dla innej osoby, przecież dopieścić trzeba wszystkich. Pod pachą ten kutas pingwin na patyku, niewygodny w cholerę, badyl zawsze włazi w oko, strąca z półek towar w sklepie. Ale dziecko kocha, a ty kochasz dziecko. Nosisz. Na środku schodów pada na plecy dwulatka, miota nią histeria, przepoczwarza się. Nie masz jak złapać, z toreb lecą zakupy. Spinasz się w sobie, w przysiadzie łapiesz gnoja za kaptur, wszystkie worki, pingwina i jego patyk. Docierasz do domu. Od drzwi masz dosyć wszystkiego. Dzieckiem ciskasz o łóżko, niech tylko się nie zbliża bo nie wytrzymasz. Pomału zbierasz pomidory z klatki i trzymasz zawory, żeby się tylko nie rozryczeć. Przy czereśniach odpadasz, rozmaśliły się. Następuje zryw, erupcja. Siedzisz pod drzwiami i ryczysz, gówniara wtóruje na łóżku. Przestajesz być wzorem, zgubiłaś swój totem. W dupie z tym wszystkim, masz dosyć! Niech ją ktoś zabierze – myślisz, dlaczego ona jest taka złośliwa? Dlaczego mi to robi? Nie chcesz być tu i teraz, zwalniasz się. Masz prawo mieć dosyć.

Ale, ale…

Przecież Ty jesteś zegarkiem z małą dziurką, a w kieszeni spodni nosisz cienki drucik.

Zamykasz oczy po poligonie życia, i resetujesz swój sprzęt. Natura, instynkty, miłość twoja matko, pcha ten drucik w dziurkę zegarka. Czyścisz pamięć ze złego. Tykasz na nowo. Rano otwierasz oczy i biegniesz do łóżka. Zobaczyć czy nadal tam jest, czy plecy zakryte. Już nie bachor a twoje najdroższe dziecko. Wyczyściłaś się więc możesz działać dalej. Możesz chować, nabrałaś mocy.

Myśli złe nie są złę o ile w spodniach nosisz ten drucik i wiesz jak działa, Matko.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

33 komentarze

  • ~PolaL

    19.06.2015 at 10:17 Odpowiedz

    Jakbym siebie widziała z tym że u mnie jest to droga na Golgotę czwartego piętra. I jeszcze muszę torby trzymać tylko przy pomocy czterech palców bo piąty musi wystawać żeby czort (też z buntem 2 latki) miał się czego złapać. Całe szczęście że starszy dementor juz sam zalicza wspinaczkę.

    • ~Cały świat

      10.07.2015 at 01:52 Odpowiedz

      Ja nie ogarniam jak mozna tak beznadziejnie pisac o takim szczęściu jakim jest opieka na córka, problemy życia codziennego itp… A ze w Polsce mamy bandę nieszczęśliwych ludzi to maja co czytać by sie podbudować ze nie tylko oni sa tacy nieszczęśliwi – bo na koneoc zawsze jest sprostowanie myśli ze to całe zło niby jest piękne, ale mimo wszystko to całe zło jest głównym tematem… Wtf

  • ~Kasia

    19.06.2015 at 10:24 Odpowiedz

    Wyjęłaś mi to wszystko z ust, z głowy. Ja jeszcze po resecie mam wielkie poczucie winy. Że się dałam ponieść, że nie wytrzymałam, że jestem miękka dupa i nie potrafię zapanować nad swoją frustracją, emocjami, że nie mogę przenościć problemów z pracy do domu, że jestem zmęczona już tym wszystkim a nie powinnam. Ale co poradzić. Nie jestem robotem. Pozdrawiam

  • ~paulina

    19.06.2015 at 10:52 Odpowiedz

    Mam problem z resetem – a jak już go mam to mi potem przykro że nakrzyczałam albo miałam takie nie matczyne myśli ….

    • Mama Rysiowa

      19.06.2015 at 10:55 Odpowiedz

      Niech Ci nie będzie przykro. Każda ma te myśli, nie każda potrafi o nich mówić głośno. JA TEZ MAM TE MYŚLI!

      • ~Cały świat

        10.07.2015 at 01:54 Odpowiedz

        Nie mazdy ma takie myśli… Po to jest mama i tata zeby razem sie zajmować – dzielić obowiązkami – a nie tylko facet do pracy i to jedyne co musi robic.

  • ~smerfeta

    19.06.2015 at 11:44 Odpowiedz

    Ja ostatnio rozryczalam sie bo ile mozna powtarzac synek ubieraj sie raz drugi ale nie dziesiaty…..powiedzialam malzowi ze jeszcze chwila i beda mnie odwiedzac w pokoju bez klamek….. potem nastapil reset o ktorym tak super piszesz i minelo…. u mnie oliwy do ognia dolewaja hormony ciazowe….. super wpis 🙂

  • ~Miuriel

    19.06.2015 at 12:28 Odpowiedz

    Wreszcie ktoś podjął ten temat!!! Nienawidzę momentu kiedy mam wszystkiego dość ale zagryzam zęby i brnę dalej przez cuuuudooowny dzień po czym słyszę od własnej Mamy (czyli osoby która przeszła przez to samo!):
    – a co ty taka zdenerwowana jesteś?
    – bo mnie dziecko wkur….., jestem głodna, zmęczona. mam dość!
    – no wiesz! jak ty tak możesz o swoim dziecku mówić?!
    i właśnie ten moment jest najgorszy, kiedy do tony frustracji dochodzi jeszcze jedna, że do jasnej ciasnej, jednak jestem złą matką, właśnie mi to powiedziano w twarz. Dziecko jest zadbane, najedzone, wybawione, wyściskane, nawet wyposarzone w świeże rodzeństwo no ale nie, moja droga. najwyraźniej absolutnie nikomu nie możesz sie przyznać do słabości bo będziesz sie czuc jeszcze gorzej. Trza zacisnąć tyłek i do roboty z usmiechem na ustach….
    Dzięki Rysiowa Mamo!!! Po stokroć dzięki!!!

  • ~Goja

    19.06.2015 at 12:41 Odpowiedz

    Dziękuję za ten tekst. Bardzo dziękuję. Do tej pory wydawało mi się, że coś ze mną nie tak. Brakowało mi cierpliwości, za to nerwów i zniecierpliwienia miałam w nadmiarze. Stres, zmęczenie i praktycznie „samotne” rodzicielstwo dawały mi niezły psychiczny wycisk. Ale gdy przychodził wieczór, patrzyłam na tego mojego Bąka i sprawdzałam czy oddycha, czy mu ciepło, czy zgrzyta zębami jak zwykle. Mój syn jest miłością mojego życia. Ale od teraz już nie obawiam się moich emocji. Prawdziwych, codziennych i jakże normalnych.

  • ~izunia200

    19.06.2015 at 12:54 Odpowiedz

    nice

  • ~Joanna

    19.06.2015 at 13:08 Odpowiedz

    Ulzylo mi, ze nie tylko ja tak mam, ze tak jak bardzo Kocham swoje dziecko tak czasem mam dosc. Dzieki

  • ~Papillon-shop.pl

    19.06.2015 at 14:18 Odpowiedz

    super tekst dziękuje za tego posta, bardzo pomocny! widzę że nie tylko ja borykam się z myślą że ze mną jest coś nie tak 🙂

  • ~Cezar

    19.06.2015 at 14:42 Odpowiedz

    Witam wszystkie mamy. Czytając Wasze komentarze widzę siebie a ha zapomniałem powiedzieć, że jestem samotnym tatą wychowującym syna od wielu lat. Dzięki Bogu nie muszę wykonywać pielgrzymek 🙂 na piętro bo mieszkam w domu parterowym z ogrodem ale do rzeczy. Codziennie jak Kuba wraca ze szkoły pytam się : co synku chcesz na obiad? on odpowiada jak zwykle: nie wiem. Wymieniam mu różne dania a on nie wie co chce zjeść. Ręce opadają. Wczoraj poszedłem do sklepu i kupiłem pyzy z mięsem i pierogi ruskie (awaryjnie). Wróciwszy do domu wstawiłem wodę soląc ją i wrzuciłem pięć pyz i pięć pierogów w między czasie zrobiłem zasmażkę z cebulką w roli głównej. Powiedziałem co będzie na obiad młodemu a on odpowiedział, że nie jest głody. Zacisnąłem zęby i sam zacząłem jeść. Nie minęło pięć minut jak usłyszałem brzdęk garnka i patelni. Zadałem pytanie :co robisz synku? odpowiedział: ugotuję sobie pyzy i pierogi. Uśmiechnąłem się pod nosem i nic nie powiedziałem.
    Wychodząc do pracy na noc mówię do synka: pozmywaj naczynia, poskładaj pranie i skarpetki do koloru odcieniami. Przyjeżdżając rano z pracy jeszcze przed wyjściem na „uczelnię” synka, widzę naczynia nie pomyte, pranie nie poskładane. Pytam się dla czego nie zrobiłeś tego co miałeś zrobić a on odpowiada: kocham Ciebie tato, zapomniałem. Jak wrócę ze szkoły to wszystko zrobię. No to już lecę do pociągu, pa pa.
    No tak ,gdybym jego nie miał to kto by mi podnosił adrenalinę. Wiem, że żyję dla niego.

    Czarek

    Zapraszam na mojego bloga:http://samotny-ojciec.blog.pl

    • Mama Rysiowa

      24.06.2015 at 11:45 Odpowiedz

      Czarku, jak tam spacery w Łazienkach? Czytałam to I owo u Ciebie 🙂

  • ~iza

    19.06.2015 at 14:46 Odpowiedz

    Świetny wpis. Prawdziwy. Bo Matka to nie cyborg z uśmiechem na ustach od rana do nocy. Ma też swoje domki i załamania. Też może po prostu nie dawać rady. I ma do tego Święte Prawo. Dziękuję za wpis. Myślałam,ze tylko ja mam czasami ochotę podrzucić 5 i 3 latka do okna życia.

  • ~Kama

    19.06.2015 at 16:47 Odpowiedz

    Oooo widzę, że tylko nie ja mam ochotę na okno życia :D:D:D a jak kiedyś to powiedziałam przy znajomych to się ofukali, że tak nie można.
    Trzeba, dla własnego zdrowia psychicznego trzeba czasem powiedzieć na głos, że bycie matką to nie tylko ptaszki i motylki ale też cała masa innych emocji i to nie jest złe. A trzymanie tego w sobie powoduje frustracje i choroby psychiczne 😀

  • ~Mama za miastem

    19.06.2015 at 21:37 Odpowiedz

    Każda matka ma czasem takie chwile, ale nie każda potrafi się do tego przyznać. Świetny tekst, pierwszy raz jestem u Ciebie i planuję zaglądać 🙂

    ps. nieśmiało zapraszam też do siebie na przeszpiegi

  • ~Twój Raj

    20.06.2015 at 20:37 Odpowiedz

    Co prawda nie jestem …. kobietą ale tekścik świetnie się czyta, brawo!!!

  • ~Dorota

    21.06.2015 at 13:02 Odpowiedz

    Chciałoby się napisać ” skąd ja to znam”…
    Z tym, że ja już mam siedmiolatkę przy boku, która pomimo, że już rozumna i mądra, to też daje też czasem popalić i mam jej ochotę powiedzieć, żeby się odczepiła ode mnie bo jestem zwyczajnie zmęczona… A ona (na złość?) kiedy ja już mam dość a jeszcze mnóstwo na głowie próbuję nawiązywać interakcję…. Obłęd.

  • ~Michal

    22.06.2015 at 19:09 Odpowiedz

    No tak, zgadzam się – od kobiet wymaga się o wiele więcej niż od mężczyzn a co dziwne nie aż tak często docenia się ich trudy. A od matek i żon to już w ogóle się wymaga tylu rzeczy, że ja czasami zastanawiam się, jak Wy kobiety to wszystko ogarniacie, to jest przecież niemożliwe, nie w dobie, która ma jedynie 24 godziny i jeszcze spać trzeba…

  • ~Mama Nelowa

    23.06.2015 at 22:22 Odpowiedz

    Po raz kolejny, DZIĘKUJĘ LOSOWI ZA MATKE RYSIOWĄ! Że mi się napatoczyła w internetach, że świętą prawdę mówi prosto z mostu, że potrafi sie przyznać, że nie jest bez skazy, a inne matki zwalnia z poczucia winy, że nie są NAJ pod każdym względem.
    Po kolejnym spacerze połączonym z zakupami, gdzie obładowana siatami , usiłuję się wpakować z calym ekwipunkiem do klatki, pchając jedną (i tak zajętą) ręką wózek dla lalek (N. straciła nim zainteresowanie po 100m spaceru, ale bez niego na spacer nie pójdzie), a drugą (też zajętą) próbuje ją złapać jak koło mnie przebiega i robi unik niczym Muhammad Ali. Drę się na nią z bezsilną złością a Nel nic sobie z tego nie robiąc, robi nagły w tył zwrot i biegnie wskakując po drodze we wszystkie kałuże do podblokowego śmietnika sprawdzić, czy nie ma w nim przypadkiem czegoś godnego zainteresowania. Po dopadnięciu jej (cisnąć pod nosem coś w stylu „no KU**A smycz jej kupię”), wepchnięciu wszystkiego do klatki i odnalezieniu kluczy, zostają już tylko: krew, pot i łzy. Po ataku złości a w następnej kolejności histerii („Mamusiu na jąćki”), docieramy na pierwsze piętro, po czym następuję przerwa na odpoczynek na schodach w pozycji siedzącej i ewidentna poprawa nastroju. Na drugie piętro docieramy z wielkimi problemami, acz za namową (przekupstwo, wiem niewychowawcze w ch*j), tu następuję szloch rozdzierający, bo sąsiadka trzyma rower na klatce a Dziecię chce na nim jeździć. W najgorszym wypadku sprawdzać stan techniczny. Skrupulatnie! A mi właśnie siaty upierdalają ręce. Wtedy już biorę, co mogę w jedną rękę, Nel w drugą (przynajmniej bicki mam jak po ostrej siłce) i z gorącymi łzami, cieknącymi po policzkach, licząc po cichu do dziesięciu, żeby nie pierdolnąć jak grzyb atomowy, docieramy do domu z Nelą wrzeszczącą na cały blok. Siaty rzucam, wózek dla lalek pierd**nę w progu, opadam z sił w kuchni, N. obrażona ucieka do pokoju.
    Mija kilka minut i reset. Dziecko inne – spokojne, pogodne i ja inna – z wyrzutami sumienia, że kolejny raz dałam się wyprowadzić z równowagi.
    Nel – lat 2 i 2mce podchodzi do mnie i kładzie mi swoją (brudną jeszcze) rączkę na policzku, zagląda w oczy i mówi smutno :”Mamusia pakała”. I rzuca się do siat z entuzjazmem, żeby pomóc rozpakować zakupy…

  • ~Marek

    24.06.2015 at 14:10 Odpowiedz

    Witam chociaż ja jestem mężczyzną to zgadzam się z wami panie w całej rozciągłości. Od pań wymaga się, żeby gotowały, prały, zmywały i jeszcze w przyszłości wychowywały dzieci. Ja się więc pytam panów, co wy rąk nie macie, żeby sobie samemu chociaż połowę tych obowiązków wykonać. No ludzie przecież naprawdę to nie jest nic trudnego.

  • ~aga

    24.06.2015 at 21:02 Odpowiedz

    Czytałam i ryczałam… bo właśnie to przeżywałam, bo to to co piszesz jest niesamowicie prawdziwe a ja tak często nie daje rady… ale teraz wiem że nie tylko ja… uff, mam 2 i czasami mam ochotę pierd… drzwiami i pójść przed siebie, byle jak najdalej…ale na szczęście mam drucik 🙂 dzięki za ten tekst

  • ~Ana

    24.06.2015 at 22:25 Odpowiedz

    Dziękuję za ten tekst! Za głośne przyznanie, że matka też człowiek i może mieć gorszy dzień… Ja często sama odbieram sobie to prawo a i głośno nie ma się komu pożalić, bo przecież dziecię takie słodkie!

  • ~DoROTA

    25.06.2015 at 17:30 Odpowiedz

    Bardzo trafny wpis, „złe emocje” też są potrzebne, a właściwie to nie ma takiego czegoś jak „złe emocje”.
    Tylko zastanawia mnie jedno: KTO od nas – matek tego, co opisujesz wymaga? Gdzie jest napisane jaka powinna być matka i jaka kara jej grozi jeśli taka nie będzie? Mam wrażenie, że same sobie stawiamy takie wygórowane oczekiwania, żeby być naj, żeby nigdy nie odpaść. I w dodatku taki beznadziejny wzorzec przekazujemy naszym dzieciom. Temat do refleksji.
    A tak na marginesie, na zakupy z uciekającym bachorem polecam plecak, najlepiej żeby zmieścił wiaderko, lalkę, 2 kg ziemniaków i baniak wody 😛 U mnie się sprawdza. Pozdrawiam 🙂

  • ~ann

    27.06.2015 at 14:25 Odpowiedz

    Chyba wiekszosc z nas to przezyla. I jest mi bardzo wstyd. Nie za negatywne uczucia-one naleza tez do nas tylko za to, ze wykorzystalam moje wlasne dziecko aby sie wyresetowac. nie chodzi mi o przemoc, wystarczy zle spojrzeniem nerwowosc, wybuch placzu przy dzieciaku. Tak, wracam po 8 godzinach z pracy, jeszcze zakupy, za 20 min oficjalnie zamykaja zlobek, a tu jajas stara k…. uzera sie na kasie o 5 groszy, a kasjerka rusza sie jak nacpana mucha! Szybko do zlobka, dziecko i do domu. Siaty ciezkie, schody strome a tu dzieciak rzuca sie na schody i histeryzuje, bo on wlasnie chcial podnosic i ogladac kazdego paprocha a ja chce tylko do domu!!!! I co mnie tak wykonczylo. Ta kilkuminutowa histeria, czy praca, sklep, itp. Stoisz w sklepie, gotuje sie w tobie, ale zamykasz gebe bo niewypada, bo co sobie pomysla dorosli a pozniej obrywa dziecko, bo przeciez nie powiesz do starej babiny spier…laj z kasy, ale do wlasnego dziecka juz tak. a najgorsze jest to, ze wtym momencie naprawde myslisz, ze dziecko jest winne, przeszkadza ci a ono to czuje. I co da pozniej to przytulanie, Znowu wykorzystanie dziecka aby sie lepiej poczuc, pozbyc wyrzutow sumienia

  • ~Felia

    28.06.2015 at 18:31 Odpowiedz

    Tyle prawdy! Jak tylko to przeczytałam to na myśl przyszła piosenka Turnaua – Motorek https://www.youtube.com/watch?v=XL3PudGCgW4
    Naprawdę jesteśmy tylko ludźmi i mimo ogromnej miłości do bliskich mamy prawo czasem mieć dość.

  • ~Artur

    29.06.2015 at 03:37 Odpowiedz

    Tak to wszystko bardzo trafne i istotne co napisałaś, to również tyczy się ojców, bo my również zajmujemy się i wychowujemy dzieci, nieraz samotnie, co owszem rzadko się zdarza, ale jednak. Ale trzeba powiedzieć, że my również musimy wysłuchiwać ocen, pilnować żeby dziecko gdzieś nam nie uciekło. Taka prawda.

  • ~Kasia

    01.07.2015 at 18:56 Odpowiedz

    Heeej 🙂 Swietnie piszesz, jestes może jakism polonista? Naprawde rzadko kto ma talent do tak dobrego pisania, a uwierz, dużo czytam, nie tylko blogow, ale także i ksiazek i szczerze przyznaje, ze Twoj blog wyroznia się z tak zwanego tłumu innych, które są często bardzo wtórne, a czasami wręcz głupie. 🙂 Posiadasz prawdziwy dar!

  • ~Jarek

    07.07.2015 at 15:04 Odpowiedz

    Witaj 🙂 Chcialbym Ci powiedziec, ze sledze Twojego bloga od dluzszego już czasu, no i szczerze muszę Ci przyznac, ze posiadasz naprawdę ogromny talent do pisania 🙂 Mam nadzieje, ze nie planujesz w najbliszej przyszlosci zakonczyc dzialalnosci i zamknac bloga, bo niedlugo zamierzam przeczytac wszystkie Twoje wpisy od nowa 🙂

  • ~JG

    13.07.2015 at 22:12 Odpowiedz

    Czytałam ten wpis już kilkadziesiąt razy. Zawsze po tym jak moja M da mi w kość. Przepraszam ale wtedy nie wytrzymuje i starając się nie klnąć pytam „czemu ty ryczysz”. Mam wrażenie że zaraz pośle wszystko w diabły powiem mężowi że jak jest taki kurwa mądry i opanowany to niech ja sam położy spać. I płacze tak jak wy. Ale ona usypia a ja wchodzę tu upewnić się że nie muszę się leczyć.

  • ~Kasia

    14.07.2015 at 21:19 Odpowiedz

    Bloga poleciła mi koleżanka. Masz olbrzymi dar do pisania. Po kilku ciężkich ostatnich dniach coś takiego było mi potrzebne, popłakałam się ze śmiechu 🙂 Będę tutaj często zaglądała

  • ~M.J

    30.07.2015 at 20:12 Odpowiedz

    Łooo Matko Rysiowo !!!! Jak ja Cię uwielbiam !!!!!!

Post a Comment