Integracja

Integracja

– Skończył podlewać, to podejdzie tu – krzyknął w piątek późnym wieczorem męski głos zza siatki. GG grzecznie w swoich portach z Lidla za dziewiętnaście zeta i gumowych laćkach, rzucił węża na trawę, otrzepał rączki, i podszedł do sąsiada. – No, a teraz będzie integracja – zarządził uśmiechnięty jegomość. Strzeliło po kapslu, ładnie się wszyscy sobie przedstawili, a nam zrobiło się niezmiernie miło, że ktoś sam, z nieprzymuszonej woli chciał się poznać i przybić po piąteczce. Ktoś, ba! Cały komitet powitalny.

Panowie zaczęli grzecznie od piwka pod moją starą Astrą, co jako jedyna z aut w rodzinie nie wypięła na nas dupy, delektowali się głębokimi smakami żabkowych półek i wprowadzali w arkana osiedlowych łaczałtów. – Tu mieszka stara rumpla, nie lubi jak głośno, do nas już nie przychodzi na gryle letnie, bo nie chce jej się gardła zdzierać. Tam mieszka Rysio, noo Rysio lubi dać w palnik. Tam zimą kręcimy bączki odśnieżarką Marcina, a tu Jehowi. Można sikać pod płotem. U nas to jak zabawa, to albo straż albo policja pod domem stoi. Kiedyś o mały włos mi Marcin domu z dymem nie puścił, ale dzięki niemu wymieniłem azbest na blachę falistą, opłacało się w sumie –prawił najstarszy, poczciwinka. Tuż obok zaśmiewał się w głos sam podpalacz amator – Marcin.  Od kilku chmielowych bączków, po żarty o Cyganach i moherowych mafiach, do pół litra na naszym poletku i składanych plastikowych taboretów przycinających worki. Taka to właśnie polska gościnność zawitała w nasze progi, przemiły wieczór doprawdy.

Zintegrowała się również Krystyna. Ta to się integruje non stop świecąc muszlą na trawniku, zjeżdżając gołą czteroliterówą po ręcznie zrobionej zjeżdżalni, ze starej deski i ceraty, machając absolutnie do wszystkiego co za furtką. Nauczyła się ostatnio wiele słów w ludzkim narzeczu. Tym bardziej miło przywitać sąsiadkę bez gaci słowami: cze-eś, albo odpowiedzieć na pytanie – Krycha, gdzie majty? – mi-mo (znaczy nie ma), i krótka piłka. Nie mam gaci, mam wakacje. Nauczyła się korzystać z przenośnej toalety, nocnika w monstery, połowicznie w sumie, ale już odnotowaliśmy pierwsze sukcesy. Każda jedynka triumfalnie dostaje oklaski od samej Krystyny, która pokazuje paluchem do środka i woła – sisi! jes! bawo! Z dwójkami trochę kulawo, zapomina się dziewczyna. Bawiąc się z tatą w aucie w weekend  zostawiła skarby na fotelu pasażera. Tatuś trochę się naburmuszył. Auto wysprzątał pod sprzedaż.

Krystyna ponad to strzela jak z kałasznikowa do matki słowem „mama” w pierdylionie kobinacji. Mama, mamo, mamu, mamuś, mamuń, ma, moma, momi, mama, mama, mama, maaaa- maaaaa!!! Bada moją cierpliwość i szybkość reakcji. A ja zagryzam dzielnie ząbki i na każdą „mamę” odpowiadam „słucham?”. Od razu przypomina się zasłyszana konwersacja między ojcem a córką, która w przedziale wiekowym mniej więcej trzy z hakiem bombardowała ojca pytaniem „dlaczego?” na jednej z łódzkich ulic. Ten dzielnie na wszystko odpowiadał trzymając się względnego ładu. – Dlaczego na niebie chmurki? – no bo masy powietrza wędrują… – dlaczego wędrują? – bo wiatry wieją…. A dlaczego wieją? –nie wiem, bo muszą chyba… I o ile wytrzymał względnie długo w zapętlaniu sensu, tak na ostatnie „dlaczego” nie wytrzymał i walnął – bo Murzyn ma czarnego. Dziecko 0:1 Ojciec. Do tej pory zaśmiewam się w głos, kiedy przypominam sobie zwycięstwo Dawida nad Goliatem.

Zachodzimy w głowę z GG, kiedy integracja się skończy i kiedy zacznie się prawdziwe życie, zapchany kibel, zalana podłoga i „nosz kurwa jego mać” na widok rachunku za prąd. Znając nasze dotychczasowe perypetie trzeba się spodziewać. Póki co chwilo trwaj, wakacje trwajcie. Temperaturo z piekła, zalany w pocie rowie i śmierdzące paszki – wy możecie już odejść. Was przeklinamy serdecznie.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

4 komentarze

  • ~Aga

    10.08.2015 at 10:57 Odpowiedz

    Rachunek za prąd to nic, poczekaj na ten za ogrzewanie 🙂
    Fajny sąsiad do dobry sąsiad. Choć po opisie imprez, mogą Ci kiedyś Kobieto dać w kość :)!

  • ~mimbla

    10.08.2015 at 12:44 Odpowiedz

    To z Murzynem zapamiętam. Mam wnuczki u siebie.

  • ~LEW

    14.08.2015 at 23:37 Odpowiedz

    No właśnie najtrudniejsze z sąsiadami tego typu jest to, by wypośrodkować – nie odstraszyć, ale nie dać na głowę narobić :o)

    Zdrowia, zdrowia, zdrowia !!!

  • ~Marta

    17.08.2015 at 10:12 Odpowiedz

    W cudownych słowach ujmujesz macierzyństwo i jego przydatki 😀 Pozdrawiam matka dwójki !

Post a Comment