Hierarchia wartości.

Hierarchia wartości.

Śmiesznie było ostatnio, sraczki, wirusy, spania na szpitalnej podłodze i systematyczne informowanie pracodawcy co tym razem i komu dolega w mojej rodzinie. Tak się śmiałam, boki zrywałam, zajady popękały, że aż mina zrzedła a obecnie z oczu kapią coraz częściej tłuste łzy. Bezsilność panie prezesie, bezsilność. Moje dziecko nieprzerwanie od stycznia walczy ze wszelkim, chorobowym gównem tego świata, a ja chcąc nie chcąc ciągnę ten wóz po ziemskim padole z mozołem i po wielkich wertepach. Czuję dosłownie jak z chwilą podjęcia decyzji o powrocie do pracy i wyrzuceniu potomka na szerokie wody dorosłego życia, uwiązałam sobie przy gębie chomąto, a na nim wielką furmankę na kwadratowych kołach.

Środa. Dzień zbliża się do końca. Odebrana ze żłobka Krystyna, która tym razem spędziła w nim bagatela trzy dni, stanęła przede mną jakby ktoś nacisnął pauzę, zamarła w miejscu, kaszlnęła raz, drugi, trzeci, po czym zwymiotowała wszystko, co podarował jej dzień.  Przekaz nad wyraz jasny po tym, jak dwa razy w przeciągu miesiąca pokonałyśmy jelitówkę większa i mniejszą, w przeciągu trzech zapalenie krtani, zapalenie oskrzeli, dwa antybiotyki, morze inhalacji, oklepywań i cierpień. Śmiesznie było za pierwszymi piętnastoma razami, ale patrząc wczoraj na zmianę na zachlapaną od wymiocin podłogę i telefon, z którego niezaprzeczalnie za chwilę miałam wysłać jasny komunikat do pracy: „chora. nie będzie mnie. tak. znowu.” Puściły mi wszelkie hamulce. Przykucnęłam na wysokość tych zatroskanych, wygiętych w podkowę małych ust, przytuliłam do piersi brudną twarz mojego dziecka i zaczęłyśmy płakać. Razem, na głos, jak w zawodowym chórze. Te oczy małe, świecące na nadchodzące kłopoty zdawały się mówić „nie idź mamusiu, zostań tu ze mną, potrzebuję właśnie twoich rąk, nie innych”.

A mamusia? Poczuła jak schodzi z niej wszelkie ambicjonalne powietrze. I poczuła wyrzuty sumienia mieszające się w sosie własnych pragnień i kalkulacji, co jest dla nas lepsze? Co jest dla mnie lepsze właściwie? Wiem w ogóle? Pójdę jutro do pracy, muszę przecież. Praca jest dobra, praca mnie uskrzydla, praca daje mi jeść, dzięki pracy społecznie żyję.  Zostawię dziecko z opiekunką o ile się uda ją umówić, po czym grzecznie zrobię co do mnie należy. Gówno prawda! – Po czym stanę przed budynkiem mając przed oczami widok chorego dziecka i wrzasnę na głos: CO JA TU KURWA ROBIĘ?! Jakie są moje nadrzędne wartości?! Do czego, do chuja pana doszło, żeby na  wadze mojej codzienności stawiać dziecko i telefon komórkowy zwiastujący ciężkie do wypowiedzenia słowa: TAK. ZNO-WU! Jeżeli to jest to państwo przyjazne, które swoja postawą ma zachęcić mnie do dalszej prokreacji to niechże śmiechnę jeszcze raz, przez łzy krokodyle. I kołacze się serce bo wie, gdzie mu bliżej, i wrzeszczy do mnie głowa, bo szuka rozwiązania odpowiedzialnego, idealnego „Co mam zrobić?”, zadam sobie to pytanie jeszcze pierdylion razy. Być tą mamą, której wymagają zapłakane oczy, postawić karty na dom i rodzinę, czy ścisnąć dupę, zagryźć wargi,  płakać jak nikt nie widzi i modlić się, że kiedyś będzie lepiej? Bo będzie, prawda? Przecież musi…

Do czego ludzie doszło, że drży mi ręka, która wykręca numer do pracy, a głos się łamie wiedząc, co za chwilę powie. Przecież znam hierarchię wartości , którą sama sobie  ułożyłam, a dziecko postawiłam na jej szczycie. I zaczyna się walka serce vs. rozum. Chcę tu być z Toba dziecko, ale czy mogę sobie na to pozwolić? Chce Ciebie! ale czy naprawdę powinnam tak chcieć?

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

25 komentarzy

  • ~na_macierzynskim

    12.03.2015 at 14:06 Odpowiedz

    Kochana… Wiem co czujesz. Ja co prawda prowadze własna działalność. Ale sama. Wiec jeśli Młody chory to i u mnie klientów/kasy brak. Widzisz to swoje maleństwo, które naprawdę nie jest niczemu winne. Które tak Cie potrzebuje… Bo przecież rzyganie przy mamie jest jakieś takie bezpieczniejsze niż bez mamy. Cierpienie jest mniejsze kiedy mama masuje brzuszek. Co tu dużo mówić. Jestem sama matka ale ukojenia do tej pory szukam u swojej rodzicielki.

  • ~Aga

    12.03.2015 at 14:18 Odpowiedz

    Jak ja Cię doskonale rozumiem ;-(, co prawda jeszcze nie wróciłam do pracy (idę w poniedziałek), ale Synek chodzi do żłobka od września coby się przyzwyczaić. I co od września 5 razy zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, zapalenia ucha, dwie jelitówki. A ostatnio lekarka mi powiedziała, że wie pani rodzice maja wybór albo żłobek albo zdrowe dziecko…. Jaki ja mam wybór jak mam kredyt do spłacenia?????? Dużo zdrówka i cierpliwości życzę…..

  • ~Joanna

    12.03.2015 at 14:21 Odpowiedz

    To co napisze pocieszajace nie bedzie, bo zwyczajnie przeszlam przez to samo z moja pierwsza corka, odkad poszla do przedszkola majac 1.5 teraz ma 8, chorowala rowno jak w zegarku co 4 tyg przez tydzien, uodparniala sie na caly syf tego swiata, po roku chorowala coraz zadziej teraz wlasciwie wcale. Mlodsza ma 2 lata do przedszkola jej nie poslalam Jeszcze, mam teraz dopiero komfort pracy z domu, I co choruje tak Samo, co 4 tyg, starsza przynosi rozne paskudztwa ze szkoly, Sama nie choruje, ale mlodsza niestety. Wiem ze to nie pociesza, ale….. Trzymaj sie

  • ~Ewa

    12.03.2015 at 15:09 Odpowiedz

    Czytam Twojego bloga praktycznie od dnia powrotu ze szpitala. Moja córka ma teraz 13 miesięcy i praktycznie co tydzień zaśmiewaliśmy się z mężem z kolejnych wpisów. A dzisiaj nie bardzo mi do śmiechu, bo… wczoraj minął trzeci dzień w żłobku, po tygodniowej przerwie i kolejnym antybiotyku. W nocy obudził nas wymiotujący Potworek… Wmówiliśmy sobie, że to incydent. Ale po zwymiotowanym śniadaniu już pisałam maila z prośbą o urlop, a MałżonekWspół dzisiaj informuje w pracy, że jutro on ma urlop…
    A Młoda… od tej pory zjadła kawałek bułeczki, kleik, zrobiła dwie kupy i radośnie ogląda bajeczki… Najzdrowsze dziecko świata 😉

  • ~Gosia

    12.03.2015 at 15:18 Odpowiedz

    Los matki nie rozpieszcza, dziecka zresztą też nie. Przytulam

  • ~matka-nie-idealna

    12.03.2015 at 15:37 Odpowiedz

    Prze-je-ba-ne.

    Żłobki są przejebane.
    Amen.

    • ~ania

      12.03.2015 at 20:20 Odpowiedz

      Żłobki są fantastyczne. Przechlapane jest w przedszkolu. W żłobku trafiłam na fantastyczne opiekunki, które bardzo kochały moje dziecko. Bo malutka poszła do żłobka mając niespełna 5 miesięcy. A równo dwa dni po moim powrocie do pracy zaczęła chorować. Trzy lata z życiorysu, wymiana z moim mężem, na szczęście na kilka godzin przychodził dziadek, choć lekarstw nie podał. Tak trzeba było to ustawić żeby lekarstwa były za naszej bytności w domu. Fakt- jest ciężko, czasem beczysz z bezsilności ale ciągniesz dalej. Bo mama zawsze da rad e. Na pysk padnie, przeryczy pół nocy z dzieciakiem a rano do pracy pójdzie itd. Dasz radę. Kilka miesięcy a potem będzie coraz lepiej. Złapie odporność i w pewnym momencie sama się zdziwisz -ooo a u lekarza nie byliśmy od roku, nie licząc szczepień. Moja malutka za miesiąc konczy 6 lat. Dałam radę choć czasem sama nie wiem jak.

  • ~Ola

    12.03.2015 at 20:24 Odpowiedz

    Łzy sie do oczu cisną 🙁 jestem mamą dwumiesięcznej córki i od września wracam do pracy,zostawiając 8 miesięczna Tośkę 🙁 Już sie boję 🙁

  • ~Kasiura

    12.03.2015 at 20:41 Odpowiedz

    A na pomoc Dziadków też liczyć nie można bo pracować muszą do 65, a po przekroczeniu tej magicznej liczby wiekszosc nie ma już siły bawić dzieci 🙂 znam ten ból. Młody ostatnio więcej w domu siedzi niż w żłobku, a mi sie w żołądku przewraca na samą myśl o telefonie do Najwyższego 🙂

  • ~fd

    12.03.2015 at 21:03 Odpowiedz

    przerażające, nie wyobrażam sobie nie pracować :O

  • ~anka

    12.03.2015 at 21:51 Odpowiedz

    Ja miałam to samo. 4 dni w żłobku, 2 tyg chory. Minie w kwietniu. Tak jest co rok, od października do końca marca non stop chory. W pracy co jakiś czas chorobowe, bo albo z nim albo ze sobą – łapałam od synka wszystko. Gdy zaszłam w drugą ciążę, dowiedziałam się od mojej szefowej, że mając tyle nieobeności w pracy, powinnam się wstydzić, że ośmieliłam się zajść (nie zacytuję dokładnie, ale kontekst był taki). W przyszłą zimę będziemy chorowali w 3. Ciekawe, co wtedy usłyszę..na wychowawczy mnie nie stać 🙁

  • ~Mama Żulika

    12.03.2015 at 23:01 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, współczuję :(Te usteczka w podkówkę wygięte, to zdziwienie po n-tym pawiu, łzy jak grochy.
    Tkwiąc w domu z 3 pawiującymi pawianami marzy się o pracy (częściej niż czasem). Ale z drugiej strony jak pisałaś – do tego 85go roku życia do którego przyjdzie nam pracować (wierzycie, że to będzie ZALEDWIE 67 lat? 😉 jeszcze się człowiek napracować zdąży….
    Z trzeciej natomiast – przy obecnym bezrobociu i kredycie na 200 lat pika gdzieś tam obawa że pewnego dnia Kredyt bank nam zrobi śniadanie w nie-naszym już mieszkaniu 🙁
    Buziaki dla chorowitki.

  • ~Michał

    13.03.2015 at 00:09 Odpowiedz

    Coś okropnego ostatnio z tymi chorobami… Ja sam leżę teraz pod kocem, ale co chwilkę dosłownie latam do łazienki. Pracować nie idzie, bo głowa i zatoki bolą tak, że nie da się myśleć. A spać się nie da, bo kaszel straszny męczy, no i ten katar i zatokowe bóle… Eh, coś strasznego. Nikomu, nwet najgorszemu wrogowi bym nie życzył aby czuł się tak, jak ja czuję się teraz. Okropność!

  • ~Magdalena

    13.03.2015 at 22:09 Odpowiedz

    Życie chuj! Tyle w temacie. U nas również szpital rzygi gile krew z nosa i tak w kółko. ..

  • ~TatadlaMarianny

    16.03.2015 at 02:17 Odpowiedz

    Priorytet rodzina. Czasem dobrze czasem…. dobrze 😉

  • ~pat

    16.03.2015 at 10:20 Odpowiedz

    Hej Rysiowa! Pierwsze pol roku w zlobku/przedszkolu tak wlasnie wyglada. Nie przeskoczysz tego w zaden sposob. I tak jak pisali Ci inni- po czasie kapniesz sie, ze dziecko nagle sie wychorowalo i jest zdrowe od pol roku. Jakos na czyms trzeba ten system odpornosciowy zbudowac. Moj syn pieknie przechodzil caly pierwszy miesiac do zlobka, nawet bez kataru. Potem za to mial na zmiane zapalenie krtani, oskrzeli, jelitowke, enterokoki, temperature i powiekszone wezly przez pol roku. Z mezem non stop wymienialismy sie zwolnieniami (a propos nie da sie tak u Ciebie?To nie jest tak, ze dziecko tylko z mama poczuje sie lepiej i tylko z mama wyzdrowieje szybciej. tatusiowie tez swietnie daja rade!). Jesli sie niedalo to po prostu przychodzilam do pracy po poludniu albo odrabialam w weekendy.
    Widok swojego dziecka smutnego i chorego kroi serce na plastry, ale niestety nie da sie tego przeskoczyc. Zdrowia wiec zycze i niechze dziecie rosnie w sile!

  • ~Jarek

    16.03.2015 at 19:30 Odpowiedz

    Bardzo często mam kontakt z wieloma roznymi blogerami, zarowno tymi, których teksty są ogolne, jak i tymi tematycznymi, taka praca 🙂 Zaluje, ze nie spotkalismy się jeszcze nigdy na stopie zawodowej, jednak nie do konca to ode mnie zalezy 🙂 Ale szczerze Ci powiem, ze naprawdę masz talent, o wiele większy niż większość blogerow 🙂

  • ~anna

    18.03.2015 at 11:42 Odpowiedz

    Witaj, a ja myślałam że tylko jak tak mam . Kocham moje dzieci ale w zeszłym tygodniu gdy spały siedziałam w łazience i wyłam z niemocy. Durna istota czyli Ja myślałam że starsza córka była wyjątkowa więc 2lata choroby to ewenement… zatem gdy syn poszedł do żłobka myślałam że będzie lepiej… Jak już się domyśliłaś nie jest dlatego wyję. Do żłobka chodzi od 6 miesięcy a w żłobku w sumie był 1 miesiąc 🙁
    Ja wymyśliłam sobie mantrę, w kółko i na okrągło chodzę i w głowie powtarzam to sobie „za rok będzie lepiej , za miesiąc będzie lepiej, za tydzień będzie lepie” G..wno jest lepiej ale przynajmniej ja nie zwariowałam. Pozdrawiam i serdecznie ściskam Ania mama 7-latki i 1,5 chłopca PS Ja pracuję nieprzerwanie od matury czyli 16 lat jak bym się zwolniła to czeka nas miły kącik pod mostem bo bank lubi swoją dole dostać a ja głównie utrzymuje dom

  • ~LC

    19.03.2015 at 08:13 Odpowiedz

    Ja nie bede wspolczuc bo dzisiaj pol nocy mialam wyrwanecz zycia bo dziecko mialo goraczke 40.2… Z niczego. Wlasnie siedze w pociagu do pracy :(. Pewnie o tym pisalas wiec przepraszam jesli temat przerobiony ale czy nie ma opcji poza zlobkowej? Ja mam nianie 4 dni w tygodniu i o ile nie znaczy to ze mala nie choruje to jednak choruje znacznie rzadziej. Do przedszkola pojdzie od wrzesnia jak skonczy 2.5 roku ale na pol etatu. Koszty beda straszne ale jesli nie to to musialabym zrezygnowac z pracy a to byloby szkodliwe dla mnie umyslowo i dla mojego kredytu…

  • ~coffee.mama

    20.03.2015 at 20:25 Odpowiedz

    Ech, chciałabym wrócić do pracy, ale jak pomyśle o żłobku i o tym towarzystwie chorób które będzie z nami wracało do domu, chce mi się płakać :-

  • ~Monika

    22.03.2015 at 13:49 Odpowiedz

    Mnie też boli ten dylemat – albo dziecko, albo praca… Jako mama przecież nie mogę dziecko zostawić w chorobie, moje miejsce jest przy nim w domu, a z drugiej strony, jeśli nie zarobię to nie będę mieć funduszy na jego utrzymanie… Smutne takie dylematy mamy pracującej… Mam nadzieję, że bądź co bądź dane nam będzie trafiać na wyrozumia,łych pracodawców…

  • ~mirat

    23.03.2015 at 12:21 Odpowiedz

    Naprawdę ciężkie mamy teraz czasy.

    • ~Przemysław

      24.03.2015 at 12:46 Odpowiedz

      To nie ma dwóch zdań w dzisiejszych czasach. Pracodawcy od razu w większości przypadków pytają, czy jest się w ciązy, czy ma się dzieci, a jak tak to ile. Dopiero po takiej weryfikacji jeśli już nawet przyjmują takie kobiety to jest ultimatum albo dzieci albo praca. Macie racje chore czasy dziś są, ale trzeba się przyzwyczajić bo nie prędko się coś zmieni.

  • ~blogi podróżnicze

    24.03.2015 at 14:13 Odpowiedz

    Bardzo fajny blog. Jesteśmy zafascynowani:) Życzymy powodzenia i dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga!

  • ~Mama Neli

    08.04.2015 at 03:16 Odpowiedz

    To jest właśnie najgorszy rozdzierający serce i duszę paradoks moralny rodzica…
    Dużo zdrówka dla Rysia i siły dla Rysiowej Mamy!

Post a Comment