Gruba Matka jest gruba.

Gruba Matka jest gruba.

Nadszedł ten piękny dzień, kiedy dotarło do mnie, że nie mieszcząca się w wannie dupa nie może być już wypadkową odległego porodu i nie ma sensu tłumaczyć piętnastej opony Krystynowym naświatprzyjściem. Ja rozumiem duże w modzie, cycki się wylewają z bluzek i och łał, nigdy nie byłam i nie będę okruszek a o wystających kościach biodrowych nad wyciętym bikini mogę ewentualnie poczytać i pooglądać zdjęcia w kolorowych gazetach AAAALE  bez kitu, obecnie z masą jest średnio a nawet niezły kanał. Podobno długie karmienie piersią wyciąga balast i wycina sylwetkę więc albo to długie karmienie to kwestia „do Pierwszej Komunii świętej” albo matka natura mnie oszukała, pokazała fakera i śmieje się teraz w głos – nie, Ty będziesz locha na zawsze.
Wybrałam się do papierniczego, kupiłam uroczy zeszyt w kratkę z kosmiczną różową lalą na okładce, wymierzyłam się, wymierzyłam się jeszcze raz bo myślałam, że mi się omskło, ale niestety, Zapisałam wyniki i zapłakałam nad swoim losem. O Panie na niebiosach kiedy żeś mnie tak nadmuchał?! Kiedy to się stało, żesz jasna cholera.
Wagi w domu nie było, spacer do najbliższej apteki raz! Kiedy wchodziłam na szafot wiedziałam, że miło nie będzie, trudno hop siup, rachu ciachu i po strachu. Stoję, automatycznie przymknęło mi się oko jedno, drugie. Otwieram i widzę jak wynik mi rośnie jak zegar długu publicznego. Im bardziej rośnie tym bardziej lubię swoje wynajmowane mieszkanie, z którego długo nie wyjdę. Broda się zatrzęsła, waga się zatrzymała. Patrze i… O KURWA, ILE ?!! Przez chwilę chyba widziałam Najświętszą Panienkę w oknie przyrzekam, sama nie wiem, chyba się przewidziałam, na wadze za dużo, za oknem Panienka, wszystko możliwe.
Aż mnie coś w brzuchu zakuło, moja talia się upominała- ratuunkuu, tu jestem, hop hop!
Podniosłam się z kolan, otrzepałam kurz z ramienia po walce ja kontra waga, konia swojego kuśtykającego znalazłam, wracamy do zamku brachu, nic tu po nas. Przegraliśmy walkę ale nie wojnę! Teraz się wkurwiłam na poważnie, teraz już nie ma zmiłuj. Telefon do internisty odbyty, skierowanie do dietetyka się drukuje a w okolicach Matki Boskiej Pieniężnej zainwestuje w jakiegoś przystojnego Pana Adama na siłowni i wyleje z siebie siódme poty. Na wybieg nie wejdę tak czy inaczej bo na szpilkach gną mi się kopyta ale mam nadzieję, że w niedługim czasie honorowo stanę na wadze i nie doznam zawału serca. Moją szczerością i postem oczekuję od Państwa szanownych ciśnięcia mi obficie i zalewania pytaniami – i jak? Schudła? Ruszyła się? Nie lepiej? Amen.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

27 komentarzy

  • ~Ania

    24.06.2014 at 21:31 Odpowiedz

    No to wytrwałości!!! Ja też nigdy okruszek nie byłam, aż nagle się zawzięłam (co przy okazji powiązało się z brakiem kasy = brakiem dogadzania sobie + mnóóstwem stresu) i….. kości widzę wszęęędzie! I tęsknię za wałeczkiem tu i ówdzie! Tobie takiej okrutnej diety nie życzę, ale kciuki trzymam mocno!

  • ~Jacquelane

    24.06.2014 at 21:38 Odpowiedz

    Ja się permanentnie odchudzam od 1,5 roku chyba… Schudnę kilka kilogramów, poczuję się lżejsza i znowu tyję. Ostatnio się przeraziłam, bo stanęłam na wadze i zobaczyłam, że jeszcze tylko dwa kilogramy i osiągnę wagę jaką miałam na porodówce. Tylko dziecka w brzuchu brak…Za to jest wielka opona. Ciągle sobie tłumaczę, że to po ciąży, że sranie w banie, ale dupki na siłownie to nie ma komu ruszyć 😉

    • ~Jan

      19.10.2014 at 12:35 Odpowiedz

      Pewnie Pani opływa w tłuszczu teraz

  • ~natalia

    24.06.2014 at 21:39 Odpowiedz

    Trzymam kciuki,matko Krysiowa! Ja męczę się bez dietetyka i Pana Adama, ino sama na mojej burdnej podłodze. Ale efekty widać, to najważniejsze 😉

  • ~Magda

    24.06.2014 at 21:49 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, dietetyk dobry wybor ale pana Adama se proponuje darowac. Kisiel na smycz i do parku marszem. W Lublinie parkow pod dostatkiem i jakas moda na bieganie jest teraz:) Powodzenia, wazne ze sie zdecydowalas. Wytrwalosci i wynikow zycze z serducha:) A Kisiel jaki bedzie szczesliwy:)

  • ~rynata

    24.06.2014 at 22:32 Odpowiedz

    Własnie dziś podjęłam entą walkę z naddatkiem. Idę se ja na kije z moją psiapsiółką drogą nam dobrze znaną . Szerokości zwykłej asfaltowej. Przynajmniej wizualnie taka sama jak zawsze. Do momentu-kiedy to samochód powziął zamiar by nas ominąć. Zwyczajowo lekkośmy ściskały się ku poboczu i była gitara. Dziś nastąpiła katastrofa. Samochód i ja w jednej linii to za mało asfaltu !!!!! do Wigilii liść sałaty na dzień !!!.

  • ~Mama Tosi

    24.06.2014 at 23:50 Odpowiedz

    Bądź dzielna i wytrwała w swoim postanowieniu – a ja dołączę do Ciebie po połogu jak Ty będziesz już doświadczona w diecie w ćwiczeniach 😉
    p.s. znowu się obśmiałam, kocham Twoje teksty 😀

  • ~Kasia

    25.06.2014 at 00:17 Odpowiedz

    Ja mam to samo. Karmiłam, ale kurde ile, mój Stachu w ostatnich miesiącach karmienia co godzinę na 20 min na cycku wisiał, wcześniej co 2 nawet czasu na obżarstwo nie miałam, na spacer z 3 piętra po schodach na 3 razy wychodziłam (stelaż, gondola, dziecko) i nazad. A waga? jak mi wody płodowe odpadły i dzieciaka wyjęli to dycha z wagi i tyle. Teraz Stachu ma prawie rok, katuję się 4 razy w tygodniu, mniej jem a waga co? GÓWNO! Pociesza mnie tylko mama i to co powtarza mi przez całe życie „W naszej rodzinie chudnie się po drugim dziecku” 😀 Trzymam kciuki, żeby Tobie lżej było

  • ~ka

    25.06.2014 at 07:20 Odpowiedz

    siłka to głupi pomysł. tam możesz na końcu się „rzeźbić” na początek tylko rower, bieganie, rolki 🙂

  • ~sportsmama

    25.06.2014 at 08:12 Odpowiedz

    Juz Cie uwielbiam, duzy plus za samokrytyke i poczucie humoru 🙂 Wszystko jeat do zrobienia :* Zapraszam Cie do https://www.facebook.com/sportsmama.ola

  • ~Ewka

    25.06.2014 at 08:15 Odpowiedz

    No cóż, w mojej ocenie karmienie i utrata wagi niewiele mają ze sobą wspólnego . Tak jestem złą matką, nie karmiłam, straciłam pokarm i nie walczyłam o odzyskanie. Ja dowiedziałam się o ciąży mając skromne 49 kg a na porodówkę jechałam mając…..tak proszę Państwa …. i tu proszę o werble…. 83,5 kg. Na porodówce od razu pytali czy rodzimy czy odchudzamy.Mało zabawne.

    Teraz gdy moje Szczęście kończy 5 lat mogę powiedzieć, że jest dobrze, 10 kg zostało, ale bez żalu, no cóż 49 już było i to se ne wrati.

    Od jakiegoś czasu twój blog jest dla mnie taką rozrywką. Potrafisz codzienność ubrać w zabawne słowa.

  • ~Marzena

    25.06.2014 at 09:30 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, mam maleństwo w okolicach wieku Kryśki, wczoraj skończył synek 11 miesięcy 🙂 nie dla mnie żadne diety bo łakomczuchem jestem niesamowitym i nie wyobrażam sobie zwyczajnie nie móc wpierdolić kawała ciasta kiedy będę miała ochotę czy wielkiego kebaba :)) a i do okruszków mi zawsze było daleko 🙂 od 4 miesięcy regularnie biegam i chodzę na basen i wróciłam do wagi sprzed ciąży bez żadnych jedzeniowych wyżeczeń 🙂 szczerze polecam a i dodam jeszcze że bieganie świetnie koi nerwy 🙂

  • ~Madzia

    25.06.2014 at 10:57 Odpowiedz

    Trzymam kciuki, na pewno się uda! Ja jestem po porodzie prawie 3 lata i dopiero teraz wróciłam do wagi z przed. Ale chyba długo w niej nie potrwam bo coś mnie bierze na drugiego bobasa :-).

  • ~Anicja

    25.06.2014 at 12:51 Odpowiedz

    Nie pierwszy raz padłam czytając Twojego posta :). U mnie „dopiero” 2,5 miesiąca po i czuję, że jak nie ruszę moich 4 liter to nic samo się nie zmieni…

  • ~Marteczka Marteczka

    25.06.2014 at 14:49 Odpowiedz

    Oj znam to 😉 Mały ma już 4 lata a boczki jak wystawały tak wystają. Od 2 miesięcy walczę ale bez diety to niewiele daje. A do niestety przekonac mojej słabej silnej woli nie umiem. Jedyny plus ze sie „ubijam” od ćwiczeń i nie tyję.

  • ~malwina

    25.06.2014 at 16:17 Odpowiedz

    „Podobno długie karmienie piersią wyciąga balast i wycina sylwetkę więc albo to długie karmienie to kwestia „do Pierwszej Komunii świętej” – umarłam ze śmiechu i przeraziłam się. Po pierwszej ciąży 3 lata wracałam do wagi sprzed ciąży (i formy), a teraz po drugiej hm… „będę lochą na zawsze” 🙁 albo też się zawezmę, liść sałaty i za 3 lata będzie ok 🙂

  • ~Rąbek u spódnicy

    25.06.2014 at 17:23 Odpowiedz

    o matko Krysiowa, jakbyś o mnie pisała. Ja bez dietetyka, ale…chyba i czas na to. Bo sama siłownia i dieta a’la domowe widzimisię nie starcza.

  • ~LaMere

    25.06.2014 at 18:43 Odpowiedz

    o moja matko bosko kochano – łzy ocieram ze śmiechu…. kobieto kochana wpadłam na Twojego bloga zupełnym przypadkiem ale z pewnością TU wrócę:) brawo za poczucie humoru, cięty język i ogromniastą samokrytykę….życzę z całego serducha wytrwałości. osobiście nigdy nie byłam na diecie, urodziłam dwójkę dzieci i temat odchudzania jest mi zupełnie obcy, jednakże mogę jedynie się domyślać jak trudna jest ta walka….nie mniej jednak nie poddawaj się:))))

    http://lamere.blog.pl/

  • ~jolka

    25.06.2014 at 21:12 Odpowiedz

    Witam Cię Krysiowa Mamo, odwiedzam Twój rewelacyjny blog regularnie ,z niecierpliwkością czekam na kolejne wpisy. Cudownie rozweselasz i cudownie wzruszasz .Mój syn ma 12 lat , a jak czytam Twoje wpisy to jakbym czytała swoje przemyślenia i dylematy tylko ,że z wiekiem dziecka ich przybywa. Uwielbiam Twój blog .Życzę dużo zdrowia całej Rysiowej rodzince .

  • ~jolka

    25.06.2014 at 21:15 Odpowiedz

    Niecierpliwością oczywiście , skąd się wzięło Kością?

    • ~ka

      25.06.2014 at 21:33 Odpowiedz

      podświadomość? 😀 koścista i wychudzona – obsesja XXI w kobiety 😉

  • ~Mjówdik

    26.06.2014 at 19:28 Odpowiedz

    Kochana ja rok po porodzie ważyłam tyle co przed ciążą. Ale potem mi się utytło… doszło do 82kg…. powiedziałam dość, po 4 miesiącach niejedzenia słodyczy, chleba i makaronu, bieganiu na orbitreku i jazdy na rowerze zeszło do 74kg, potem powoli do przedciążowych 68kg. Zaczęłam bardzo intensywnie to na tej fali wku..ienia, podobnej do Twojej w tej chwil. Trzymaj się tego jak długo możesz i niestety lato jest tą gorszą porą dla mnie bo są LOOODDDY 🙂 ale nie dajmy się zwariować, dieta MŻ jest najlepszym rozwiązaniem. POWODZENIA!!!

  • ~Mjówdik

    26.06.2014 at 19:29 Odpowiedz

    Pamiętaj, że jak najdzie cię pypeć 😉 to masz nas 😀

  • ~sawisia7

    27.06.2014 at 09:24 Odpowiedz

    tyyyy laska dołącz do nas na vitalię! polecamy się 🙂

  • ~Żona Młodopolska

    27.06.2014 at 13:37 Odpowiedz

    No to powodzenia w zrzucaniu zbędnych :))! U mnie to zawsze jest ciężka praca i to syzyfowa, bo co schudnę, to se zaraz przytyję.
    P.S. Post genialny 😀 Uśmiałam się do łez 😀 Dodaję bloga do ulubionych 😉

  • ~skowroneczka

    28.06.2014 at 07:50 Odpowiedz

    Znam ten bol. Prze ciaze przybralam 15 kg, po ciazy kolejne 10 kiedy zaczely sie poznowieczorne kolacje gdy synus juz zwolnil matke ze sluzby. Kiedy zaczelam sie odchudzac po tym jak doznalam chyba nie mniejszego szoku jak ty i zobaczylam na wadze calutkie okragle 98 kg. Dieta MZ i od lutego do lipca zeszlam do 70 kg. Duzo wyrzeczen ale mozna. Wytrwalosci zycze a i efekty sie pojawia:-)

  • ~bibi

    28.06.2014 at 16:22 Odpowiedz

    z perspektywy czasu ciesze się, że całą ciążę rzygałam jak kot 😛 przytyłam tylko 11kg i po tygodniu od porodu 9. już nie było, jednak te pozostałe 2 jakoś nie chcą odpuścić, od dawna szukam motywacji do ćwiczeń i dzięki Tobie mamo Rysiowa znalazłam ją 😉 życzę Ci wytrwałości i natychmiastowych efektów 😀

Post a Comment