LED it be, światło noszę je w sobie!

LED it be, światło noszę je w sobie!

Firma dysponuje prywatnym laboratorium badawczym, umożliwiającym sprawdzanie wytworzonych produktów pod kątem parametrów świetlnych, co pozwala utrzymywać wysoką jakość oferowanych wyrobów. Wspomaga projektantów za pomocą modeli fotometrycznych zarówno istniejących, jak i nowych oraz nietypowych rozwiązań. Grażyna! Tu jest jakby luksusowo!

 

Byłam dzisiaj w laboratorium. Normalnie kitel, czepek na głowie, tylko białych trepów nie dali. Jak się pracuje w agenturze, można zwiedzić całkiem spoko miejsca, a czasem wpadnie gadżet. Tak więc Gomar PLUS, producent oświetlenia LED zarządził wyprawę do hal swoich produkcyjnych i ośrodka zarządzania światem, żebyśmy wiedzieli, o czym w ogóle w całych tych reklamach mówimy. Podejście zacne,  lubię takie zakamarki niedostępne maluczkim zwiedzać.

 

W środku pełna profeska, dokładność badaczy level milion, ludzie skupieni, mądrzy tacy, że bije aura jaśniejsza niż Moduły LED COB SMD (jasność do 6000 lumenów, sajensbijacz!). Ale do czego, zmierzam w ogóle? Jak tak sobie kitel zapięłam już na biuście, machnęłam kartą magnetyczną w czytniku, coby drzwi się otworzyły, to naszły mnie myśli. Też was łapie czasem, jak różnie wygląda dla każdego codzienność? Mnie jara przeciągnięcie kartą po czytniku, czuję się jak szpieg. A ktoś robi to za każdym razem jak w robo skacze na siku. Z drugiej strony, ja w pracy siedzę po turecku na dywanie i rysuje mazaczkami po bristolach, pisząc z zespołem dialogi, które potem nagra lektor do radia… Dla niektórych to właśnie jest odjazd i szał ciał pełen.

 

Czy ktoś sobie wyobraża jako dziecko, że będzie projektował taśmy ledowe zatopione w żelu, tak, żeby zminimalizować możliwość uszkodzenia? Albo, czy rysuje w przedszkolu siebie za 30 lat jako account executiva na callu z klientem w kubiku? Kiedy przestajemy być strażakami, nauczycielami, sklepikarką czy piłkarzem? Tu zawsze rozwala mnie Kryśka, która uparcie twierdzi, że jak dorośnie będzie Krysią. Dziecko oświecone w pełni, mała budda, że tak w temacie Gomara napiszę.

 

Czytałam kiedyś o startupie, który za hajsy z komunii załatwia na kilka dni chętnym możliwość pracy o której zawsze marzył, a życie jednak im pobiegło w inną stronę. W sensie, siedzi pan manager banku, coś mu w duszy nie grajec i przypomina sobie, że marzył, by Nobla zdobyć i wpatrywać się w mikroskop całymi dniami. A potem wylądował na SGHu. Więc płaci startupowi, ten ogarnia temat, wprowadza managera do profesjonalnego laboratorium na dwa, trzy dni. Pracownicy traktują go jak swojego, żyje innym życiem. Najs.

 

Stary powiedział, że zostałby bacą na hali, gdzie wiatr duje i owce beczą. Ciekawe, że kota boi się dotknąć a miałby doić barany. Ja spełniłabym marzenie z dzieciństwa. Chciałam być producentką keczupu. Serio! Matka nie nadążała z kupowaniem. I wyobrażałam sobie, że będę miała pola pomidorów, wielki garnek i tysiące małych słoiczków. Przypomniało mi się to niespodziewanie, bo w Gomarze pokazali też lampy do szklarni właśnie, które robią pomodorom ciepło i przyjemnie, a same jedzą prądu tyle co Jurek u dziadka na obiedzie (dziadek dla dzieci to nie zbyt umie ugotować, a keczupem też nie szasta).

 

Spytałam pana w labo, czy fajnie robić żarówki. Powiedział, że tak. Ja mu wierzę na słowo. I wracam do pisania dialogów na dywanie.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

No Comments

Post a Comment