Eksperyment.

Eksperyment.

Podążając za starym przysłowiem „syty głodnego nigdy nie zrozumie” chciałabym, pocierając lampę i wywołując Dżina, wypowiedzieć życzenie, które mogłoby odmienić losy świata i sprawić, że testosteron z progesteronem zaczęłyby nadawać na jednej linii. Eksperyment: Duet doskonały. Yin Yang, Północ – Południe, kawa z mlekiem, Bolek i Lolek. Misja byłaby nad wyraz prosta – zasiać życie w macicy chętnego przedstawiciela męskiego, tylko jednego, nie więcej, żeby spokojnie i z gracją towarzyszyć mu do rozwiązania, z szyciem szparki, pierwszym siusiu i połogiem włącznie. Jeden mężczyzna chcący się poświęcić w imię rozwoju nauki w zupełności wystarczyłby na potrzeby doświadczenia tak, aby skutecznie podsycić i dalej propagować niewygodną prawdę wśród reszty gremium. To zupełnie jak u myszy, które wysyłają na smakowanie trutek jednego odważnego i zza zakrętu ceglanej komórki czekają: kojfnie czy nie kojfnie. Od czego zacząć?

 

Riposta.

Scena zero: Odkąd tylko dowiesz się, że mąż/ mężczyzna zwany dalej Marcinem,  spodziewa się dziecka, każdy, ale absolutnie każdy wykłócony kawałek życia zrzuć na ramiona buszujących w nim hormonów. Tak jest po pierwsze łatwiej, nie trzeba się zastanawiać, czy faktycznie przesadza i z mózgu został mu rozgotowany kalafior, czy tym razem zawiniłaś Ty. Jakby nie daj Boże czwarty raz w ciągu tygodnia poprosił Cię o zabranie piżamy z deski od kibla, kiedy w pośpiechu szykowałaś się do biura i „przypadkiem” zostawiłaś, skwituj krótko: weź, urodź już co? Nie zapomnij podkreślić, że prasowanie pieluch w 36. tygodniu ciąży jest lekką przesadą z jego strony i objawem skrajnej paniki.

 

Kwestia zrozumienia.

Scena pierwsza: Małżonek w zaawansowanej ciąży snuje się po mieszkaniu w samych majtkach, zgięty w pół jakby właśnie wrócił z derbów Warszawy w szaliku łódzkiego Widzewa. Wydłubując pypeć z zakłaczonego pępka, z miną zdjętego przed chwilą z krzyża upewnia się, czy odnotowałaś fakt, na jaki kolor w weekend malujecie pokój dziecka. Boisz się odpowiedzieć, że nie masz zielonego pojęcia, ale pamiętasz przebąkiwany motyw tapety w chmury, więc pewnie niebo plus podobne historie. Odważnie rzucasz: na niebiesko! On zaczyna płakać, siada na łóżku w rozkroku rysując koliste wzory na brzuchu dłonią i łza za łzą wycedza przez zęby… – Na miętowo, kurwa! Trzy razy mówiłem. Po co ja w ogóle Ci to mówię, Marzena? Po co my w ogóle rozmawiamy?

 

Pomoc domowa.

Scena druga: Dzwoni do Ciebie szósty raz pod rząd. Nie odbierałaś bo jesteś w delegacji, masz właśnie zebranie zarządu juniwersu i jakbyś odebrała telefon na spotkaniu z dyrektorem, od ciężarnego męża co dzwoni jak wściekły, to pewnie gdzieś na Ziemi zginąłby jeden delfin butlonos. Nie możesz do tego dopuścić. Oddzwaniasz za godzinę, już po biznes sałatce Cezar popitej coca – colą zero, na spokojnie. Po drugiej stronie zdyszany Mąż szlocha do słuchawki, że właśnie odśnieżył podjazd sam i czuje się jakby rozjechany przez walec, bo zasypało miasto jak Kamczatkę i nawet klamki od furtki zza hałd nie było widać. Straż Miejska poparzona kręciła pod siatką bączki, czekając na jeden fałszywy ruch. Będzie mandat czy nie. Sypną piachem czy może pieniędzmi. Taki rozmach. Co robisz? Składasz na ramiona Męża obowiązkowy, rasowy OPR, że po co się przemęcza i odśnieża chodnik, który na pewno gdzieś tam jest, pamiętasz przecież z lata, skoro Ty zrobiłabyś to za dwa tygodnie, jak już wrócisz ze wspomnianej delegacji w Kongo, Czikago czy innego Zurychu. Dwa tygodnie królu złoty, nie dwa lata! Nie warto było poczekać?

 

Wsparcie.

Scena trzecia: Jak się zacznie już toczyć, a zamiast nóg w ilości dwie wymieli coś na kształt płaszcza Buki z Muminków, sine, galaretowate bloby, zapewnij go, że jest najpiękniejszy na świecie. To mu doda otuchy i mocy do dalszego toczenia. Zapewniam.

 

Komplementy.

Scena czwarta: Mężczyzna od początku ciąży odczuwa lekki dyskomfort, wydłubując spomiędzy zębów resztki jedzenia, które wróciły z treści jego żołądka równie szybko jak Artur Szpilka ze Stanów Zjednoczonych. Powtarzasz mu co pół godziny wywlekając usta na lewą stronę, że nie przeszkadza Ci marchew w ósemce i że chętnie przyjmiesz buzi. Równie wiele radości sprawia Ci poklepywanie go po dupie jak ulubionego  konia i rubaszne pomrukiwanie że takie krówki to zjadasz na śniadanie. Widać po oczach i tym długim spojrzeniu strzelającym w Ciebie jak laserowe pistolety w Star Wars, brew opuszczona. Zaraz, zaraz, czy Ty mnie podrywasz Marcin? Czy Ty przypadkiem czegoś ode mnie nie chcesz? Mrau.

 

Obraza Majestatu. Małżonek napuchnięty przenosi się na oddzielne łóżko. Miłość wygasa, na pewno.

Scena piąta: Na finiszu Marcin przenosi się na rozkładaną sofę w salonie. Raz, że jest mu za miękko na wspólnym materacu zrobionym z ptasich piór, albo, jak to właśnie zaczął odczuwać, ze słodkich pianek typu Smerfy. Dwa: jego i tak już uciśnięta przepona pod naciskiem Twojej nogi zaczyna płakać, że chce umrzeć, a płuca rozpaczliwie starają się wyrwać krztę powietrza spod Twojej wielbiącej go pachy. Trzy: pęcherz ma pojemność kieliszka do wódki. Trzymanie nawet trzech palców, tzw. łączników miłości, na jego brzuchu potęguje uczucie przelewającej się w wannie wody. Wykaż się niezrozumieniem i daj odczuć, że według Ciebie te trzy palce to metafora mostu, jaki jeszcze was łączy, jak puścisz – nie będzie już niczego. Bądź Miłoszem szarej rzeczywistości, do cholery! Cztery: Ty zasypiasz w dwanaście sekund testując krzywą przegrodą wytrzymałość budynku, a Marcin zanim ukula się na odpowiedni południk własnego „ja”, zanim wymiauczy wszystkie bóle od przodu i tyłu i dopasuje poduszkę do nowego kształtu twarzy zmieniającego się na bazie nocy – znowu zachce mu się siku, rozbudzi się, od nowa Polska Ludowa. Moszczenie, strzepywanie kołdry, naciąganie prześcieradeł. Ty w głębokim śnie. Nie da się zasnąć przy dźwiękach obdzieranej na żywca kozy. Bezsenność rodzi frustrację, potęguje łamanie w kościach. Marzena, czy Ty to kiedyś zrozumiesz, że chrapiesz jak pojebana?

 

Poród.

Przy drugim centymetrze rozwarcia Mężczyzna wraca pamięcią do zużytej przez niego Twojej maszynki do golenia w ‘91, za którą przeprasza i obiecuje, że gdyby jeszcze kiedykolwiek w życiu było mu dane golić pachy, to jak tu leży wśród zielonych kafelków od towarzysza Gierka , przyrzeka! Nigdy bez pytania. Czuje żal za zło, którego się dopuścił i prosi o natychmiastowe przebaczenie. Przy średnio postępującym porodzie i trzecim centymetrze, majaczy, że kocha mamę i Widzew Łódź. Przy piątym prosi o księdza. Bardzo prawdopodobne, że zanim dojdzie do końca wyciągnie kopyta więc naprzemiennie z wyrazami miłości do matki odgraża się w obawie przed powtórką z rozrywki, że już nigdy nie da Ci dotknąć penisa. NIGDY! W ramach wsparcia i pomocy przypominasz mu, że powinien oddychać i głaszcząc go po grzywce markujesz wdechy i wydechy. Hu – Hu- Ha, Hu – hu – ha. Zupełnie nie rozumiesz, dlaczego chce Ci odgryźć rękę.

 

 

Skoro człowiek jest w stanie wyhodować kwadratowe arbuzy i zielone jajka czarnych kur, to może i mężczyzna eksperymentalny nie jest odległą wizją? Ekhm. Rozmarzyłam się. Gdzie jest mój Dżin z lampy?

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook236Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

10 komentarzy

  • Kasia

    04.02.2016 at 12:14 Odpowiedz

    O Jeżu! Matko Krystyny, jak ty rozumiesz Matki Polki Ciężarowe i Grube. Nie jestem jedyną, która prawie zamordowała swoje mężczyznę w trakcie ciąży. A najgorsze że w wyznaczonym dniu porodu (miałam zaplanowane cc) biegał ciągle z aparatem i robił wszystkiemu zdjęcia-jak mnie podłączają pod kroplówkę, jak mi pobierają krew, jak robią KTG, jak przebierają w worek od kartofli czyli szpitalną koszulinę. Cały dumny i blady oznajmił, że będziemy mieć piękną (podkreślę piękną) pamiątkę z tego dnia i z przestrachem w oczach pytał czemu się na niego wydzieram. Przecież on nie może mnie przytulić i uspokoić bo MUSI robić zdjęcia.
    A już całkiem niepocieszony był, że go na salę operacyjną nie wpuścili….a takie by na pewno cudne kadry były. Fotograf jeden się znalazł.

  • Dziubasowa

    04.02.2016 at 18:25 Odpowiedz

    Hahahh, no to zbieżne w moją wizją ciężarnego męża!
    Ale jak by to wyglądało, skoro mężczyzna umiera przy 37 stopniach gorączki? Dopiero byśmy się nasłuchały…

  • basiek

    04.02.2016 at 20:33 Odpowiedz

    No niestety mężcZyzna by chyba porodu nie przeżył i nie wiem czy znalazła by się choć jedna kobieta co wytrzymała by z nim przez 9 miesięcy!!! 🙂 https://www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://m.interia.pl/mamdziecko/news,nId,1495189&ved=0ahUKEwjRjNOh697KAhVMXhoKHeEDAkAQFggdMAE&usg=AFQjCNGJhiAoeXq5L6_pLM8kdwpC9Lgtcg

  • Joanna

    05.02.2016 at 09:21 Odpowiedz

    Nie przezylby. Nie ma takiej opcji 😃

  • Meg

    05.02.2016 at 18:20 Odpowiedz

    Genialne! 🙂

  • Grazyna

    06.02.2016 at 18:15 Odpowiedz

    Maz moj mial rece lamane przy dwoch porodach. W trakcie pierwszego myslal, ze umre, bo mialam krwotok. Ciekawe jak poradzilby sobie z ciaza, bo jest fakirem zawodowym, pret metalowy dwunastke zgina tchawica 😀

  • Aga

    07.02.2016 at 01:08 Odpowiedz

    Jezu, padłam:D

  • Jessi

    16.02.2016 at 15:04 Odpowiedz

    Popłakałam się przy czytaniu ! ;p Na szczęście ze śmiechu. 😀 Cóż, ja dopiero w połowie (no może trochę za połową) a już marzy mi się taki eksperyment i jakoś dziwnie utożsamiam się z Marcinem w tym poście :d ;d 😉 Pozdrawiam 🙂

  • Agata J.

    24.02.2016 at 06:55 Odpowiedz

    Jeśli zielone kafelki są tymi kafelkami, o których myślę, to nie są darem Gierka a Włochów. Taka historia;)

  • Irena

    20.07.2016 at 08:52 Odpowiedz

    Jesteś debeściarą!
    Czytam Twojego bloga od niedawna, ale Ty jesteś z mojego świata i wielbie Twoje wpisy, szacun wielki.
    Dodam, że czytając „Eksperyment ” tyle razy parsknęłam śmiechem w metrze, że ludzie w pewnym momencie strzelali do mnie ostrą amunicją spojrzeń na zasadzie WTF?!

Post a Comment