Dzisiejsza telewizja kontra wolna sobota z dzieckiem.

Dzisiejsza telewizja kontra wolna sobota z dzieckiem.

Siedzę sobie dzisiaj w domu przed telewizorem i oglądam pierdoły. Bo co by tu innego robić w tak uroczy sobotni wieczór z czteromiesięcznym dzieckiem i pierdzącym psem? A no właśnie. W telewizji same pasjonujące programy. Dwunasta reklama makaronu, tutaj Kevin Spacey, którego pamiętam z obcinania głowy pewnej żonie Brada Pitta w filmie „Siedem”  namawia mnie do wzięcia kolejnego kredytu gotówkowego (nie wiedząc chyba, że mam ich już tyle, że nie mam szans nawet na masło „na zeszyt” w sklepie pod blokiem, a co dopiero kredyt), tam pan z częściową protezą szczęki na przyszłość uczy mnie jakiego kremu używać, żeby drobinki nie wchodziły pod ustrojstwo. Jadę dalej a w telewizorze albo film z Sylvestrem Stallone odgrzewany setny raz, gdzie pan starszy pochwalić się może już tylko cyckami obwisłymi do ziemi i opadająca wargą po entym botoksie, albo nie daj Panie Boże polskie seriale komediowe przedstawiające kraj w świetle totalnej wiochy i umysłowego średniowiecza. Podziwiać możemy  Pana Boczka wędrującego z papierem toaletowym pod pachą, w klapkach – laćkach z bazarku do kibla na klatce schodowej. Szkoda, że nie do dziury wykopanej w polu.  Od razu przypomina mi się historia, w której znajoma mamy, mniej więcej dwadzieścia lat temu, zaprosiła do Polski swojego lubego z Londynu, Anglika rzecz jasna. Jak go wprowadziła w łódzkie blokowisko pierwsze co zrobił palcem wskazał trzepak i zapytał czy do tego przyczepiamy konie. Tak, kowboje z Polski do tego przyczepiają konie jak wracają  z Biedronki ze śmietaną i kilogramem ziemniaków, proszę Pana. Wracając do Boczka, przełączam, nie będę się katować. Tasuję paluchem programy na pilocie jak karty w poszukiwaniu chociaż odrobiny jakiegokolwiek przesłania w dzisiejszej zupie od mass mediów i tak oto trafiam na programy typu talent show. O tej porze lecą całe dwa, oczywiście śpiewające,  gdzie pół Polski nawet coś jeszcze potrafi a drugie pół na żywca gwałci mi uszy.
Zastanawiałam się dzisiaj usypiając dziecko czy ludzie wystepujący w tego typu programach, którzy nie grzeszą talentem wokalnym, o tym właściwie wiedzą, no bo jak ja usypiam Młodą i wyciągam „chodź, opowiem ci bajeczkę”, z naciskiem na „ci”  w znanym hicie usypiaczy „Z popielnika na Wojtusia” to wiem, że na festiwalu w Sopocie raczej nie wystąpię, a pies bez przyczyny łbem na prawo i lewo nie kręci i nie bez powodu dziwnie stroszy uszy. Nie umiem to się nie pcham, proste. Dziecko nie ma wyjścia, musi przecierpieć dopóki nie zacznie usypiać po prostu ze zmęczenia. W programach talent show masa ludzi na siłę chcących sie pokazać w telewizji, która albo śpiewa w domu z zatkanymi uszami (umyć) i się nie słyszy  albo ma wrednych, nieszczerych znajomych wciskających kit o spełnianiu marzeń. Dajcie spokój, wyskakuje taki polski Eminem, włosy żółte, styl  na jajko, przedstawia utwór pod wdzięcznym tytułem „Blachara”. I niech mi ktoś powie, że świat nie zmierza ku zagładzie. Żeby było mało wszystkie takie antytalenty wprowadzają mnie w totalne zakłopotanie i nie wiem czy mam syndrom Matki Teresy, po mojej poporodowej sieczce hormonalnej być może,  ale martwie się za tych ludzi i najprościej w świecie mi wstyd. Kolejny ewenement – ośmioletnie dzieci śpiewające utwory Czesława Niemena o dziwnym, trudnym do zrozumienia świecie,  które doświadczenie swoje w tym temacie budowały najprawdopodobniej na żmudnej nauce zamieniania pampersa na nocnik, a później opanowania techniki wdrapania się na klozet.  Weź tu człowieku oglądaj takich na poważnie. Nie da się.
Inną klasą żartu w talent show są jurorzy. Tak jak kiedyś miałam do kogoś szacunek za nietuzinkowe kreacje i na prawdę godnie kroczyłam z nową płytą do kasy w Media Markt (tak, zdarza mi się kupić płytę w sklepie), tak teraz nie wiem w ogóle co ja pacze. Skala poczucia humoru niektórych panów po pięćdziesiątce, szczypiących w pośladki osiemnastolatki, spada tak drastycznie jak stan mojego konta zaraz po wypłacie. Nieśmieszne, niefajne, totalny przesyt. Czy zobaczę jeszcze kiedyś program, w którym nie będzie tych samych mord a jego fabuła wniesie coś do mojego życia? Za co mam płacić abonament radiowo telewizyjny skoro gnioty oferowane przez stacje niszczą mi bebechy. Co do żałosnych jurorów mam swoją ulubioną dwójkę, numero uno- pewna pani Małgosia F., zasiadająca w jury programu prezentującego różnorakie talenty Polaków, gdzie przed publicznością można było podzielić się na przykład sztuką wpierdzielania bigosu na czas albo wypierdywaniem utworów za pomocą pachy, tak, tak, dobrze czytacie. Wspomniana pani jak tylko otwierała usta, ludzie w moim domu dziwnie się rozchodzili, a to zalać herbatę, a to powiesić pranie. Ciężki przypadek irytacji perfekcyjnej. Numero dos – pewna Edyta co to nie  była Ewą. W tym przypadku szokiem jest, że mam w mieszkaniu jeszcze telewizor bo nie raz mieliśmy z GG ochotę cisnąć z drugiego piętra. Poziom egzaltacji pani Edyty był tak niemiłosiernie wysoki, że aż dziwne, że z zachwytu nie posikała się w majtki na przykład. Kto ją tam wie. Niestety pomimo chęci zobaczenia zmagań uczestników wspomnianego programu, w związku z panią wiecznie zachwyconą najprościej w świecie się nie dało.
Dzięki miazdze kulturowej proponowanej w telewizji,  w naszym wieczornym/nocnym życiu królują ostatnio programy z wróżbitami w rolach głównych i dobrze, przynajmniej idzie się pośmiać. Kiedyś z GG po kilku głębszych próbowaliśmy się nawet dostać na antenę. Na całe szczęście programy te prowadzą selekcję przed dopuszczeniem na wizję a pan, który odebrał telefon zrozumiał, że już raczej nie ma z kim rozmawiać. Coż się dziwić, GG zdołał wybełkotać jedynie „zień dobhy, chsieliśmy sobie pofruszyś” a poźniej parsknęliśmy śmiechem. Pan nie parsknął, ładnie pożyczył dobrej nocy i się rozłączył.
Sama się kiedyś zgłoszę do talent show. Zaprezentuję umiejętność wywieszania trzeciego wsadu prania na totalnie zajętych już sznurkach, poszukiwanie telefonu na czas albo organizację wyjścia na spacer w sześćdziesiąt sekund. Ja też mam dużo talentów, ale jak zacznę wymieniać… Tym czasem wyłączam telewizor i kulturalnie jak na biednego Polaka przystało, wyselekconuje dla siebie coś wartościowego w internecie,  obejrzę, po czym pójdę spać. Moja najwierniejsza kompanka już dawno po drugiej stronie tęczy czeka na mamine prztulasy przy zgaszonym świetle. Nie ma na co czekać, lecę, pa!

It\'s only fair to share...Share on Facebook4Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

18 komentarzy

  • ~ya

    16.03.2014 at 00:08 Odpowiedz

    Ja zakochalam sie w voice angielskim!
    No will.I.Am wymiata!!
    Kasneezing??
    beat box w trakcie kichania na totalnym spontanie??
    I sir Johnes-sex bomb!!
    Uwielbiam.
    Ale do rzeczy. Widac roznice. W polskim voice juror nie pojdzie na scene nie powie „przegranemu” ej, byles spoko, ale wiesz…” nie przytuli.
    A tu to norma..
    Jurorzy sa normalnie, nie nadasani!
    Dlatego uwielbiam.
    No i jeszcze polecam lowy na garaze czy jakos tak…
    heheh ludzie sobie umierajO i rodzina wystawia garaz pod licytyacje i mozna kupic cos cool za smieszna kase 😉
    na przyklad 2 wariografy z 1932 roku albo wydac fortune a w garazu peruki i pukle wlosow bez znaczenia lub smiglo 🙂
    heheh 🙂

    • ~Tonia

      16.03.2014 at 08:46 Odpowiedz

      Magazyny nie garaże. Wojny magazynowe program się nazywa- również polecam.
      A nasze voice bez Edytki jest jak najbardziej znośne 😛

      • ~

        16.03.2014 at 08:54 Odpowiedz

        Wojny magazynowe katuje GG o każdej porze dnia i nocy.

        • ~Pat

          16.03.2014 at 13:48 Odpowiedz

          Co jest z tymi facetami. Mój małżonek (zresztą jego tata też) katuje te wojny magazynowe do bólu! A jak nie wojny akurat to są jeszcze Hamerykańscy Naprawiacze, Gwiazdy Lombardu, Łowcy Promocji i inne takie do zżygania, że każdy odcinek o tym samym! Błeee…

          • ~xywka

            17.03.2014 at 11:38

            Jezuuuuu, jakaś plaga. Mój małżonek z uwielbieniem ogląda wojny magazynowe i tym podobne (o kontenerach, walizkach na lotniskach, magazynach, stodołach, garażach i bóg raczy wiedzieć co jeszcze). Nie wiem co facetów rajcuje w tych programach, może jakieś „przekazy podprogowe” 🙂

          • ~anka

            18.03.2014 at 11:20

            a jest jeszcze taki program o facetach, którzy wydobywają złoto. Jak słyszę te dwa imiona Dakota i Parker to dostaję szału……Mój potrafi spedzić przed TV ogladając te głupoty

        • ~katia

          17.03.2014 at 23:56 Odpowiedz

          też oglądam, lubię, a jestem kobietą 😀

    • ~Majka

      17.03.2014 at 15:08 Odpowiedz

      A ja jestem kobietą (nie babochłopem 😛 ) i też uwielbiam wojny magazynowe. Kwestia gustu. Moim zdaniem ciekawy, ekscytujący i zabawny program 🙂

  • ~ya

    16.03.2014 at 00:09 Odpowiedz

    http://www.youtube.com/watch?v=j0s5XzSJjPQ

    oto kazneezing!! 🙂
    no lowe go no!!
    william moj frikin amejzin 🙂

  • ~katia

    16.03.2014 at 10:06 Odpowiedz

    ja mam tak, że jak słyszę że będzie jakiś taniec z gwiazdami czy jakiś X factor, to nie oglądając wiem, że będzie nudny, że szkoda czasu, że będzie wiecznie to samo. Nie oglądam.
    Za to wczoraj na tvp 1 (o dziwo, puszczają tam fajne filmy) obejrzałam Bękarty Wojny Quentin Tarantino. i to chyba był ten film, który przeważył na korzyść Brada Pitta, który zwykle był dla mnie „ble”. Quentin zawsze spoko! 😀

  • ~Lady

    16.03.2014 at 17:56 Odpowiedz

    I jeszze te wszystkie Pamiętniki z wakacji, Dlaczego ja, Lekarze i inne warościowe inaczej paradokumenty… Filmu żadnego nie uświadczysz o premierze nie wspominając… A już programu dla dzieci to ze świecą szukać…

  • ~ewelina33

    18.03.2014 at 13:52 Odpowiedz

    Mamo Krystyna jesteś boska i pod tym co piszesz podpisuję się rękami, nogami, uszami wszystkim, czym można. Dobrze, że jest internet. Pozdrawiam.

  • ~gumofon

    19.03.2014 at 15:17 Odpowiedz

    Faceci oglądają *takie głupoty* bo chcieli by robić takie rzeczy a widząc co robią na codzień to często chce im się tylko płakać dokąd ich życie zaprowadziło. KAżdy facet chce być łowcą skarbów, buntownikiem, kierowcą rajdowym. No ale za późno się skapnęli że tak im było pisane:)

    Kobiety oglądają *inne głupoty* bo też by chciały być docenione, połechtane przez sławę i być najważniejsze na Świecie.

    Każdy ma swoje ukryte marzenia – a rzeczywistość swoją drogą zmierza.

    • ~Pat

      19.03.2014 at 19:36 Odpowiedz

      Heh, interesująca teoria. Tylko, że mój mąż deklaruje od zawsze, że powinien był zostać kucharzem, bo to go kręci, a jednak programów kulinarnych tak nie katuje… Hmmm… czyżby jednak nie chciał podzielić się swoimi prawdziwymi marzeniami?… Muszę to jakoś wybadać 🙂

      • ~gumofon

        20.03.2014 at 13:52 Odpowiedz

        …też tak mam z tym kucharzeniem a nie oglądam kucharków.

        ale oglądam inne z powyższych.

        • ~Pat

          20.03.2014 at 19:16 Odpowiedz

          Kurde, a może Ty to mój mąż pod nickiem Gumofon hehe 🙂

          • ~gumofon

            28.03.2014 at 14:46

            nię jestę mężę.

          • SOHO

            28.03.2014 at 15:25

            you never know

Post a Comment