Dzień Ryśka.

Dzień Ryśka.

Rodzic może ponarzekać, że mu ciężko. Może mu się zrobić kilka razy dziennie przykro widząc zdjęcia z imprez swoich niegdyś bliskich znajomych, kiedy sam trzyma pod pachą dwutygodniowe pisklę. Rodzic może nie spać spokojnie kalkulując w głowie wydatki i czy starczy mu do pierwszego, czy od sierpnia będzie żłobek i czy dobry. Może kombinować zastępstwo przy łóżku szczenięcia, kiedy kreska na termometrze wskakuje w zbyt wysokie obszary. Może dostać nogi jak z waty podpisując kolejne zwolnienie lekarskie, jednocześnie myśląc o zaksięgowanym hipotecznym i obowiązku chodzenia do pracy do śmierci. Ma przywilej w pierwszej kolejności oglądać obsrane plecy, zmieniać  pościel po trzeciej salwie wymiotów spowodowanych chorobą. Drugą w tym miesiącu. Stoi pierwszy u Pani Dyrektor w szkole paląc buraka, słuchając, jak syn zachowuje się jak bydło. Rodzic otwiera drzwi, kiedy do domu puka policja i odstawia delikwenta z niezapłaconym mandatem MPK.  Nie wychodzi „na miasto”, bo nie ma z kim zostawić dziecka, a jak już ma, to chciałby odpocząć. W domu. Nie w spelunie. Nie uczestniczy w życiu „social”, bo został z niego wykluczony. Noc muzeów? Może za dwa lata. Nie kojarzy połowy klubów na niegdyś bardzo często odwiedzanej przez siebie ulicy, nazwy miejsc rzucane przez ludzi z pracy brzmią jak dialog sklepikarzy w Hajduszoboszlo. Zgroza, czyż nie?

Rodzic przeglądając te same zdjęcia ludzi, których zna, tydzień w tydzień w tych samych pozach i tych samych miejscach, zaczyna dostrzegać ile wygrał. Chodzi po ciasnych sklepach, buszuje w lalach, robotach, pluszowych misiach i wygina umysł próbując dojść do sedna szczęścia niewielkiej buzi, która czeka na niego w domu. Pierwszy widzi, jak rosną źrenice, kiedy otwiera się pudło z prezentem, pierwszy wodzi małym wygiętym palcem z człowiekiem wielkości plecaka, za rowerem. Za rolkami. Za balonem z kokardą. Rodzic ma przywilej oglądania radości w czystej, niepobrudzonej niczym postaci. Ma to szczęście posiadać najważniejsze kolana na świecie, najbezpieczniejsze ramiona, najcieplejszą kołdrę, pod którą i tak zabierze dziecko w środku nocy. Żeby nie wiem ile razy  obiecywał sobie, że to koniec. Ma możliwość odkrywania piękna naprawdę małych rzeczy i odgrzebywania w sobie dziecka, które dawno zakopał pod stertą obowiązków, wczesnego wstawania do pracy, problemów, zimowych ubrań. Cieszy się jak kretyn, kiedy auto podskakuje w lesie na wertepach, a na tylnym siedzeniu chichocze w głos dwulatka. Dacie wiarę, że podskakujące auto jest tak zabawne? Nie, prawda? A jednak się śmiała… Razem ze mną i Ojcem. Śmiała się jak nakręcona. Rodzic czeka w domu, kiedy dziecko wraca ze szkoły, studiów, długiego wyjazdu. Otwiera drzwi i mówi „cześć”. To najważniejsze ”cześć” jakie człowiek pewnie chciał usłyszeć. To jest to „cześć”, które sprawia, że czujesz się bezpiecznie. Mając dwa lata, osiemnaście, pięćdziesiąt. Wszystko zaczyna brzmieć już trochę lepiej?

imageNagle zaczynasz przeglądać zdjęcia na własnym fanpejdżu, na co drugim gołe stopy w rozmiarze 21 na piachu, trawie, burza loków na rowerze, koniu, na tacie i w wózku. I cieszysz się, że możesz już wrzucać te zdjęcia. Już przestaje być ci przykro… Celowo przecinasz las kombiakiem, żeby wytrząsnąć towarzystwo na tyle. Dać dziesięć minut radości, posłuchać jak brzmi.

Ryśku mój, diable. W dniu dziecka życzę Ci, żebyś otwierała nam oczy jak czynisz to najlepiej, spajała, kiedy chlamy się z ojcem jak głupi. Była najważniejszym Rysiem na Ziemi dla pewnej dwójki zakochanych bez pamięci staruszków. Budziła w nich poczucie bezustannego obowiązku, zainteresowania i przejęcia Twoim małym, wielkim światem. Wypełniała ich jak teraz. Kochamy mocno Krystyno –

Mama & Tata.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

5 komentarzy

  • ~matkapolkasiatkarka

    01.06.2015 at 10:24 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, wiem, ze u powinno pasc „no comment”, bo w tym poscie zawarlad po prostu wszystko, ale nie ppwstrzymam sie od pytania: jak Ty to robisz, ze zawsze trafiasz w samo sedno? Uwielbiam Cię i jak zwykle zazdroszczę polotu i umiejętności znalezienia czasu. Matka trzech córek (i syna w drodze 😉

  • ~Beata

    01.06.2015 at 14:33 Odpowiedz

    Amen! 🙂

  • ~Piotr

    02.06.2015 at 15:34 Odpowiedz

    Kurcze jak przeczytałem ten wpis to muszę przyznać, że aż mi się zachciało zostać ojcem. Jednak tak jak zostało tu napisane mnie obecnie, na to, by nie było stać. Zrobię jednak po przeczytaniu tego wpisu wszystko, żebym zaczął lepiej zarabiać no i, żebym w końcu założył rodzinę bo zdaję sobie sprawę z tego, jakie to jest ważne.

  • ~mama Filipkowa

    03.06.2015 at 21:39 Odpowiedz

    Podpisuję się pod każdą literką 🙂 Dziękuję za cudowny wpis…

  • ~Wiesława

    14.07.2015 at 12:08 Odpowiedz

    Poleciała łezka… Czasami, w natłoku zajęć i braku czasu dla siebie zapominam, że jestem baaardzo „bogata” mając przy sobie dwa pierdziochy..
    Pozdrawia mama (też) Krysi i małego Wiesia 😉

Post a Comment