Dzień Matki

Dzień Matki

dzien mamyWstałam dzisiaj z łóżka przed pierwszym pianiem koguta. Jak zawsze wtedy, kiedy zażyczy sobie moje dziecko. Spokojnie do kuchni wstawić wodę na kawę, pokroić starannie chleb na tataowe kanapki do pracy, Młoda już w wózku z ojcem w pokoju odstawiała pierwsze harce. Kiedy starannie pracowałam nad ogórkiem przypomniało mi się, że to właśnie dzisiaj oficjalnie obchodzę swój pierwszy Dzień Matki. Wystrzeliłam z kuchni jak z procy wrzeszcząc w głos – OŻESZ TY, DZIEŃ MATKI!! DZIEŃ MAMUSI! KRYCHULA MOJA, DZISIAJ JEST DZIEŃ MAMY! Wyrwałam Krystynkę z objęć ojca, obcałowałam tak, że prawie głowy nie urwałam, zryczałam się jak norka, ale to już standardowo i jak zawsze w takich chwilach naszło mnie na refleksje, kiedy matka może nazywać się już matką i co to znaczy nią być oprócz oczywistego prawa do podpisywania zwolnień z ostatniej lekcji w letni piątek.
Kiedy potwierdziłam obecność Krystyny badaniem BHCG, wszystko się zmieniło. I nie mówię tu o nowych meblach w pokoju czy braku możliwości spożycia zimnego Leszka w upalny dzień. Odczytując wyniki wysłane na moje polecenie drogą mailową do pracy, z każdym przeczytanym zdaniem wyrastały mi większe skrzydła. Czułam się, jakby ktoś wbił mi w tyłek wielki zastrzyk z napisem „Euforia” i pomału dociskał spust. Jednocześnie wskakiwałam na nowy poziom świadomości, na następny szczebel dorosłości. Teraz to ja miałam być dla kogoś tą osobą, która odbiera z przedszkola, nakleja kolorowy plaster na starte kolano i jest pierwszą instancją w podwórkowych sporach o kolejność korzystania z huśtawki. Osobą na tyle dorosłą, żeby Rysia mogła pochwalić się wśród rówieśników – a moja mama wie najlepiej bo jest już duża. Potwierdzenie ciąży dosłownie mnie przepoczwarzyło. Z w pół dorosłej istoty żyjącej pracą, wieczornym rozluźnieniem w postaci piwa i plot ze znajomymi, późnymi powrotami do domu i weekendowymi imprezami do czwartej rano, w jednostkę w pełni świadomą obowiązku, jakim obdarował mnie los. Tamtego dnia opuszczając biuro wyszłam z wypiętą piersią i jakby w złotej, błyszczącej zbroi. Wszystkie pierdy otaczającego świata, jak to kto ma usiąść na jedynym wolnym siedzeniu w tramwaju czy spóźniający się już pięć minut autobus i bluzgający na przystanku ludzie odbijały się ode mnie jak nigdy. NIC mnie nie obchodziło, NIC nie było w stanie wyprowadzić z równowagi, NIC nie równało się myśli, że noszę w sobie życie.
Na początku maja zeszłego roku wyjechaliśmy na zasłużony odpoczynek, trasa Mazury – Wybrzeże. Pewnego pięknego poranka, będąc w dziesiątym tygodniu ciąży odkryłam pierwsze i jak się później okazało nieostatnie plamienie. Jako, że zdążyłam się już przyzwyczaić do myśli bycia komuś matką, otaczający mnie świat, biegające pod domkiem letniskowym koty, obierający pomidora na śniadanie GG i leniwie przedzierające się przez chmury poranne słońce –  wcisnęły pauzę. Wychodząc spod prysznica miałam wrażenie, ze poruszam się w świetnie wyreżyserowanym filmie, w którym ja gnam z oczami otwartymi z przerażenia tak szeroko, że aż za, a wszyscy obok stoją jak zamurowani. Podróż do pierwszego czynnego szpitala zajęła nam godzinę. Ponad pięćdziesiąt kilometrów jazdy w totalnej ciszy, z trzęsącą się brodą i błaganiem najwyższych instancji żeby mi jej nie zabierały. Dojeżdżając pod izbę przyjęć ugięły mi się kolana, co zrobię jak ją stracę? Co zrobię jak STRACIŁAM dziecko? Kiedy posadzono mnie na leżance a pani doktor wykonywała badanie próbowałam odczytać z grymasu jej twarzy całą historię. Cisza zabijała mnie po kawałku. Po polikach kapały łzy. W końcu ostatecznie odwróciła w moją stronę monitor z trzepoczącym pięknie małym sercem a ja pękłam już ostatecznie. Oto była, żyła, walczyła, moja córka. Jeszcze jej nie było a już była. Jeszcze się nie znałyśmy a już byłyśmy dla siebie wszystkim. Pani doktor skwitowała jednym zdaniem – Martwiła się Pani, to dobrze. Radzę się przyzwyczaić. Teraz to uczucie już nie opuści do śmierci.
Kiedy można nazwać się matką? Kiedy można zacząć się martwić? Kiedy przestać? Kiedy dociera do nas, że nic już nie będzie takie samo i że zmieniający się punkt siedzenia zmienił w nas punkt widzenia?
Zapytałam kiedyś ginekologa czy mogę pochwalić się w domu, że jestem w ciąży. Był to piąty tydzień a Krystyna była wielkości ziarenka ryżu. Usłyszałam wtedy prawdę najprawdziwszą na świecie – A gdyby Pani straciła dziecko też by Pani  nikomu o tym nie powiedziała? Jest pani mamą od samego początku, nie od dwunastego tygodnia, nie od porodu. Teraz. Należy się tym chwalić ale w tej całej radości bardzo na siebie uważać.  Być matką to żyć już nie dla siebie a dla niej. Być matką to wieczne zmartwienie czy jest zdrowa i dlaczego ten wstręty kaszel nie odpuszcza już czwartą dobę! Być matką to rozpierająca duma. Być matką to stos nieopisanych wzruszeń teraz i za dwadzieścia lat. Być matką to patrzeć na młodego człowieka jak na największe dzieło, dokonanie,  jakie kiedykolwiek udało nam się w małym rozumku w ogóle wyobrazić. Umiejętność łagodzenia swoich nerwów w pięć sekund, możliwość pokazania komuś świata, wykreowania jego wrażliwości i poglądów. Nauka życia.
Jestem niezmiennie wzruszona. Dumna z siebie, że ją urodziłam. Dumna z niej, że dała radę i mimo kilku przeciwności losu rozpakowała swoją walizkę na świecie bez żadnych problemów i powikłań.  W Dniu Matki życzę Wam tych wszystkich uniesień, wzruszeń i nieustającego, rozpierającego uczucia dumy. Dumy z bycia mamą, bycia komuś całym światem. Dla mam walczących i oczekujących – dużo wiary w pozytywne rozwiązanie, wiele miłości okazywanej małemu lub już wielkiemu brzuchowi bo on tego potrzebuje oraz  totalny zakaz negatywnego myślenia. Każda rzecz dzieje się nie bez przyczyny. Pamiętajcie.
Ściskam mocno, lecę ukochać moją Ryszardę w Dniu Mamy <3

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

16 komentarzy

  • Matka-Nie-Idealna

    26.05.2014 at 12:03 Odpowiedz

    Szczęściary z nas, hm? 🙂

  • ~Goga

    26.05.2014 at 12:28 Odpowiedz

    Masz rację – uczucie dumy i niepokoju ciągłego nie opuszcza mnie od 23 lat. A jak wczoraj o 00.10 dostałam sms z pięknymi życzeniami to co zrobiłam? – wiadomo – pobeczałam się 😉

  • ~Aga T.

    26.05.2014 at 12:47 Odpowiedz

    Nie pierwszy raz Cię czytam, ale pierwszy raz komentuję… Krysiowa Mama pojawiła się u mnie na „fejsbuku” razem z dwiema wściekle różowymi kreseczkami na teście i teraz tak samo śledzę rozwój swojej Zosi-samosi tydzień po tygodniu jak i Twojego bloga 🙂 Jesteś Kobieto genialna, urocza i co najważniejsze prawdziwa, tak jak moja Zosia okazała się prawdziwa z pierwszym nieśmiałym kopniakiem prosto w pęcherz 🙂 A dzisiejszy wpis w połączeniu z hormonami żyjącymi własnym życiem wywołał u mnie potok łez, szybsze bicie serca i kolejnego kopniaka mojej CÓRKI. Będę Mamą… To cudnie. Wszystkiego Naj Krysiowa Mamo i dziękuję, ze dzielisz się z nami swoimi przemyśleniami 🙂

  • ~Asia

    26.05.2014 at 12:53 Odpowiedz

    No to się poryczałam 🙂 🙂
    Po południu uściskam moje stare-małe stworzenia.
    22 i 14 lat a ciągle to uczucie dumy, czułości….

  • ~Ewu

    26.05.2014 at 12:56 Odpowiedz

    choć nie mam jeszcze dzieci popłakałam się jak bóbr ….jak Tatuśko się postara i Ryśia wręczy kwiatka to dopiero będzie „rykowisko” co?:) Jesteś Najcudowniejszą* Matką na Świecie z serii jak to moja teściowa mówi „Matka wariatka co dla Dziecka w razie potrzeby zaklaska uszami” .
    *Najcudowniejszą poza MOJĄ MAMUSIĄ oczywiście;*

  • ~Ewu

    26.05.2014 at 13:02 Odpowiedz

    choć nie mam jeszcze dzieci popłakałam się jak bóbr ….jak Tatuśko się postara i Ryśia wręczy kwiatka to dopiero będzie „rykowisko” co?:) Jesteś Najcudowniejszą* Matką na Świecie z serii jak to moja teściowa mówi „Matka wariatka co dla Dziecka w razie potrzeby zaklaska uszami” .
    *Najcudowniejszą poza MOJĄ MAMUSIĄ oczywiście;*

    Możemy sobie z Krysiulką przybić piątkę bo choć ja mam 27 lat a ona trochę mniej obie jesteśmy Szczęściarami!!!!!

  • ~Wiwi

    26.05.2014 at 13:16 Odpowiedz

    No i się poryczałam!!!

  • ~Magda

    26.05.2014 at 15:43 Odpowiedz

    Czy ja zawsze u Ciebie muszę ryczec?! Albo rycze ze śmiechu albo ze wzruszenia. I fajnie wiedziec ze nie jestem jedyna wyrodna matka:-D

  • ~karolina

    26.05.2014 at 16:17 Odpowiedz

    Ja na swoją córcię czekam jeszcze 17 dni. A na razie świętuję ten dzień piorąc i prasując ciuszki dla małej. Pozdrowienia dla wszystkich mamusiek 🙂

  • ~mama Emilki i Filipa

    26.05.2014 at 18:20 Odpowiedz

    pięknie napisane 🙂 wszystkiego dobrego 🙂

  • ~GosJul

    26.05.2014 at 21:59 Odpowiedz

    No i znowu się poryczałam… 🙂 piękne i prawdziwe 🙂

  • ~niepoprawnysangwinik

    26.05.2014 at 22:18 Odpowiedz

    Nie jestem tu pierwszy raz, mysle ze czas sie przedstawic, bo mam przeczucie, ze ta znajomosc potrwa kilka dobrych lat. Choc nie mam dzieci ani okresu poryczalam sie na tym poscie! Dzis czytam na szczescie z domu. Moje nieoczekiwane wybuchy chichitu w pracy wzbudzaly zbyt wiele podejrzen…Jak czytam tego bloga to przypomina mi sie znowu ze przeciez zycie nie mozna brac tak strasznie na powaznie. I tak jest lepiej! Dzieki.

  • ~AgaZgaga

    27.05.2014 at 13:17 Odpowiedz

    Jedne z najpiękniejszych słów o byciu mamą jakie czytałam……

  • ~Ola mama Rysiowej mamy

    27.05.2014 at 19:40 Odpowiedz

    pierwszy raz tu umieszczam komentarz…

    Nie wiecie czytelnicy, jakie mnie mamie, Rysiowa mama wycisnęła łzy składając życzenia na dzień mamy ,, dziękuję, że byłaś, że poświeciłaś czas…”
    To ja jestem farciarą i to ja dziękuję kochanie, za to, że los obdarzył mnie Tobą, że miałam dla kogo żyć i walczyć…, choć czasem było trudno. Byłaś największą siła, motorem do działania,do tego żeby się nie poddać
    Teraz masz swoją rodzinę, moją ukochaną lalę. Wiem, że to już nie ja będę walczyć o jej byt jak mama czyli Ty. Ale jestem z Ciebie taaaaaaka dumna, że jesteś po prostu mądra i nie chodzi o wykształcenie, czy wiedzę, a tego jest przecież nie mało. Jesteś mądra życiowo. Już moja mała kochana córeczko jestem o Ciebie spokojna…
    Wszystkim czytelnikom życzę podobnego uczucia i teraz i za 25 lat, bo to że dziecko dorasta, nie oznacza, że kiedykolwiek nim być przestanie.
    Pozdrawiam
    Mama i od 6 m-cy szczęśliwa babcia Ola

  • ~Danieczka

    28.05.2014 at 13:43 Odpowiedz

    Pięknie napisane! Uczucia cudnie ubrane w słowa! Masz talent i to meeega 🙂 Powinnaś zebrać wszystkie Twoje posty w całość i wydać jako książkę, sukces gwarantowany 🙂

    Pozdrawiam i gorąco gratuluję Rysi 🙂

  • ~Kreolka

    31.05.2014 at 21:36 Odpowiedz

    Ja też się poryczałam… A moje dziecię szczęśliwe na jakiejś dyskotece zielono szkolnej całą masę kilometrów stąd. A ja się cieszę że się dobrze bawi i tęsknie za nią cholernie. Na szczęście jeszcze „tylko” 3 nocy i będzie obok. Masz rację matka martwi się cały czas, ja już tak ponad 12 lat i kocham to moje dziecię nad życie 🙂 Pozdrawiam

Post a Comment