Dwa.

Dwa.

Po ciężkim tygodniu zwieńczonym zapaleniem krtani u mnie i u dwulatki, udało się nareszcie usiąść do kompa. Kolejny rok życia dziecka minął niepostrzeżenie. Sama nie wiem kiedy od gryzienia łóżka na łódzkiej porodówce tak sprawnie dotarliśmy do drugiej świeczki na własnoręcznie przez Matkęzrobionym torcie. Ostatni raz robiłam,  paaaanie. Słodki wyszedł jak skurwysyn, smakował dzieciom a i owszem, po czym każde, jedno po drugim lądowało w asyście rodzica w umywalce na myciu dupska. Połączenie bitej śmietany z kolorowymi lukrowymi pierdolnikami, kilogramami pianek i żelek, zalane wszelkiej maści napojami na zimno i ciepło, wytrzęsione przez trzygodzinne skakanie i prucie tych przeuroczych małych puszeczek od 0.5 do 8 lat podziałało na pracę jelit jak stary dobry kret na zapchane rury. Nadmuchałam się balonów jak nienormalna. Dmuchałam na kilka razy, bo po kilku głębszych wdechach odpływała mi krew z kończyn. Złapałam zadyszkę przy wieszaniu girlandy w kwiatki, ale to już najprawdopodobniej od nadmiaru kilogramów, które przyniosła mi ciąża. Tak. Oficjalnie wyglądam jak pocieszna loszka, obrączkę zdejmuje na masło, tym razem miałam być mądrzejsza, nie wciągać jak głupia, wyszło jak zawsze, trzeba zacząć dokładniej myć przestrzenie między brodami, życie.

IMG_2560Całe to gotowanie, rozkładanie słodyczy w pudełka, chowanie zabawek, ścieranie kurzy z nocnika (wyposażenie dostosowuje się do towarzystwa), konspiracyjne rozpalanie świeczki i zatykanie w cieście tekturowych, ozdobnych kotów, opłaciło się, dla widoku łapiącej się za głowę z zachwytu Ryśki po powrocie ze żłobka. Był kinderbal, mnóstwo rozpełzniętych, raczkujących kuzynów, kolegów i kumpela z wakacji w wieku Monster High, były dziadki i zasmażane buraczki, cała armia ludzi i prezentów, tyle samo śmieci do wyrzucenia i zmywanie jak po bankiecie u prezydenta Kwaśniewskiego. W całym zamieszaniu posiniaczone kolana, podarte rajstopy Rambo, burza loków mojej małej dziewczynki i uśmiech Czorta dookoła głowy.

Raz w roku chcieliśmy, żeby czuła się najważniejsza. Tacy jesteśmy niepoprawni, niewychowawczy i rozpuszczeni. Jakoś przeżyjem.

A na sam koniec chcę córce życzyć jednego w tym roku. Tylko jedno małe coś, żebyś Krysiu nie odleciała jak rakieta od nadmiaru atrakcji. Chciałabym, żeby zawsze wokół Ciebie była rodzina. Z poczuciem przyjemności odwiedzin, bywania, kontaktu, zainteresowania telefonicznego, listowego wsio ryba.  Żeby byli na wyciągniecie ręki nawet, kiedy będą fizycznie bardzo daleko. Żebyś miała w życiu z kim dzielić radość, smutki, żeby zawsze miał kto uwolnić Barbie z plątaniny sznurków i kabli, którymi przymocowano ją do pudła. Nawet, kiedy Barbie zamieni się w modułowe meble z Ikei do skręcenia, na które większość ludzi reaguje jednakowo nieprzychylnie. Żeby byli ludzie wokół i żebyście się szanowali. Tyle.

 

W dniu drugich już urodzin, naszej córce Krystynie, najlepszego życzą Mama i Tata.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

No Comments

Post a Comment