Dwa miesiące.

Dwa miesiące.

Kiedy nie ma człowieka za długo na świeczniku wiedzcie, że albo jest ekstremalnie pochłonięty zabawą w dorosłe życie, albo jest nad wyraz szczęśliwy i nie ma czasu na spowiedź. W tym przypadku dopadło mnie wszystko i zalało jak przepastne Tsunami. Otóż informuję – jestem, żyję, nadal czuję.

 

Ostatnie dwa miesiące były sprawdzianem cierpliwości i siły konsekwencji, która postawiła przede mną decyzję o remoncie w środku zimy tak, aby jeszcze na początku roku zobaczyć pokój dzieci i ich minę, kiedy będą w stanie zamknąć za sobą drzwi od własnego kąta. Remont domu skończony. Jest pokój, dwa łóżka, małe lampki na karniszu. Obrazek z misiem i ćmą.

 

Ostatnie dwa miesiące to mieszkanie na dwa domy, w którym w jednym odbywała się walka o budowlane feng shui, a w drugim byłam w stanie napić się ciepłej herbaty i umyć twarz. To dowożenie dziecka piętnaście kilometrów w jedną stronę do przedszkola i tyle samo odwożenia z powrotem do domu. Wyciąganie worka flaków i ciepłych narządów zasypiających na trzecim zakręcie i próba wniesienia dwójki na wątłych ramionach pokrytych tłuszczem, nie mięśniem, po stu siedemdziesięciu dwóch stopniach.

 

Ostatnie dwa miesiące to cichy płacz po uśpieniu dzieci, że nie dam już rady i padam na ryj. Dlaczego drzwi od sypialni otwierają się do środka, kiedy prosiliśmy, żeby otwierały się na zewnątrz. Dlaczego parapet w półokrąg, skoro wyraźnie mówiłam, że w kwadrat. Przecież nie można być w trzech miejscach jednocześnie. Ja nie potrafię, sorry. Nie mogę być matką mnogości profesji i decyzji. Nie potrafię rozwiązać wszystkich zdań zaczynających się od „i co teraz?”. Nie wiem, kurwa, nie wiem, serio, jak zamontować ościeżnicę kiedy ściana nie trzyma pionu. Nie wiem.

 

Ostatnie dwa miesiące to szpital i zapalenie płuc syna. Antybiotyk, inhalacje i przekłucia z ręki w nogę dwa razy na dobę, bo zator. To tetris trzylatką u kogo śpi dziś. Kto jej obierze jabłka w sobotę i czy tęskni na maksa, jak ja, czy tylko trochę, bo od rana do nocy z nudów pochłania Peppę. Z mózgu został pyłek. Kończenie remontu na podstawie zdjęć z telefonu i rysunków na papierze toaletowym. Pomiary na oko. „Nie wiem, róbcie jak uważacie”, to też. Pisanie w ciemnym korytarzu szpitalnego oddziału pediatrycznego książki, którą chce dać ku pokrzepieniu serc przecież, nie celem pogrążenia połowy polskiej nacji.

 

Ostatnie dwa miesiące to książka właśnie, która powstaje w krótkich drzemkach syna i nocą, kiedy przytula się do jaśka. Lane łzy wzruszenia nad historiami z własnego podwórka i rechot  z beznadziei jaką częstowało nas życie, a jaką przeskoczyliśmy sprawniej niż Artur Partyka.

 

I wreszcie ostatnie dwa miesiące to codzienne stanie na środku domu piękniejącego z dnia na dzień i świadome przytakiwanie komu zawdzięczam to gdzie jestem. Co mam. Jak żyję. To odejście od zawodowych ambicji na wyciagnięcie ręki i oddanie wszystkiego, siebie, obowiązkowi bycia razem w kupie, we czwórkę. Tak oto po raz drugi w przeciągu trzech lat wyprowadzam się za Grześkiem do Lublina wierząc, że szczytem szczęścia jest możliwość oglądania siebie codziennie, nie od święta i możliwość zrobienia rano dwóch kaw z mlekiem zamiast jednej. Ambicje na wysokości Rysów zeszły na ziemię. Chciałabym, żeby dzieci znały tatę z widzenia, a nie tylko z opowieści.

 

Więc jestem, żyję, nadal czuję. Piszę na poważnie i doczekać się nie mogę, kiedy podyskutujemy nad rezultatem tej pracy. Tylko jeszcze chwilka. Jeszcze muszę posprawdzać przecinki i wbić kilka gwoździ pod zdjęcia. Już kończę.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

14 komentarzy

  • Magda

    02.02.2017 at 15:07 Odpowiedz

    Dzielna baba z Ciebie i tyle 🙂 a nowy dom? Zazdro jak stad do kosmosu. Trzymajcie sie!

  • Monia

    02.02.2017 at 15:12 Odpowiedz

    Czekam z niecierpliwością na książkę. Życzę siły i wytrwałości no i dużo zdrówka dla potomków.

  • Dziubkowa

    02.02.2017 at 15:43 Odpowiedz

    Doczekać się niemogę książki – number łan na liście zakupów w tym roku.
    Zdrówka !!!

  • Magda

    02.02.2017 at 16:08 Odpowiedz

    O jak podobnie jak u nas. Ostatnie 2 miesiące, choć w sumie prawie już 3 – mój szpital, w którym spędziłam w sumie 7 tygodni, dwie operacje, dzieci u dziadków w tym czasie, do tego remont nowo kupionego mieszkania. I to taki remont od podstaw, od gołych betonów. We wtorek przeprowadzka. Też już druga w przeciągu trzech lat. Do tego praca i ogarnianie czasoprzestrzeni. Przydałby się jeszcze jakiś czas dla siebie, na jakieś ogolenie nogi, dopasowanie kolorystyczne antygwałtów żeby potem w gościach nie świecić stopą w różnych odcieniach. Ale pomimo zmęczenia i dość trudnego czasu jaram się wszystkim jak młoda trawa na wiosnę. 😛

  • Dominika Kwiatkowska

    02.02.2017 at 16:11 Odpowiedz

    Jesteś Meeegaśna!!!Czekam na Twoją książke.Jednak my Baby jesteśmy nie do zdarcia 😘

  • Dorota

    02.02.2017 at 16:14 Odpowiedz

    Nas też to czeka w perspektywie kilku miesięcy , nastawiam się na ostrą jazdę , bo to nie pierwszy raz i wiem co nas czeka 😉

  • Magda

    02.02.2017 at 16:17 Odpowiedz

    A my czekamy na Was w Lublinie 😃

  • Dee

    02.02.2017 at 21:35 Odpowiedz

    Czekałam… Dobrze, że wracasz. I że wszystko wraca do normy. Zdrowi bądźcie. Bo szczęśliwi to chyba raczej jesteście. Nic więcej nie potrzeba.

  • Zuza

    02.02.2017 at 23:04 Odpowiedz

    Dasz radę! Jeszcze będzie dobrze, a nawet bardzo dobrze. 🙂 Już teraz możesz być dumna z siebie. Podziwiam Cię za odwagę do realizowania swoich marzeń. Ja jeszcze jej w sobie nie znalazłam. Pozdrawiam ciepło.

  • kasiula

    03.02.2017 at 11:49 Odpowiedz

    Zapraszamy do Lublina i czekamy na przypadkowe spotkanie na mieście 🙂 nie zdziw się jeśli jakaś wariatka, której na oczy nie widziałaś przywita się z Tobą 😉 poza tym mam w domu nie mniejszą wariatkę w wieku 3 lat z małym haczykiem (tez listopad 2013)

    pozdrowienia

  • Sylwia

    05.02.2017 at 23:07 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, ja krótko- będzie git. Zdrówka dla maluchów i sił dla Ciebie i Grześka!

  • Kinga

    20.02.2017 at 14:01 Odpowiedz

    dużo zdrowia życzę

  • Małgorzata

    03.04.2017 at 15:34 Odpowiedz

    W takim razie przychlaśniemy sobie żółwia na spacerze w Lublinie , na wyremontowanym placu litewskim lub na super placu zabaw w parku Kaczyńskiego 🙂 ja się zbieram dopiero i do porodu królewny #2 i do przeprowadzki do Lublina . Trzymaj się !

  • Ola

    31.07.2017 at 09:24 Odpowiedz

    Zaczynam mieć coraz poważniejsze podejrzenia, że jesteśmy sąsiadami. Serdeczne pozdro – Ola z ul. K.P. 🙂

Post a Comment