Dobra matka.

Dobra matka.

Dlaczego jestem dobra matką – odpowiadam sobie na to pytanie często, bo jak nie będę powtarzać kilku bardzo istotnych kwestii, to w erze niewybrednych komentarzy i radzenia z każdej strony, jak i kim być, jak się prowadzić, co jest dobre, co jest złe – mogłabym o tym zapomnieć. A przecież ja wiem, że jestem dobra mama. Wystarczy, że od czasu do czasu zaleje to w sobie grubą warstwą jakościowego betonu i poczekam, aż stwardnieje. Żeby mi nigdy nie przyszło myśleć, że jest inaczej, bo coś tam.

 

 

Jestem dobra bo autentyczna. Nie silę się na coś, co może z tyłu głowy widnieje jako cel, ale póki co nieosiągalny. Więc pokazuje mieszkanie na zdjęciach takie jakie jest. Brudne, nazywają je – jak można tak? Pytają. Ano można. Nie uważam, że brudem są wyciągnięte z każdej jopy w domu zabawki, często bez włosów i nogi, rozrzucone skarpety zdejmowane w biegu przez córkę, która właśnie na złamanie karku pobiegła do wanny. Nie uważam, że dzieci ubrane nie pod kolor i nie w trendach są nieszczęśliwe, więc je pokazuje jakie są. Kiedy wyjmowałam aparat z szafki celem złapania tej właśnie chwili, nie przyszło mi na myśl, że powinnam zmienić im buty, bo te mają zdarte czubki. A kogo to obchodzi? Bo na pewno nie moją trzyletnią córkę.

 

 

Autentyczna czyli szczera. Ja przepraszam, jeżeli komuś się totalnie kłóci widok nieumalowanej kobiety z worami pod oczami, która niewybrednie pisze, że dzisiaj było chujowo w macierzyństwie, bo ryczała dziesięć razy z czego dwanaście w głos, a w myślach zastanawiała się gdzie wysadzić dzieci zanim popełni samobójstwo. Ja przepraszam, panów, panie, którzy ustawili sobie inny azymut od mojego i chcą pokazywać tylko sam lukier na podeschłej bułce. Świat kieruje się w bardzo dziwną stronę i całą prawdę o człowieku, jego uczuciach i frustracjach próbuje przykryć toną farby śnieżki zmywalnej, dobrego filtra na Instagramie, ładnie ułożonych zabawek do zdjęcia i odpowiedniej pozy do selfie, żeby nie daj Bóg ktoś zauważył, że wyciskałam dwadzieścia minut przed zdjęciem i mam opuchnięte pół twarzy. Przecież ja nie wyciskam. Nie sikam. Nie wzdyma mnie. Nie załamuję się nerwowo. Nigdy nie mam ochoty przywalić komuś w mordę.

 

 

A ja odwrotnie wiecie, mnie to wszystko dotyczy. Jestem z krwi i kości. Zdystansowałam się.

 

 

Szczera czyli kochająca. Jestem dobrą matką (według mojej bardzo subiektywnej opinii) bo bezgranicznie kocham swoje dzieci i gdyby miała im się dziać krzywda, byłabym skłonna zrobić coś głupiego. Kocham kierując się zasadą, że ma być szczęście, hałdy wspomnień, zdrowy rozsądek i intuicja. Nie wyobrażam sobie wspomnień bez naleśników z pszennej mąki z serem, miśków Haribo soków w kartoniku z rurką, ale nie znaczy to, że nie upycham po łokieć sam dziecku w gardle brokuła na parze, a kiełków nie chowam pod szynkę, kiedy każe sobie zrobić kanapkę. Zastanawiam się przy takich okazjach kto dał ludziom prawo wystawiania wskazującego palca i mieszania w moim spaghetti. Tak powinnaś. Tak nie powinnaś. To jest zdrowe. To niezdrowe. A wiecie wy co, spierdalajcie.

 

 

Jestem świadoma. Kiedy popełniam jakieś wychowawcze faux pas nazywam je po imieniu – ok, to było słabe. Staram się do niego nie wracać, a jeżeli już wracam to kalkuluję całe zamartwianie się, czy jest warte świeczki, i czy przypadkiem czasu naszego cennego nie marnować na codzienne rozmyślania ile plusów zebrałam, a ile minusów. To jest bardzo ciężka gra w Matkę, a ja jestem DOPIERO na trzeciej planszy. Dlatego wpisałam sobie w rejestr, że nie wszystko się uda jak powinno, nie wszystko wykonam w 100% normy, a otwieranie czasem łba na oścież przyniesie same korzyści. Świadomość jest pierwszym krokiem do zmiany i sprawnego zdrowia psychicznego. I nie, błędem nie nazywam przemocy pod żadną postacią, psychiczną, fizyczną, inną – to są już betonowe buty na nogach każdego rodzica i zrzut z kajaka na środku jeziora. Nie dam wam wytłumaczyć tego w żaden sposób.

 

 

 

 

I na koniec – czuję się dobra, bo urodziło się we mnie głębokie przekonanie, że będę dla swoich dzieci kimś bardzo ważnym w ich dorosłym życiu. Że pomidorowa „jak u mamy” to będzie właśnie ta moja, że „znam to! Mama mi opowiadała”  padnie z ich ust częściej niż „nie wiem o czym mówisz…”, że z okresu dzieciństwa będą pamiętały coś więcej niż uprane spodnie i te czyste, białe meble, a na nich drewniane, piękne, surowe zabawki, że mój sposób na wychowanie okaże się właściwym, o czym przekonam się dopiero za kilkanaście lat. Ale jeżeli w tym całym chaosie rodzicielstwa zwątpię na chwilę, że robię dobrze i że wszystko ma sens, polegnę szybciej niż mi się wydaje.

 

 

Więc nie śmiem wątpić, że ma.

 

 

Wpis ten dedykuję Magdzie M.

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • Janina

    14.07.2016 at 18:10 Odpowiedz

    OK, znowu zapatrzyłam się na zdjęcie i właśnie to postanowiłam – CHCĘ KUPIĆ KRYSTYNĘ!!!!

  • Cozrka

    14.07.2016 at 18:20 Odpowiedz

    Jak z nieba spadłaś mi dzis z tym wpisem. Po doświadczeniach poranka i popołudnia, przed sensacjami wieczora jakie pewnie da mi dwulatek. Po totalnej bezsilności w zetknięciu sie z rodząca sie osobowością….dziekuje Ci, bo chyba jestem dobra mama, a tak rozlewając (bo razem stawaliśmy rodzącej sie osobowości czoło) jesteśmy dobrymi rodzicami. Dziekuje ❤️

  • Agata vel Pani Miniaturowa

    14.07.2016 at 18:24 Odpowiedz

    O, patrzcie! Człowiek! #nasitubyli Jak najbardziej popieram NATURALNOŚĆ w byciu człowiekiem i blogerem. Nie tym takim, co to dzieciom myje buzie przed zrobieniem im zabawnej foty ‚w trakcie jedzenia kaszki jedynej słusznej firmy’, lub nogi mazia na brązowo, co by udawać, że właśnie z urlopełę z Afryki wrócili. Żadnej ściemy, Matko Krystyny, biorę Cię na klatę, taka jaka jesteś, a co! #mążbędziezazdrosnyalecotam

    Heh, aż mi się przypomniało, jak jakiś chłop napisał mi na instagramie, że nie powinnam wrzucać zdjęć swoich nóg, bo NIE SĄ SEKSOWNE. Lolz, chłopie, a kto Ci obiecywał, że będę wrzucała seksowne? Gdzie na insta jest punkt regulaminu mówiący: miniaturowa wciepaj ino seksi nogi, bo inaczej wpierdol będzie srogi?
    Nope. Nie było żadnego, a przynajmniej ja nie doczytałam! A nogi wrzucać będę dalej, bom z nich strasznie zadowolona. Działają, mogę chodzić (a nie mogłam!), także zjawiać się będą, równie często to moja nieseksowna twarz.

  • Kaja

    14.07.2016 at 19:08 Odpowiedz

    Uwielbiam ! Kiedyś jak będę Matką, będę taka jak TY Matko 🙂 I Matka Magda M. 🙂 Narobiłaś mi ochoty na żelki i brokuły! Pozdrawiam i całuję !

  • mama Filipka

    14.07.2016 at 20:39 Odpowiedz

    Też jestem dobrą mamą 🙂

  • Justyna Wojdylo

    14.07.2016 at 20:41 Odpowiedz

    Hej matko Krystyny, w normalnym glutenowym świecie tak właśnie jest. Przynajmniej nie trzeba się samobiczować za dżem wysokosłodzony i pościel nie od kompletu, bo ja za leniwa żeby machać tym biczem, a pewnie i tak bym go zgubiła. Hip hip hurra dla samoakceptacji! Precz z pelnoziarnistym „musisz”! (Chciałam zaproponowac marsz z bagietkami z tesco ale mi się nie chce wlasciwie maszerowac.)

  • Oliśka

    14.07.2016 at 22:59 Odpowiedz

    Ja to cię uwielbiam <3 i wiesz co? Dałaś mi siłę na kolejne lata odpierania dziwnych ataków i mega dobrych rad. Może i młoda jestem i niektórym się wydaje że o życiu mało wiem. Jednak skoro przez 8 lat moje dziecko żyje i ma się świetnie i mówi do mnie ze jestem najlepszą mamą na świecie to chyba pozostałej dwójce krzywdy nie zrobię kochając ich tak samo mocno i wychowujac jak mi serce podpowiada. A reszta? Masz rację! Niech spierdala!

  • Ania Stella-Sawicka

    14.07.2016 at 23:38 Odpowiedz

    Dziś jest chyba jakiś szczególny dzień, poza roczniczą zburzenia Bastylii, bo i ja postanowiłam nie wątpić w to, że jestem dobrą matką. Bo urodziłam tych moich dwóch ancymonów, bo kocham ich mądrze i niemądrze sercem całym, bo każdego dnia staram się być lepszą mamą, bo karmię piersią i smażę pankejki i dlatego, że ten, który juz umie mówić, nazywa mnie ‚mamuńcią’. Przecież jakbym byla zlą matką, nikt by mi nie mamuńciował. A Ty, Mamo Krystyny, jesteś wspaniała! Niech Ci zdrowie i cierpliwość dopisują 💟

  • Dziubasowa

    15.07.2016 at 09:44 Odpowiedz

    Oczywista oczywistość, zgadzam się! Ja właśnie odpoczywam w ciszy po uprzednim usypianiu Bobasa jakieś 20-30 minut. Czyli wrzaski typu „matka obdziera mnie ze skóry, ratujcie dobrzy ludzie!”. Przez głowę lecą mi dwie alternatywne wersje kołysanek, które śpiewam starając się zagłuszyć darcie:

    1.) Ach śpiiiiij bo właśnie ch*j mnie strzeli i ku*wica trzaśnie…
    2.) Na Bobasa z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem Ci bajeczkę, tylko daj mi szluga…

    Dziecko wydusza nowe pokłady poczucia humoru. Bez niego można sobie śmiało palnąć w łeb. I ten właśnie dystans czyni mnie dobrą matką polką superstar 🙂

    Pozdrawiam!

  • [email protected]

    15.07.2016 at 11:03 Odpowiedz

    Powiem Ci SZACUN. Ja trochę podupadam na umyśle i zaczynam wątpić w kreatywność Polaków kiedy wchodząc na jakieś perfekcyjne, niebałaganki i inne dziwne takie widzę dom zrobiony pod linijkę, obowiązkowo białe meble, szare ściany i zasłony, wiklinowe koszyczki, cotton balls i pompony z tiulu, słoiczki ze słomką, trójkątne kanapeczki, planery, notesiki i tablice z podziałem obowiązków…Straszne. Jak okropnie musi się żyć w takim poukładanym, sterylnym pudełku. Przecież to normalne, że jest kurz, rozrzucone zabawki, czasem chaos w kuchni, ślady stóp na panelach…nie dajmy się zwariować, zwyczajne, niepoukładane życie też może być fajne…zdarte kolana u dzieci, wysmarowane pyśki, poobdzierane buty, czy dziura na dupie. Ja tam wolę takie codzienne życie oglądać niż kolejny dom z katalogu i dziecko ubrane pod kolor pościeli i zasłon w pokoiku…

  • [email protected]

    15.07.2016 at 11:03 Odpowiedz

    Powiem Ci SZACUN. Ja trochę podupadam na umyśle i zaczynam wątpić w kreatywność Polaków kiedy wchodząc na jakieś perfekcyjne, niebałaganki i inne dziwne takie widzę dom zrobiony pod linijkę, obowiązkowo białe meble, szare ściany i zasłony, wiklinowe koszyczki, cotton balls i pompony z tiulu, słoiczki ze słomką, trójkątne kanapeczki, planery, notesiki i tablice z podziałem obowiązków…Straszne. Jak okropnie musi się żyć w takim poukładanym, sterylnym pudełku. Przecież to normalne, że jest kurz, rozrzucone zabawki, czasem chaos w kuchni, ślady stóp na panelach…nie dajmy się zwariować, zwyczajne, niepoukładane życie też może być fajne…zdarte kolana u dzieci, wysmarowane pyśki, poobdzierane buty, czy dziura na dupie. Ja tam wolę takie codzienne życie oglądać niż kolejny dom z katalogu i dziecko ubrane pod kolor pościeli i zasłon w pokoiku…

Post a Comment