Czym skorupka za młodu…

Czym skorupka za młodu…

Byłam wczoraj świadkiem turbo fantastycznej chwili z życia pewnego młodego chłopca i chociaż on pewnie tak do tego nie podszedł a bardzo się zdenerwował to za dziesięć lat będzie gotowy zrozumieć, dlaczego ja parsknęłam śmiechem a GG jakby mógł podałby mu rękę w szczerym uścisku zrozumienia.
Na piętrze zaraz obok naszego lokum mieszka pewna pani z dwoma synami. Jeden może dziewięć wiosen, drugi maksymalnie trzynaście. Mama jak na kobietę przystało zawsze wysyła synów do wyjścia z mieszkania i poczekania na dole przy samochodzie a sama jak to mówi „już schodzi”. Problem polega na tym, że chłopcy zawsze grzecznie gnają na dół, każdorazowo pełni nadziei, że tym razem mamie pójdzie szybciej i zejdzie zaraz za nimi, a tymczasem rodzicielce nie idzie tak dobrze jak młodzieży, dlatego chłopcy zawsze zapuszczają korzenie przed blokiem z nosami na kwintę. Natury nie da się oszukać, oko umalowane być musi.
Stoję sobie wczoraj pod klatką, Ryś na rękach, czekamy na GG, którego zadaniem było spakowanie wózka i wszystkich przydatnych bibelotów – kocyka, butelek, poduszek, śrubokrętów, termoforów, termosów, kremów i innych niezwykle przydatnych rzeczy, które cholera wie – przydadzą się właśnie na tym spacerze albo i nie. W posiadaniu być trzeba. Nie obyło się bez poprzezdomofonowego „Kochanieeee, a gdzie jest to od deszczu takie takie? – Nie wiem, w szafie? -A to od gradobicia, burz z piorunami, armagedonu, zaćmienia księżyca i słońca ? No nie mogę znaleźć…” Itd, zawsze to samo, w koło Macieju. Jak mama (czytaj ja) nie znajdzie to przepadło, znacie to stwierdzenie, prawda? Anyway – stoję tak i czekam, razem ze mną od dziesięciu minut chłopcy sąsiadki, niezwykle grzeczne dzieci, mażą paluchem coś po maminym samochodzie. Kiedy po dłuższym czasie doczekałam się GG z wyposażeniem jak na wojnę a mamy młodych sąsiadów nadal nie było, starszy z braci odwrócił się na pięcie i mozolnym krokiem, jak na skazanie, podszedł do domofonu i zadzwonił.
-No halo!, odezwała się ożywczym głosem mama. – Już, już kochanie, już schodzę. dokończyła jakby zaczęte w głowie chłopca pytanie. – Mamuś… zaczął spokojnie i jakby pogodzony z losem trzynastolatek, – ty się nawet nie zaczęłaś ubierać, prawda?, dokończył z takim spokojem w głosie, którego brakuje niejednemu dorosłemu mężczyźnie. W tym momencie ja parsknęłam śmiechem a GG burknął pod nosem „przyzwyczajaj się, później będzie już tylko gorzej”. Mama oczywiście próbowała odwrócić kota ogonem, – nie, nie, już mam buty zawiązane, już idę, ale i młody sąsiad i my wiedzieliśmy, że mamie się czasowo „omskło”. Ta małoletnia ostoja spokoju spuściła ramiona i posłusznie wycofała się do samochodu w celu dalszego oczekiwania na kobietę.
Morał sam się nasunął. Do pewnych ról człowiek przygotowuje się całe życie. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Prawda? Mój dzielny mały sąsiad będzie wiedział co go czeka, kiedy za dziesięć lat pojedzie z dziewczyną na zakupy do galerii „pooglądać”. Bądź dzielny chłopie, nie jesteś sam! 🙂

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

10 komentarzy

  • ~N.

    11.04.2014 at 14:52 Odpowiedz

    Ja Ci powiem, że u nas w domu jeszcze gorzej – mój tata biedny sam w babińcu w postaci mnie, mamy i siostry! Łatwo z nami nie ma;)

    • ~Panna E.

      17.04.2014 at 14:39 Odpowiedz

      O, u nas jest jeszcze gorzej, bo nasz rodziciel ma nas 5 – żonkę i 4 córki. Problem ze zbiorem ma zawsze tylko jedna, ale na nią po prostu już nawet nie czekamy, niech sobie radzi sama, jak jej odjedziemy samochodem 😉 Chociaż w naszej rodzinie zawsze czeka się na… ojca! On na wszystko ma czas, ciągle się spóźnia, ciągle nie może się wyrobić… No istna mordęga. A jak tylko skoczy „na minutkę” gdzieś, po coś to można z góry założyć, że nie będzie go przynajmniej 2 godz. Cóż, nie mamy z nim lekko…

  • ~mimbla

    11.04.2014 at 15:30 Odpowiedz

    No kurka wodna,znowu jestem nietypowa….. To ja czekam na mężowskiego,moja młodsza na swojego wieloletniego narzeczonego i tylko starsza się wyłamała. To on czeka. Ale cierpliwie. Bo to spokojny człowiek.

  • ~Młoda Polka na Wyspach

    11.04.2014 at 15:39 Odpowiedz

    Hahahahaha. 😀 Biedni chłopcy. 😀

  • ~katia

    13.04.2014 at 12:37 Odpowiedz

    jestem piękna z natury 😉 😀 więc szybko się wyrabiam. No chyba że chodzi o włosy… to grubsza sprawa… ale nigdy nikt nie czekał na mnie tyle, żeby dostać ślepej furii 😉

  • ~Marika

    16.04.2014 at 16:28 Odpowiedz

    Tak to jest z nami babami, że ciągle nam czasu brakuje na upiększanie natury! A faceci muszą się z tym pogodzić i już…(http://e-galimatias.blog.pl/)

  • dani

    16.04.2014 at 19:13 Odpowiedz

    Podziwiam chłopca, moja mama tak samo robiła swojego czasu, ale mi cierpliwości brakowało 😉 Przyszłej wybrance serca tego młodzieńca szczerze zazdroszczę, ale będzie miała kobietka dobrze… 😀

  • ~Mucha42

    16.04.2014 at 19:50 Odpowiedz

    U mnie w domu jest akurat odwrotnie, nieraz zastanawiam się kto nosi spodnie. Kiedy mamy jechać po zakupy skazani na transport publiczny, samochodu nie posiadamy a autobus odjeżdża co godzinę ja zdążę przygotować kawę zrobić toaletę iść z psami na spacer a mój luby ma tylko kawę wypić, toaleta i ubrać się. Nieraz zdarzało się że spóźniliśmy się na autobus. Mój przebiłby chyba panią mamę w przygotowaniu. Ale jak żony będą miały dobrze z tymi chłopcami, nikt nie będzie ich popędzał bo dla nich długie szykowanie to norma.

  • LuzneGadki

    17.04.2014 at 09:52 Odpowiedz

    Biedne chlopaki… od malego przyzwyczajaja sie do bycia olewanym przez kobiety… coz takie zycie 🙂 A poza tym, to splodzilem kiedys wpis o identycznym tytule ale to moze nic dziwnego, bo w koncu to popularne przyslowie.

  • ~Kantega

    01.05.2014 at 00:20 Odpowiedz

    Dobry artykuł

Post a Comment