Czy to już jest starość?

Czy to już jest starość?

Wywiało mnie w weekend na miasto. Nie nadaje się, nie zimą, nie na miasto, nie w ogóle. Nadal nie wiem, co to jest ten cały SWAG. Czy to jest starość? Oto osiem punktów, po których każdy z was zastanowi się nad upływającym czasem.

1. Już na samo hasło „chodź na miasto” zaczynam mieć dreszcze. Zimno, zima. Nie mam butów na takie ekscesy. Tzn. mam buty ale trekkingowe, sznurowane prawie pod kolana kopyta. Nijak nie wpisują się w etykietę cekinowego blichtru i odsłoniętych nerek. Poza tym, ja muszę rajtuzy pod spodnie, rajtuzy się zsuwają, krok w kolanach. Kurwy lecą. Nie chcę, nie lubię, podziękuję.

2. Namówiono mnie. Idę. Zakładam uwaga: sukienkę. Pierwsze „po co mi to było” wypada z moich wymalowanych usteczek po otworzeniu drzwi klatki. Sutki sterczą jak dwie anteny. Zimno to mało powiedziane. Ja kiecka, ale… podwójne gacie. Dbam o ciebie, psioszko.

3. Na widok sterczących w bramie kolegów serdecznie współczujesz, bo pamiętasz jak lekko ubiera się męska część społeczeństwa na lans. Dla nich nigdy nie liczył się komfort ciepła, kiedy w cieniutkich spodniach spijali butelkę z Polmosu w plenerze. Nagle zderzasz się ze smutną starą (starczą?) rzeczywistością. Polmos cały czas wchodzi dobrze, trochę gorzej rano głowa reaguje na wychylony nadmiar, ale nóżki delikwenta oprócz bawełnianych majtek, skarpet na gumkę i cienkich adidasów, tzw. całorocznych, pokrywa warstwa kalesonowa i bucior jak na wojnę. 

4. Siedzę już w tym całym Lokalu. Dupa wraca do żywych, odmarza, przyklejam się do kaloryfera. I tu kolejny punkt do zastanowienia. Zanim zaczniesz pić zaczynasz jeść. Zupełnie odwrotnie niż kiedyś. Tani kebab w drodze na nocny, godzina 4:20 posiłek numer jeden. Teraz? Pochłaniać. Pochłaniać, i jeszcze raz pochłaniać! Wątroba sobie nie radzi już na pusto. Smutne.

5. Zamiast tanich sików z nalewaka, byle więcej byle mocniej, odkrywasz zakurzone półki regionalnych alkoholi, tzw. ambitnych. Pszeniczne niefiltrowane, lager czerwony z potrójnej fermentacji z naturalnym miąższem i mętnością na poziomie 2,5%. Stoisz przy tym barze i pierdolisz: To nie bo za mocne, to za słodkie, po tym mam kaca, po tym nie usnę, za tobą rośnie kolejka przewracających oczami licealistów. A do wołowych policzków bierzesz…wino! Wyszłaś się ściuchrać z koleżankami a jesz na mieście wołowe policzki, Chryste. Turnus w Ciechocinku, dałabym radę.

6. Rozkręcasz się, szurasz noga po parkiecie. Zerujesz drugiego drinka i zaczynasz ziewać. Patrzysz na zegarek w nadziei na 2:00, 3:00 rano a dostajesz: 23:15! Która?! Dopiero?! O Jezus. Nie wytrzymam, będzie wstyd, wychodzę raz na ruski rok a nie doczekam północy? Stąd u starszych imprezowiczów wyjścia w stylu angielskim. Zawija się delikwent i nikomu nic nie mówiąc idzie pod pretekstem siku, papierosa, zaczerpnięcia powietrza w świat szeroki (do domu, do łóżka) i już nie wraca. Później mu to wytykają przez lata. To nic, warto było dla tego wypoczętego oka, prawda?

7. Do domu wracasz ZAWSZE taksówką. Nawet jak cię nie stać zagadujesz taksówkarza „dojedziemy za dwadzieścia złotych na Dąbrowę? Nie? A dokąd dojedziemy za dwadzieścia złotych? Ja tam poproszę dokąd starczy, byle bliżej” żeby w przypadku potencjalnego marszu z tzw. „buta” uskutecznić krótszy dystans. Przecież ja już nie mam siły.

8. Zakotwiczona w łóżku dziękujesz Bogu za dom i tą ciepłą pościel. Nawet nie chcesz myśleć z czym przyjdzie ci się rano zmierzyć. Kto nigdy nie przeżył kaca na pokładzie samolotu  lub kaca z małym dzieckiem, które nie ma litości dla podwójnego rozmiaru twojej głowy, nie wie nic o cierpieniu poalkoholowym.

Zapomniałam o czymś? Kolejny najtałt na wiosnę lub przy temperaturze minimum plus piętnaście stopni. Albo jakaś domówka. Jaja w majonezie, zimne nóżki, sałatka warzywna i sypialnia na wyciagnięcie ręki.

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

20 komentarzy

  • ~mariola w panterce

    09.02.2015 at 12:42 Odpowiedz

    eee nie no, aż tak źle? Tragedia z Tobą, dziewczyno! tak, to już starość, definitywnie.

  • ~Nowamatka

    09.02.2015 at 12:43 Odpowiedz

    Hahahah 🙂 Ja odkąd jestem w ciąży kończę swoją aktywność o 22.00.
    Nie ma szans, żeby było dłużej 😛 Zasypiam gdzie stoję, a życie towarzyskie buehehehe kawunia i ciacho i 16.00, najlepiej gdzieś, gdzie jest sofa, na której będę mogła leżeć, udając, że tak, tak siedzę 😀

  • ~Paula

    09.02.2015 at 12:50 Odpowiedz

    Padłam. Ale masz rację. Tak samo myślę a mam 25 lat haha

    • ~mama Nadii i Oliwii

      09.02.2015 at 19:16 Odpowiedz

      A ja 23 i to samo kanapowiec z dwójką dzieci.

  • ~Tonka

    09.02.2015 at 13:55 Odpowiedz

    Poszla bym w tany ale jak pomysle, ze wstawac bede musiala o 6 dnia nastepnego to mnie sie nie chce! Mlody jak by mogl zeby tarl by pumeksem, pobudek w nocy 100 a w tym wszystkim ja i kac? Dziekuje, poczekam az uzębienie wyjdzie, a on mobliny stanie sie na tyle zeby doczlapac sie do matki z nocnikiem.

  • ~mimbla

    09.02.2015 at 15:42 Odpowiedz

    Poważnie…? Ja tam mogę w sukience na ramiączkach balowac do 6-tej rano. Żartowalam…..

  • ~aniabania

    09.02.2015 at 17:01 Odpowiedz

    No to 8 czy 10 punktów? 🙂

  • ~Nika

    09.02.2015 at 17:21 Odpowiedz

    Dwa tygodnie temu, Wrocław…Dałam nogę po angielsku po 2:00, po drodze zataczając się w 9cm szpilach wdepłam do KFC na B-Smarta, wróciłam do domu autobusem, drogę przystanek-dom pokonałam boso…mamlat 37..to chyba wygoda, a nie starość w Twoim przypadku 🙂

  • ~aleksandra

    09.02.2015 at 18:56 Odpowiedz

    Mam 21 i myślę podobnie, albo gorzej, bo ja odkąd moje maleństwo przyszło na świat (13 miesięcy) nie byłam na żadnym wyjściu, ani wieczorem, ani wcale. 🙂

  • ~dorota sosrodzice.pl

    09.02.2015 at 19:08 Odpowiedz

    coś w tym jest.
    mi z wiekiem wiele rzeczy zaczyna przeszkadzać 😉
    wcześniej w ogóle ich nie widziałam 😉

  • ~kachakasia

    09.02.2015 at 19:16 Odpowiedz

    Kurka! Mnie też wybija okrągłe za miesiąc równo! Jak byłam w ciąży, zarzekałam się, ze się urobię/strąbię/zniszczę na swoje *dzieści. Odszczekuję. Poalkoholowy kac + młodzież na chacie mnie przeraża!

  • ~Magda

    09.02.2015 at 21:50 Odpowiedz

    Oj, zbyt wiele z powyższych punktów mnie dotyczy… Po sylwestrowym kacu, pójściu spać o 4 rano i pobudce o przed 8 rano powiedziałam sobie „dość”. Nie dość, że mega kac, to jeszcze z roczną córcią skaczącą po mnie… Zaliczyłam jeden wypad weekendowy z koleżankami i wtedy było spoko 🙂 Można się jeszcze wtedy „sponiewierać” 😉

  • ~Ania

    09.02.2015 at 22:37 Odpowiedz

    Jakbym o sobie czytała, ale nie teraz: nikt by mnie, matki karmiącej, nie wykurzył wieczorem z domu na jakąś imprezę. Ja tak miałam już na studiach. Od pierwszego roku.

  • ~LEW

    09.02.2015 at 22:40 Odpowiedz

    Oooooooooooouuuuuuuu, szkoda :o(
    A miałem zamiar (mam nadal ;o) ) zaprosić na mały jumpik w „hotelu” DOM na Pietrynie 14-ego, oczywiście z (nie) małżowiną. „Kalafiora” w lokalu nie pamiętam, więc nie zagwarantuję :o), ale myślę, że jak szanowna lubi potańcować hołupce (słownik Chroma zgłupiał), to się da namówić ;o)

    Pozdro i pamiętajmy, że jesteśmy takimi jak uważa nasza pecynka i tyle.
    Ja idę i będę się tarzał do rana :o)

  • MA-MA

    09.02.2015 at 23:16 Odpowiedz

    Haha 🙂 ale jazda ! Jestem już staruchą …. Wiedziałam … kurde wiedziałam 😉

  • ~Juśka

    10.02.2015 at 11:09 Odpowiedz

    tak zapomniałas : patrze wzrokiem po ludziach i zastanawiam się czy oni tez sie tak czuja? kazdy sie usmiecha i świetnie sie bawi a ja juz mysle o jutrzejszym dniu z bolaca głowa i nic w kij pierdział nie moze mi przyjsc ten sam umiech co im, i mamooooo , mamooo, mamusiuuuu… ah co bym dała żeby tak se zrobiły same sniadanie i grzecznie pobawiły, a franek steczy coś tam powiedział ze zajmie sie dzieci a ja sobie mogę poleżeć! nigdy wiecej nie wyjde na miasto!! co mnie podkusiło!

  • ~Jagoda

    10.02.2015 at 11:13 Odpowiedz

    No cóż ja mogę tylko potwierdzić. Moja 30-stka skończyła się po 5, impreza na chacie. Dziecię spało w pokoju obok a ja przysypiałam na kanapie, najgorsze było jak Dziecina się wyspała o 7. Przecież ja się dopiero położyłam litości, a tu o litości nie ma mowy. Wydaje mi się, że to nie tyle starość a zmiana statusu z student imprezowicz na matka ogarnąć trzeba cały dom i dziecko. Kiedyś się martwiłyśmy o to jaki klub wybrać a teraz czy dziecko śpi, czy zdrowe, czy obiad mam na drugi dzień, czy wyprane, wyprasowane a za prąd zapłaciłam itp.
    Mimo wszystko chciałoby się pójść poszaleć jak za dawnych lat :).

  • ~Justyna /szmatka i kordonek

    13.02.2015 at 09:57 Odpowiedz

    No tak postawiłam + przy każdym punkcie B-)

  • ~LILa

    05.03.2015 at 08:33 Odpowiedz

    Ha,ha… Dobre. Ja mam trochę więcej lat. ciut więcej i nie pociesze Cię , będzie coraz gorzej, stajemy się starzy, wygodniccy, odpowiedzialni itd… A masz tak że marzysz jak twoje Pisklę już będzie duże, wyleci z gniazdka to dopiero poszalejecie: impezy w domu i poza -z tańculkami, długie wyprawy w góry, wycieczki, oj dopiero się pożyje itp.. a po latach wygląda to tak: ciepły lokal, na wyjeździe wygodne łóżko, blisko do plaży, jeść to tylko w czystym i pewnym lokalu. imprezy w domu to tak sporadycznie – bo póżniej bałagan i dużo przygotowań, a jak już wybierzecie sie gdzieś na kilka dni( bo praca, praca,praca- trzeba dzieci utrzymać na studiach itp) to aby cicho , spokojnie, bezludnie, wstyd się przyznać ale nawet znajomi przeszkadzają. … Ale My jesteśmy cały czas młodzi duchem- tylko trochę zmęczeni życiem i no podstawa ODPOWIEDZIALNI. Pozdrawiam cieplutko.

  • ~Ania

    23.03.2015 at 00:29 Odpowiedz

    Może nie starość, tylko im wiecej na gołwie obowiązków i rzeczy do zrobienia tym mniej się chce robić w czasie wolnym…najlepiej to wtedy nic sie nie chce robić;)JAk nie mialam dzieci i pracowałam sama sobie to sił było wiecej a teraz to nie wiem kiedy gdziekolwiek wyjde chyba za kilka lat jak dzieci dorosną, ale i to nie jest pewne…a bylo tak pieknie i wspaniale za młodu ;)hihihih

Post a Comment