Cztery tygodnie.

Cztery tygodnie.

Patrząc na Michaela J. Foxa w „Powrocie do przyszłości” i jego samosznurujące się buty kiwałam zwyczajowo z politowaniem głową, obierając ziemniaki na sobotnie obiady, w wyciągniętym t-shircie i skarpetkach nie do pary, kiedy Grzesiek z wywalonym ozorem pochłaniał klasyk lat dziewięćdziesiątych po raz enty. Boże. Identyczne oznaki zachwytu wywoływały swego czasu skoki narciarskie i mamine „Zawołajcie na Małysza!”. I o ile film Zeneckisa mało liznął faktycznych, futurystycznych osiągnięć ludzkości, o tyle podróże w czasie zdaje się – można przeżyć.

Wystarczy urodzić drugie dziecko. Urodzić, postawić jak monument koło pierwszego i oczom nie wierzyć.

Kiedy wróciłam do domu z tobołkiem na ramieniu i kolejną parą nóg do obklejania plastrami latem, osoba, która na zawsze miała zostać moim małym ptysiem, rurką z kremem i jedyna taką, do której zdrabnianie wyrazów nie będzie grozić surowym więzieniem, okazała się być jakby nie tą „z wczoraj”, nie tą „z zimy”, nie tą, której dwa dni temu kroiłam chleb. Przed oczami stała dziewczynka, której wyraz oczu, twarzy, układ ciała i odruchy zdawały się wołać, wrzeszczeć wręcz –Nie martw się mamo, jestem już duża, pomogę Ci! Niebywałe jak z poniedziałku na wtorek, jak ze stycznia w luty, przeskoczyłam z niemowlaka do przedszkolaka. Zabawne, że to JA skakałam, nie ONA. Krystyna stała w butach od dawna, gotowa do wyjścia, a mnie dane było jedynie zapalić kiedyś światło w tym przedpokoju, dostrzec dojrzałe ręce, przejmujące odruchy i miny, którymi rzucają tylko dorośli, myślący i doskonale kalkulujący otaczający świat ludzie. Wystarczyło jedynie zapalić światło.

 

Cyk. Więc byłam. Zauważyłam. Widzę. Dostosowuję siebie. Trochę to trwało.

 

 

O dziwo w tym domu nie ma zazdrości. Nie ma zazdrości, bo dziewczynka, którą zostawiałam w domu w poniedziałek na wózku bez kółka, ta sama, która pytała we wtorek, czy jestem chora, kiedy tłumaczyłam przez łzy, przy prawie pełnym rozwarciu, że jadę do doktora z dziadkiem Sławkiem, została przeze mnie pospolicie niedoceniona. Nie doceniłam dojrzałości małej głowy zatopionej w burzy loków. Nie wiedziałam, że ona tyle wie, rozumie i toleruje, żeby nie rzucić pospiesznie „kocha” brata, co to dopiero w głębokim brzuchu teraz – monopolizuje cycki matki. Uwagę matki. Robienie z siebie pajaca przez popiskiwanie i cmokanie…. matki.

 

Wychodzi na to, że to ja się bałam. Bilans jest taki, że to ja miałam być zazdrosna. Ja nie byłam pewna jak się w to gra. Chapeau bas moja dziewczynko, jesteś wielka.

 

Oczywiście jak przystało na starszaka przyprawiła mnie już kilkukrotnie o palpitację serca, badając dokładnie głębokość ucha brata palcem, testując techniki resuscytacji na czterotygodniowych ustach i wcale nie starszym brzuchu, sprawdzając wydolność płuc przy codziennym, porannym uścisku Jerza, dochodząc do wniosków, jaka jest rozpiętość skali intensywności głaskania głowy noworodka – od piórkowego, miłego łaskotania do porządnego jebnięcia z pięty. Nic jednak nie odda widoku dwuletnich paluchów zaciskających się wokół szyi brata, i stukotu kopyt z pokoju A do B, z okrzykiem na ustach „CZEŚ BLAT!”, o siódmej rano. Nic.

 

A ja? Ogarniam rzeczywistość. Jestem w logistycznej koziej dupie, brakuje mi rąk, brakuje mi nóg, rozmiar piersi waha się między Y a ZŹŻ, codziennie gubię dziesięć godzin doby na załatwienie bieżących spraw, o dziewiątej wieczorem padam na ryj.

 

Ale kocham to.

Kocham ten stan.

Fajne mamy dzieci, Ojcze. Piona.

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

13 komentarzy

  • Kasia

    08.04.2016 at 16:44 Odpowiedz

    Mam podobnie. Myślałam, że będzie agresja, zazdrość. A mam kochanego asystenta, który tylko czasami ma juz dosyć tego długiego karmienia i krzyczy „Flanek óżecka” a kompletując drużynę do gry w piłkę jedną ręką ciągnie psa za ucho a drugą macha na brata „Flnek oć glać”.

    P.S. Jaki to wózek ? 🙂

    • Monika Just

      08.04.2016 at 18:44 Odpowiedz

      Wozek wyglada podobnie do naszego, tylko w wersji pojedyncze 😂 typuje Bugaboo

  • Agata

    08.04.2016 at 17:21 Odpowiedz

    OMG miałam tak samo 🙂 Mój niespełnia dwulatek w ciągu 3 dni mojego pobytu w szpitalu przeszedł identyczną metamorfozę 🙂 Nagle jego stopy i dłonie stały się taaaaaakie duże, garnitur zębów okazały, tyłek do zmieniania pieluchy monstrualnej wielkości 😛
    Taaaaaaki duży i taaaaaaaki dorosły i to wszystko w 3 dni 🙂

  • Ania z Osobiedlamnie

    08.04.2016 at 18:07 Odpowiedz

    🙂 kiedy nasz Drugi zdecydował się opuścić mój brzuch, nasza Pierwsza miała 2latka i 9 miesięcy, myślałam, że urodzę, szybko zlecą 2 doby i wrócimy do domu
    Drugiego wzięli pod lampy, a ja płakałam przez kolejne dwa dni – nie wiedziałam za kim bardziej. Nie przygotowałem się na rozłąkę z Pierwszą. Ryczałam i tęskniłam bezrobotna w pustym pokoju. Po powrocie Córeczka też wydała mi się większa, starsza, jakby minęło pół roku! Zdrówka Wam życzę, siły, siły, siły…

  • mamek

    08.04.2016 at 18:29 Odpowiedz

    Moje pierwsze słowa, kiedy dwa dni po porodzie odwiedził mnie starszy synek „O Boże, jak on wyrósł!” Mąż oczywiście gadał coś żebym nie przesadzała, bo tylko dwa dni go nie widziałam, a ja zafascynowana przyglądałam się jak maluch dojrzał, zmężniał… 🙂

  • Świeża Żona

    08.04.2016 at 19:55 Odpowiedz

    Uśmiałam się z tego jebnięcia z pięty xD Krysia zuch dziewczyna, będzie i już jest najlepszą starszą siostrą, jaką Jerzu może mieć. 🙂 Buziaki!

  • Karolina

    08.04.2016 at 20:09 Odpowiedz

    Czytajac wstęp i widząc zdjęcie pomyślałam, ze bedzie o wozku. Z dostawką dla starszaczki wersja 5 kołowa – wypas. Jakbyś gdzies zgubila kółko, to zawsze bedzie zapasówka. Tylko nie zgub tych wiekszych, bo moga zatrzymac za prowadzenie zygzakiem 😉
    Tobie gratuluję córeczki a Krystynie zycze cierpliwosci bo te młodsze często mają fory i wkurzają starszaki… Zresztą Tobie tez zycze cierpliwosci i duuuzo miłosci 🙂

  • Karolina

    08.04.2016 at 20:09 Odpowiedz

    Czytajac wstęp i widząc zdjęcie pomyślałam, ze bedzie o wozku. Z dostawką dla starszaczki wersja 5 kołowa – wypas. Jakbyś gdzies zgubila kółko, to zawsze bedzie zapasówka. Tylko nie zgub tych wiekszych, bo moga zatrzymac za prowadzenie zygzakiem 😉
    Tobie gratuluję córeczki a Krystynie zycze cierpliwosci bo te młodsze często mają fory i wkurzają starszaki… Zresztą Tobie tez zycze cierpliwosci i duuuzo miłosci 🙂

  • Ilona

    08.04.2016 at 21:20 Odpowiedz

    Ehh a myslalam ze tylko ja tak mam. Nasza Amelka ma 2 miesiace a Filip 2 lata i 2 miesiace. Nie bylo mnie poltora tygodnia bo musielismy odrazu jechac do kliniki na badanie serca na pare dni i jak wrocilam myslalam ze bedzie zazdrosc a byla ogromna radosc z pojawienia sie siostry. Serce rosnie jak widze jak ja trzyma za raczke, caluje, glaszcze i uspokoja w placzu mowiac „nie pacz” 😉 a on sam przy niej wydal mi sie malym wielkoludem…

  • Anna

    08.04.2016 at 22:10 Odpowiedz

    A ja niestety przeszłam etap zazdrości bo moja Krystyna miała 3 lata jak przed czasem urodził sie Janek .Nagle jej zniknęłam a do tego nie wróciłam do domu po 3-4 dniach a po miesiącu ,gdyż mały urodził się z poważną wadą układu moczowego i w 2 dobie był przewieziony do Matki Polki .Tam to już był dla mnie matrix ,walka o oddech i laktacje .Dobrze,że Krycha była cały ten czas u moich rodziców bo sfiksowałabym podwójnie .Kryzys miałam jak przyjechali z nią do nas do szpitala to wtedy wydała mi się tak nienaturalnie wielka a głowę w moim mniemaniu wielką jak koń i obca bojąca się mnie.Wyłam po ich wyjściu 3 godziny:( Pomyślałam że jak wrócę do domu to wszystko wróci do normy ale tak sie nie stało .Krysia stała się zazdrosna o Janka ,a jednocześnie uciekała przede mną.Mija już prawie rok a my odbudowywujemy swoje relacje do tej pory .Nie zawsze jest tak kolorowo…..

  • monis

    08.04.2016 at 23:49 Odpowiedz

    Juz niedlugo czeka mnie podobny stan. I chodz dzis wydaje mi sie ze moj synek jest taki malutki (dzis skonczyl 2 latka) to za 4 miesiace gdy urodzi mu sie siostrzyczka to bedzie juz duzym starszym bratem. Codziennie mi glaszcze i caluje brzuch i mowi ze jest tam dzidzia. Napawa mnie to optymizmem ze moze jednak nie bedzie tak zle i nie bedzie zazdrosny. Mam pytanko Rysiowa i Jerzowa mamo: ta podstawka na starszaka do wozka ktora jest na zdjęciu. Fajny wynalazek czy nie bardzo? Jak to sie ma w uzyciu. Trzeba chodzic jak pokraka pol metra za wozkiem czy tak jak normalnie? Aa i jak z podjazdami pod krawezniki itp? Zastanawiam sie nad zakupem czegos takiego bo z dwoma wozkami nie podolam isc 😉 pozdrawiam

  • Anna

    09.04.2016 at 12:25 Odpowiedz

    Te wszystkie słowa są takie piękne!! Dziękuję Wam za każde z nich!
    Ocieram nos i oczy po cichu bo obok śpi 7 miesięczna córeczka. Po tym wpisie odrazu mam w głowie nasze dni ze szpitala i patrze na nią jaka juz wyrosnieta. Serce się raduje i aż chce się kolejny taki cud…

  • Dziubasowa

    11.04.2016 at 12:05 Odpowiedz

    Czytam czytam i zastanawiam się nadal jak to jest możliwe żeby wyjść z domu z dwoma dzieciami i nie umordować się totalnie? Ale widzę, że przy takim starszym dzieciu jak Rysia to faktycznie – da się to zrobić! Oby tak dalej! 🙂

    Pozdrawiam!

    PS. Ciekawe czy to prawda, że „drugie ma gorzej” bo nie skaczemy nad nimi tj nad pierworodnymi? 😛

Post a Comment