Czarny piątek

Czarny piątek

Nie dacie wiary jak wam napiszę, że po raz trzeci w tym roku łazienka pokazała nam kakaowe oko. Dosłownie ożywa, robi co chce i pokazuje nam środkowy palec, mści się za brak zainteresowania remontem rok wstecz. Moja mała popękana franca zalała siebie i sąsiadkę po raz trzeci w tym roku. Ekipa hydraulików wchodząc do mieszkania kroczy do kibla pewnie jak u siebie, powinni w szafce trzymać prywatne kubki na kawę, jak Bozię kocham! Ubezpieczyciel pewnie się zastanawia czy by tu nie spać na korytarzu pod drzwiami z plikiem kolejno ponumerowanych wniosków szkód, oszczędność czasu, jak by nie patrzeć. Jestem już tak doświadczona przez kwestię zalań, że mnie to już nie rusza. Dopóki nie zainwestujemy w nowe rury to możemy sobie gadać. Mieszkanie niepoświęcone, księdza odstawiliśmy z kwitkiem bezbożnicy, to mamy! Na dokładkę puścił nam zawór w bojlerze i turbo kapie. Jak tak dalej pójdzie kolejnych postów nie napiszę, bo zapną mnie w biały kaftan z rękawami wiązanymi na plecach. Tydzień pełen wrażeń to i piątek się postarał, a zaczęło się tak…
Numero uno – sadzam dzisiaj Dziedziczkę na jej tronie w dalmatyńczyki, szczerzę się do niej ona odpowiada tym samym, robię sobie poranną kawkę. Słyszę jak mała sadzi bąki jak z armaty po czym się z tego śmieje, poranek jak ta lala. Nagle jeb! Biegnę przez swoje salony (To nadal jest 27 m2), zdyszana przebiegam przez kuchnię, salon cały jeden, żeby w ostateczności zobaczyć to. Oto moje dziecko w całej swej dostojności zarwało bujaczek. Tak, Krystyna kilogramów sześć zarwała swój pierwszy stołek. Widok przedni, dziecko pogięte w paragraf z głową na podłodze i nogami w powietrzu. Gapi się w sufit, oczy jak dwa talerze, zdziwiona, o dziwo zero histerii. Reakcja odpowiednia do wieku, jak za dwadzieścia lat przydarzy się Pani podobna historia pewnie kupi sobie flaszkę i popłacze w domu do lustra marudząc jaka jest gruba. Póki co żyje, śmieje się. Naiwna, nieświadoma, dobrze – niech się uczy.
Zbierając dziecko z podłogi rechocząc jak żaba doczekałam się porannego pukania do drzwi. Wyjrzałam przez limo – administracja. Nigdy, ALE TO NIGDY administracja nie przychodzi z dobrą nowiną, czekoladą i winem. Za drzwiami stały kłopoty albo straszonko. Z ciężkim sercem trzeba było otworzyć drzwi (przecież mój pies dobitnie dał znać, że jesteśmy w domu salwą szczekania, stękania i obijaniem mebli przez nieskoordynowany ogon) i dowiedzieć się co tym razem. Szkoda tylko, że nadal paradowałam po chałupie w wyciągniętej koszulce GG, z oczojebnym napisem „NIKE” na cycku, starych fioletowych spodenkach w groszki a włosy targały monsuny poranne. Dramat, pomyślałam, jak ci ludzie zawsze będą przychodzić w takich okolicznościach pomyślą, że się nie myję. No cóż, uchyliłam wrota, ” -Dzień dobry, komisja.” Komisja czego? -przeszło mi przez myśl, posprzątałam po Kisielu przecież, drzwi od klatki zamykam sumiennie po ostatnim OPR-ku, wszystko cacy. Komisja z aparatem fotograficznym na korbkę prawie że, pani umalowana na niebiesko po brwi takie odrysowane od szklanki i jegomość z wąsem oznajmili, że w związku z trwającym na strychu remontem podłogi sprawdzają, czy oby i mnie nie pęka sufit. Dosadną miałam minę najprawdopodobniej kiedy pani z aparatem cykała zdjęcia mojego podwieszanego sufitu, który nijak miał się do sytuacji na strychu. Zdziwiona była, że wszystkim pęka a mnie nie. Jak to?! A no tak to, na układy nie ma rady proszę Pani. A może to ten podwieszony sufit nie pęka z założenia, sama już nie wiem. Pytać inżyniera.
Nasłuchując czy z bojlera na pewno kapie do podstawionego wcześniej wiadra, czy uśpione Młode nadal nieprzytomne ściska kocyk i śni Bóg raczy wiedzieć o czym oraz czy GG może już na klatce pomału zmierza do domu wstawiłam zapiekankę ziemniaczaną do piekarnika. W międzyczasie szybkie kurze, jakieś siku, chwila na pomyślenie o życiu, w końcu Ryś śpi, jest impreza. BUM!! –z kuchni dobiegł interesujący łomot. Moje nowiuśkie naczynie żaroodporne za 29.99 poszło się, no wiecie, Je#@ć. Ziemniaki wyleciały w powietrze. Zapiekanka cała w szkle, w piekarniku Sodoma i Gomora. Tak, to wszystko na co cię dzisiaj stać o wyższa instancjo? Może coś jeszcze? Nikt jeszcze ze strychu nie wpadł mi do pokoju, taka okazja, w końcu ten remont i w ogóle, nie tracić okazji! Zniese! Kochany mój GG godzinę paradował na zmianę z odkurzaczem i gąbką, wydłubując szkło z najgłębszych zakamarków rusztu. Zamiast pysznego mielonego w pomidorach i ziemniakach jedliśmy…metkę cebulową i kiszone ogóry. Zacnie.
Chciałabym podsumować zdaniem o wyczerpanym w tym roku limicie nieszczęścia na metr kwadratowy, ale dopóki nie wejdę z łazienką w komitywę mogę sobie pomarzyć. Miesiąc się jeszcze nie skończył, ba! Tydzień ma jeszcze dwa dni na tą katastrofalną w skutkach „sambę deżanejro”, strach się bać co będzie! Dobrze, że w tym całym szaleństwie mam zdrowe dziecko, fantastycznego faceta i mnóstwo pomysłów na najbliższą przyszłość w postaci szycia Ryszardzie ubrań i współpracy z bardzo fajnymi, kreatywnymi ludźmi . Jakby mi jeszcze skapnęła szklaneczka zimnego piwa też bym się nie pogniewała. Piwa i może kawałka pizzy, najlepszej przecież smakującej w okolicach północy, jak teraz.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

7 komentarzy

  • ~katia

    08.03.2014 at 12:37 Odpowiedz

    mi zawsze mama powtarza: „naczynie żaroodporne wsadza się do nienagrzanego piekarnika” 😀 i pewnie jeszcze dlatego nie miałam atomowego armagedonu w piekarniku, bo nienawidzę sprzątać takich rzeczy. 🙂

  • ~mimbla

    08.03.2014 at 19:39 Odpowiedz

    To się nazywa dopust boży. Kurde…..fajnie się nazywa,dopiero jak to napisałam, to polubiłam 🙂 A na piwo zapraszam do siebie. Właśnie otwieram Pszeniczne 🙂

  • ~ignorella

    08.03.2014 at 20:16 Odpowiedz

    Każdy Twój wpis to kolejny dzień dla mnie zakończony uśmiechem, choćbym cały dzień ganiala jak szalona z majtkami w benzynie po piekle to Twoje wpisy i autoironia zawsze sprawiają że dni zaliczam do udanych!

  • ~sawisia7

    08.03.2014 at 22:11 Odpowiedz

    oł dżizas. spoko bierz to na miętko. ja własnie wywaliłam 2,5kafla na żaluzje, piękne,cudne i ch… ze się okna nie otwierają a drzwi 1,6 szerokie tylko na odcinek 80cm. ehem, wywalczyłam wymianę bo że pan mi nie powiedział, przeciez ja jestem geodeta a nie panie od żaluzji i blondyna na dodatek więc nie wymagajmy zbyt wiele. a wczoraj zgubiłam telefon,myślałam że zostawiła w sklepie, w sklepie brak. ale pan pijaczek znalazł. szkoda tylko że znalazł go jak ja se po nim jaż własnym autem przejechałam. wniosek. nie jesteś sama 🙂

    • ~katia

      09.03.2014 at 12:37 Odpowiedz

      kiedyś po podobnych przeżyciach pocieszam koleżankę i mówię jej „ej no ale już gorzej nie będzie” 😀 na co ona NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ STADAMI, TO DOPIERO POCZĄTEK… 😀 no w sumie na drugi dzień piwnicę jej obrobili 😀

  • ~akasha

    10.03.2014 at 09:38 Odpowiedz

    Dżisys, aż mi się spomniało jak to ja naiwnie myślałam kupując mieszkanie na dziesiątym piętrze – „e, 10te-kibel nie wybije, na górze nikt nie mieszka to mnie nie zaleje…gruntowny remont zrobiłam, wszelkie rurki mniejsze i większe wymieniłam, elektrykę też-nic mi nie grozi”. Po półrocznym remoncie wprowadzona i szczęśliwa 🙂 A tu jeb…miesiąc po, 4 rano dzwonek do drzwi, otwieramy i widzimy studentkę nawaloną w trzy dupy ale nie słyszymy co krzyczy bo na klatce wodospad niagara szumi od cholery! Da się? Da się!!! Naiwność ma nie wzięła pod uwagę że pomimo piętra ostatniego u góry były pralnie więc i rury do nich szły i jakoś jednej z nich się pękło… Mój bialutki nowiutki sufit przybrał barwy moro…

    • SOHO

      11.03.2014 at 11:51 Odpowiedz

      JA WIEM, TAKIE RZECZY BOLĄ :d

Post a Comment