Cycki są ważne, czyli przegląd najbardziej spektakularnych wydarzeń miesiąca

Cycki są ważne, czyli przegląd najbardziej spektakularnych wydarzeń miesiąca

Dobra, już wystarczy tego kwasu i narzekania na miesiąc, bo tak naprawdę to oprócz złych rzeczy stało się dużo fajnego. I ja dzisiaj zaczynam nową perspektywę na resztę roku, starając się w każdej możliwej konfiguracji pokazać za co właściwie życie w jego kształcie kocham i za co tego Starego nie zamieniłabym na innego. A mogłabym, prawda. Przegląd najbardziej spektakularnych wydarzeń miesiąca sierpnia czas start.

 

Epizod 1: Wakacje

 

Lecąc od początku – sierpień zaczęliśmy w Montenegro. I fajnie, miłe wakacje, temperatura 50 stopni w cieniu. No kto nie lubi pięćdziesięciu  stopni w cieniu? W sam raz dla mojego męża, który już przy dwudziestu stopniach doświadcza wybroczyn egzystencji, pragnie wyskoczyć przez okno, nie opuszcza domu jak Cullen, a na widok słońca ma  cofki. Pięćdziesiąt w cieniu i my – jak prawdziwi Polacy postanawiamy, będąc raz w roku na zagranicznych wakacjach, pojechać na wycieczkę autokarową do Dubrownika. Busem. Razem z trzydziestoma innymi ludźmi, którzy najwidoczniej tak jak my, kochają zapach człowieka w upale. Ach te wyprawy, na których w cztery godziny chce się zobaczyć wszystko. Zanim się człowiek obejrzy dupsko zatarte, uda krwawią, odcisk na stopie, piersi wrzeszczą: ściągnij stanik bo umrzemy! Wpakowani do busa wielkości pudła po butach, w którym klimatyzacja nie działała na podjazdach, wymienialiśmy się co chwilę spojrzeniami pełnymi miłości i wzajemnego zrozumienia w klimacie: poderżnij mi gardło. Błagam. Teraz. Brak klimatyzacji na podjazdach jest dosyć zabawnym elementem tej historii, bowiem Montenegro jest jedną wielką górą, a terenów „z górki” było mniej więcej tyle ile dowodów naszej małżeńskiej miłości na wspomnianej wycieczce. Stawiając wiśnię na torcie dodam jedynie, że jechaliśmy z dwójką dzieci, które również nie rozumiały, dlaczego jest tak gorąco. O ile małżonek przy wzmożonej irytacji po prostu się nie odzywa, o tyle dzieci absolutnie odwrotnie. Na początku sierpnia zatem bardzo często myślałam o rozwodzie i podziale opieki nad dziećmi po równo. Wątek rozwodu właściwie zaczął w sierpniu nowe lepsze życie i miał się bardzo dobrze.

 

Epizod 2: Przedszkole

 

Wracam z wakacji, bateria naładowana, życie piękne, w Polsce pada, Bogu niech będą dzięki. Grzesiek z lotniska wysiada względnie nieopalony. Siedzenie pod parasolem w kwiaty w absolutnym cieniu, jak opiekun kolonii jakiś, udało się bezwzględnie. Słońce mu odpuściło. Stary nie narzeka, że umiera, że boli. No sukces. Wakacyjny sukces i sukces mojego zdrowia psychicznego, bo słuchanie o umieraniu przez następne tygodnie nie należy do przyjemności, zupełnie jak męskie trzydzieści siedem stopni „gorączki” i katar.

 

Dalej już tylko cztery dni prania, dwa dni chowania po szafkach. Grzesiek rozpędzony na karuzeli życia i domowych obowiązków poszedł kosić trawę, dzień go nie było cały. Wrócił. Ale jak wrócił to jakby go miotaczem ognia kto potraktował, benzyną podlał i podpalił. Nie dodałam, a warto, że mąż to się opala na wieprza, w sensie pigmentacja ma u niego wolne całe życie. Tydzień na Bałkanach się ukrywał, tydzień kremem z filtrem faktor pięćdziesiąt szpachlował jak głupi, a sfajczył na łódzkiej osiedlówce. Klasyk, ale nie o tym właściwie chciałam.

 

Ubieram dziecko do przedszkola po urlopie, naciągam skarpety, wpycham buty, czaszkę w kucyk ściągam, jadę. Buzi, buzi moja droga, tam są drzwi, ale co to – dziecko moje niewpuszczone. Krata przed noskiem ciach, sru. – Pani, Pani Grzesiak, to się nie odhaczyła pierwszego dnia sierpnia (czyli mniej więcej wtedy, kiedy walczyłam z ogniem piekielnym w czarnogórskim Sprinterze), pani nie wchodzi. Zapraszamy we wrześniu, nie ma miejsca, cześć, nara, arrivederci, Tschüss!, elo. Więc stoję ja w garsonach, dziecko z kucykiem naciągniętym, ale tak, jak to kucyki rano, te które mają wytrzymać cały dzień – mocno, oczy dziecka rozciągnięte dookoła głowy, zdejmiesz gumkę – odpadną uszy, ten schemat mniej więcej,  prawda. I myślę, co ja właściwie teraz nią zrobię przez miesiąc cały? Gdzie ją oddam? Komu sprzedam? Jak zorganizuję miesiąc w 24 godziny?! Ale zanim przejdę do sensownego, dorosłego myślenia i planowania kryzysowego zaczynam to, co się robi w takich sytuacjach w pierwszej kolejności i co daje jakby +200 do powodzenia każdej kolejnej akcji potem, i coś, bez czego przykładna matka, żona i gospodyni domowa nie zacznie żadnej akcji szturmowej, czyli…

 

zaczynam płakać.

Wiadomo.

 

Epizod 3: Kot postanawia umrzeć po raz pierwszy

 

To jest mój ulubiony wątek fabularny miesiąca. Zawożę kaszlącego kota do weta, jest niedziela, bo normalnie koty nie chorują w tygodniu, kiedy jeszcze względnie tanio, nie. Chorują w weekendy, święta, dni wolne od pracy, lubują przychodnie, nazwijmy je „awaryjne”, gdzie co prawda przyjmą ciebie i kota, ale najpierw znajdź lombard i zastaw wideo. Dokładnie tak samo jak moje dzieci, które kostkę do kibla postanawiają polizać w majówkę. Znam klimat, przerabiałam. Do rzeczy – kot umiera, zostaje w szpitalu, nie wiem o co chodzi, jest źle. Lecznica na lewo od centrum miasta, ja mam pracę na południu, mieszkam na północy, a dziecko nie ma gdzie się podziać. Logistycznie zaczynam siwieć jeszcze przed końcem niedzieli, że jak ja to ogarnę, mając na uwadze miłość do dziecka, miłość do kota, i miłość do pracy. Przede wszystkim miłość do pracy, którą kocham BO JEST, jeszcze.

 

Epizod 4: Dom tymczasowy

 

Po odstawieniu kota przywożą mi psa z fundacji, którego ktoś postanowił się pozbyć na ruchliwej drodze pod Sochaczewem. Miałam kilka dni wcześniej misję, przyśniło mi się dobro, że ja cała na biało ratuję go i idę kiedyś do nieba. Nie przewidziałam, że zwiozą go dokładnie wtedy, kiedy kot postanowi umrzeć po raz pierwszy i wyrzucą nas z przedszkola. Słowo się rzekło, biorę psa, wygląda na dobrego psa. Jest cudowny. W pierwszej dobie zjada mi klapki birkenstocki, w drugiej drewniane ogrodzenie na spółkę z moim psem własnym, prywatnym. – Trudno- myślę sobie. Nadal go lubię bo jest miły i nie generuje takich kosztów jak kot.

 

Epizod 5: Kot zmartwychwstał

 

Zabieram kota do domu po tygodniowej kuracji. Miał wszystko co mógł mieć kot chyba, a już na pewno ilość badań przekroczyła średnią badań całej rodziny w statystycznym roku kalendarzowym. Wygląda jak G.I Jane – wygolony, skóra i kości, dra-mat. Kolejne dwa dni nakasztaniam w niego igłami, blenduję karmę, karmię strzykawką, żeby go nie zdmuchnęły przeciągi. Walczę. W tym samym czasie pies tymczasowy wykopuje kanał La Manche pod trzepakiem i zjada sandałki Krysi. Pies mój własny ucieka SKACZĄC PRZEZ SIATKĘ na gigant. Wraca, bo zgłodniał.

 

Epizod 6: Kot umiera po raz drugi

 

No tu zaczyna się śmiesznie, ale dopiero po dwóch tygodniach od akcji jest faktycznie zabawnie, bo jak weszłam wtedy do domu i zobaczyłam nieprzytomnego Mariana z oczami wywalonymi na lewo i językiem wywleczonym to miałam migotanie komór. Oczywiście jak to u nas – Stary w pracy 350 kilometrów od domu, ze mną, przy boku Krysia.  Kota, a właściwie co z niego zostało zwlekam, do kontenerka, rzutem na taśmę. Rzutem – dosłownie. Krychę pod pachę, kota pod pachę, na boso do auta i rura. W drodze do lekarza pysk kota w dłoni, dmucham mu w paszczę, okna otwarte, krzyczę do ludzi, żeby jechali szybciej. Sama driftuje po chodnikach, trawnikach i zakazach. Nogi jak galarety, nie mogę wyczuć sprzęgła, Krysia z tyłu przy otwartym oknie walczy z wiatrem, wygląda jak pies z kreskówki. Podjeżdżam pod szpital, krzyczę do dziecka – Zostań! Nikomu nie otwieraj! Nie bierz cukierka! Za chwilę jestem! Sama ten kontener na klatę, na boso przez Wojska Polskiego przez ulicę, kota recepcjoniście do gardła z hasłem – Ratuj go Pan! No rewelacja. Kot już witał się z gąską, ale wrócił. Fakt, że nie było przy mnie męża przypomina wątek przewodni miesiąca – rozwód.

 

Śledź ucieka po raz drugi.

 

Epizod 7: Kaszel

 

Dziecko zaczyna kaszleć w nocy. Domniemam, że to po moim drifcie z kotem. Czujnie na każde kaszlnięcie budzę się jak surykatka szara i nie dlatego, że zmartwienie mnie wielkie budzi, nie. Nie takie kaszle słyszałam. Ja z każdym jej charchnięciem zastanawiam się co zrobię, jak się rozłoży i ile mi jeszcze mocy zostało, żeby przetrwać miesiąc. Zaczynam poważnie rozważać problem zwolnienia z pracy.

 

Epizod 8: Kot żyje

 

Jest coraz lepiej. Po dwóch tygodniach walki z materią rachunek wsadził mi patyk w oko, dopchnął i zamieszał. 4000 złotych. Zabluźniłabym, ale od września staram się zmienić. Mąż sam zaczyna już myśleć o rozwodzie. Ja wchodzę w tryb rozmyślań, czy w obecnej sytuacji wypuszczanie kota na spacery jak zawsze, jeszcze mi się opłaca. W przypadku gdyby go ktoś teraz rozmaślił samochodem, musiałabym tego kierowcę zabić, a wtedy to już tylko więzienie. Nie opłaca się. Kot zostaje w domu. Bardzo mi przykro Marian. Uroczysty powrót kuwety na salony.

 

Epizod 9: Wylot do Toskanii

 

Cudownie! Niespodzianka! Miesiąc się kończy, niechże i zła passa się skończy. Stary chyba zapomniał ile zapłaciliśmy za kota, albo uregulował należność za bilety wcześniej i szkoda mu było oddać. Przecież nie lubimy się w sierpniu i wiemy o tym i ja i on.

 

Jesteśmy właśnie na zboczach Toskanii, zagryzamy oliwkami trudy miesiąca. Wino też jest, ale po takim okresie, jaki po nas przejechał, należy się. Cztery dni bez dzieci, z hipermarketem pod nosem, w którym ceny rozpieszczają nasze podniebienia, dał spokój i zero kłótni. Oprócz ostatniej nocy, w której od miłej randki przeszliśmy do final round, jak w Mortal Combat. Kradnąc z drzewa limonki (true story), pakując je do kieszeni swetra, wymienialiśmy się poglądami na swój temat. Dodam jedynie, że pomagał nadmiar sfermentowanych winogron. Zabawne spostrzeżenia epizodu 9:

 

Po 1. Po co nam kradzione limonki, Chryste Panie.

Po 2. Osłona nocy była, ale dobrze monitorowana przez kamery hotelu, które najprawdopodobniej zorientowały się, że w tym stanie emocjonalnym należy nam limonki wybaczyć i temat przemilczeć.

Po 3. Po co nam limonki, serio?!

Po 4. Nie pamiętałam rano ani jednego zdania zarzutu dla męża, ale głupio było się przyznać. Tym samym ciągnęłam focha na samo lotnisko. Mąż też przepraszał wyciągając zamaszyście limonki ze swetra na hotelowy stolik, pamiętając z kłótni dokładnie tyle samo ile ja. Limonki, rozwód, rozwód, limonki. Tak czy inaczej przeprosił, bo wie doskonale, że z dwojga złego zawsze lepiej w tę stronę. Do domu wróciliśmy z dwoma kilogramami zielonych cytryn.

 

Epizod 10: Najważniejszy

 

Jak się już zatrzymałam na koniec miesiąca i dotarł do mnie przebłysk mądrości zrozumiałam, że najważniejsze w tym wszystkim jest zdrowie. Że mamy siebie z dwiema łapami, nogami, że walczymy z absolutną przyziemnością i tak naprawdę mamy wszystko. A zima przecież minie. Kiedyś na pewno. Nie rozumiałam za młodu hasła „zdrówka”. Zdrówko to był oklepany, urodzinowy frazes, taki sam jak „żyj sto lat” i „dużo pieniędzy”. Ale im dalej się człowiek zagłębia w życiowe kwestie i boryka z prawdziwą twarzą dorosłości, tym bardziej dochodzi do niego, że bez zdrowia to sobie można pomarzyć.

 I przełknę tego kota, przełknę przedszkole, które mi przed nosem zamknięto, przełknę zeżarte klapki i rozpadające się auto. Dopóki wszyscy będą żyć i to w absolutnym zdrowiu – przebrnę przez każde bagno. Serio.

Więc dzisiaj ja do was z misją. W pierwszej kolejności cycki i podwozie, kobiety. Koniecznie. Do zeszłego czwartku nie byłam na przeglądzie odkąd urodziłam Jurka, co dawałoby równy i piękny wynik blisko trzech lat. Przez trzy lata mogło się zrobić wszystko, albo nic, ale niepewność i wyrzuty sumienia zaczęły mnie pomału dobijać. I chodź czasu nie mam na siku i często nie wiem jak się nazywam to zachęcam was i wręcz wyrzucam na siłę, wypędzam – idźcie się zbadać dziewczyny i przeorganizujcie kalendarz. Sprawdźcie czy wszystko gra i śpijcie spokojnie.

Jestem już po badaniach. U mnie wszystko zdrowe. Ale cisza niepewności podczas wizyty jest przytłaczająca. Cisza moralnego kaca, który wisi nad głową i przypomina „trochę późno, koleżanko” jeszcze gorsza.

Co do samego sierpnia – co nas nie zabije to nas wzmocni. Dał mi w kość skubany ósmy, ale też dużo uświadomił. Zamiast po raz kolejny załamywać ręce nad przewrotami losu – cieszmy się z tego co jest. A póki jest zdrowie, jest więcej niż się nam wydaje.

 

 

 

________________________________________________________________________________________________________________

Mieszkanki województwa łódzkiego (i wszystkie inne kobiety w innych województwach) zachęcam do skorzystania z bezpłatnych świadczeń w ramach populacyjnego programu profilaktycznego w kierunku wczesnego wykrywania nowotworu szyjki realizowanych w latach 2017-2018 ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2014-2020.

W Programie mogą wziąć udział kobiety w wieku od 25 do 69 lat.

Program oferuje badania cytologiczne, opieka nad osobą zależną podczas wykonywania badania, zwrot kosztów dojazdu na badanie.

 

Badacie się tutaj:

Przychodnia Specjalistyczna ul. Jana Pawła II 68, 95 – 200 Pabianice
Poradnia Ginekologiczno – Położnicza
(gabinet 126 D)

tel. 42 22 53 868

Poradnia Ginekologiczno-Położnicza w Przychodni Nr 3 przy ul. Nawrockiego 24a

tel: 42 213 54 54

Biuro Projektu
Renata Andziak
Pabianickie Centrum Medyczne Sp. z o.o.
ul. Jana Pawła II 68, 95 – 200 Pabianice

tel. 42 22 53 540,

662 098 343

 

Oraz w ramach populacyjnego programu profilaktycznego w kierunku wczesnego wykrywania nowotworu piersi dla pań w wieku od 50 do 69 lat tutaj:

 

NZOZ Medycyna Rodzinna I.Papierz,

B. Szadkowska-Opasiak  

ul. Karpia 65/67,    93-155  Łódź-Górna

(42) 642 71 81

NZOZ GRAMED; Ul .Dąbska 2, 99-150 Grabów

632-734-138

Powiatowe Centrum Zdrowia w Brzezinach  

ul. Bohaterów Warszawy 2,    91-060 Brzeziny

(46) 8743151

Samodzielny Publiczny Gminny Ośrodek Zdrowia w Sulmierzycach

ul. Słoneczna 6, 

98-338 Sulmierzyce

(44) 684-60-36

Powiatowe Centrum Zdrowia w Brzezinach

ul. Bohaterów Warszawy 2,    91-060 Brzeziny

(46) 8743151

MEDAR ŁĘCZYCA 

Jana Kilińskiego 4, 99-100 Łęczyca

(24) 721-28-80

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej lek.med Danuta Pietrucha,

lek. med. Barbara Błaszczyk  

ul. Wschodnia 41, 90-272 Łódź

(42) 634-85-51

NZOZ „PROMED”
ul. Miła 5, 97-500 Radomsko

(44) 682-17-71

NZOZ PROMED  

ul. Ogniskowa 18 , 93-329 Łódź

(42) 645 91 55

Gminny Ośrodek Zdrowia          

ul. Góra Świętej Małgorzaty 42,

99-122 Góra Świętej Malgorzaty

(24) 722-00-28

NZOZ RODZINA 

ul. Kilińskiego 4/31, 99-100 Łęczyca

(24) 721-62-94

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej ” SALMED”     

Stara Sobótka 18,   99-150 Grabów

(63) 263-44-12

NZOZ Lekarzy Rodzinnych

ul. Sobieskiego 9, 95-047 Jeżów

606-977-000

Medycyna Rodzinna 

ul. Milionowa 21 , 93-105 Łódź

(42) 683-30-62

PORADNIA SPECJALISTYCZNA”TERAZ ZDROWIE 

ul. Pabianicka 86a, 93-548 Łódź

(42) 681-56-53

MegaMed Sp. z o.o.  

ul. Czapliniecka 93/95 ,

97-400 Bełchatów

(44) 635-29-01

RAW-MEDICA S.C.  

ul. Słowackiego 68, 96-200 Rawa Mazowiecka

(46) 814-40-12

BIURO PROJEKTU: Centrum Diagnostyki i Terapii Laserowej Fundacji Politechniki Łódzkiej
ul. Wólczańska 215
93-005 Łódź

(42) 631 36 48

Punkt konsultacyjno – informacyjny:
„Zatoka Sportu”
ul. Politechniki 10
93-590 Łódź

(42) 477 08 70

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook248Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

4 komentarze

  • OLA

    03.09.2018 at 16:01 Odpowiedz

    Mi się wydaje, że w nawet tak zajebiście cieżkich chwilach jak spojrzysz na tego swojego Starego, Krychę, Jurasa, półmartwego Mariana i Śledzia to warto docenić jak dużo masz. I jak to jest cenne w życiu – doceniać limonki i robić z nich lemioniadę.
    Oby wrzesień przyniósł dużo cierpliwości i ZDRÓWKA

  • Marta

    07.09.2018 at 08:44 Odpowiedz

    Padłam. Oplułam się kawą a koleżanki w pracy dziwnie na mnie patrzą jak tak się zanoszę od śmiechu. Ale masz rację. Od paru lat, niezmiennie przy wigilijnym opłatku mówię jedno: aby tylko zdrowie było , bo z całą resztą sobie poradzimy….
    Ty miałaś 8. U nas 7 wyciął nasze serca i już nic jest takie jak zawsze…
    i tylko żeby ci najbliżsi byli do końca. Bo z całą resztą sobie poradzę.

  • Rafał Dworak

    07.09.2018 at 13:14 Odpowiedz

    Jaki jest emotikon na klaskanie znaczy bicie brawo ? Ja nie wiem ale w tej <———- przestrzeni jest ich dużo. Pozdrawiam

  • Azoko

    14.09.2018 at 10:59 Odpowiedz

    Siedzę w Urzędzie Pracy. Ludzie na mbie patrzą, zasłan8am się tęczką z papierami, bo trzesę się i płaczę ze śmiechu! Masz rację, oby zdrowie było to człowiek da radę ze wszystkim! no i trochę snu by się przydało od czasu do czasu.

Post a Comment