Byłoby mi dobrze.

Byłoby mi dobrze.

Zamykam oczy na czerwcowym słońcu, głową delikatnie o skoszoną trawę trę. Pod zamkniętymi powiekami wolne oczy, nie rolują się na lewą stronę. Nikt nie przemyca delikatnie przepisu na bycie. Chociaż na chwilę nikt nie wie lepiej jak żyć. Telefon nie dzwoni już od piętnastu minut. Wolna głowa i delikatne powietrze.

 

 

Myśl. Woła głowa. Teraz kiedy spokój, myśl o czym chcesz.

Ja się głowy słucham, więc.

 

 

Byłoby mi dobrze. Zjeść nadpsutą truskawkę po jej wcześniejszym okrojeniu, wiecie?

Bez przekonywania o nadchodzącym bólu brzucha od kogoś, kto by tego nigdy nie zrobił, nie zjadłby takiej truskawki, bo nie mieści się rzeczona w głowie. Truskawka w sensie. A ja chce usiąść z miską między kolanami, nożykiem tępym jak połowa  świata i jedna po drugiej kapcie obierać i wsadzać sobie w usta. Jestem dorosła i taka moja wola. Tak mi się chce. Można?

 

 

Idealnie byłoby kupić żyrandol za dużo uzbieranych pieniędzy, postawić sobie w salonie na podłodze i cały dzień na niego patrzeć. Patrzeć i się zachwycać, bo mój. Bo najpiękniejszy ze wszystkich żyrandoli jakie kiedykolwiek stały na podłodze. Byłoby dobrze, gdyby wchodząc do tego domu jakiś ktoś, przechodzień,  co myśli że mnie zna od wschodu, zachodu, północy i południa, powiedział: – To jest faktycznie najpiękniejszy żyrandol. Ma dwa ramiona, dwie żarówki,  zgrywa się z Twoim, również najpiękniejszym, leżącym na tarasie od zeszłego roku karniszem. Idealnie to wymyśliłaś i wcale nie uważam za głupie, stawianie żyrandola na środku pokoju tylko po to, żeby się na niego patrzeć. Twoja wola. Skoro tak Ci się chce.

 

 

Byłoby najlepiej. Założyć wysokie obcasy i przemierzyć las wzdłuż i wszerz. Taki z korzeniami, wykopanymi dołami i podmokłym gruntem. Pomalować usta na czerwono, założyć buty najwyższe jakie dała fabryka i gnać. Absurdalnie idealnie byłoby. Odwrócić się w tym opętanym szale dokonywania i na horyzoncie zobaczyć drużynę ludzi pukających się w głowę, że mnie do reszty pojebało. I ten środkowy palec, który im wystawiam jak tak biegnę też widzę. Fak – ju wszyscy, włosy rozwiane. Jestem szczęśliwa. Pozwólcie.

 

 

Byłoby zajebiście nie słuchać, że „nic nie musieć” jest lepsze od „robienia czegoś”

 

usłyszeć, piękna ta kawalerka, a nie – gdzie jest drugi pokój

 

wsiąść do pociągu, usiąść tyłem do kierunku jazdy i nie przekonywać reszty, że tak tez jest dobrze

 

zimą wejść pod górę, kiedy wszyscy na dół

 

otworzyć paczkę cukierków nie tam, gdzie ‘tu otwierać’ i nie usłyszeć, że znowu nie tak

 

karmić dziecko piersią do emerytury i nie zostać ukrzyżowanym za „no to już jest chore”

 

nie karmić piersią wcale i nie zginąć od „ jesteś egoistką”

 

mieć marzenia i nie bać się ich spełnienia

 

jak dobrze było by

 

wypuścić do życia wszystkie kłębiące się myśli

 

nauczyć ludzi empatii

 

pokazać, że „chwalić” też ma moc

 

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Każde dokonanie i porażka. Gdzieś się zaczyna. Pogrążyć się albo wzbić, chce mi się.

Mogę?

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook295Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

3 komentarze

  • Ania M.

    08.06.2016 at 18:34 Odpowiedz

    Tak.
    Trudno trochę, wiem o tym coś.
    Na moje pomyły mąż mówi: myślisz tylko, jak wydać pieniądze 🙂
    Ale niektóre i tak realizuję – na przykład stałam się wydawcą.
    Chciałabym mieć jeszcze więcej odwagi.

    • Ania M.

      08.06.2016 at 18:35 Odpowiedz

      Pomysły – nie pomyły. Pomyły freudowskie?
      :)))

  • Beata

    13.06.2016 at 16:47 Odpowiedz

    Matko Rysiowa! A co Ty tak dzisiaj z grubej smętnej rury do nas piszesz. Nie brzmisz jak z trawy, jak umazana czerwcowymi truskawkami, oj nie. A przecie te granice umysłu o których mówisz, i te ramy zaszufladkowania to sobie tworzymy takie, na jakie innym pozwolimy. Swoje rób. Swoje! I jedz te truskawki, i nie marudź.

Post a Comment