Być mężczyzną. Jeden dzień.

Być mężczyzną. Jeden dzień.

Obudzona niezmiennie przed pierwszym kogutem  przez pocieszne kopanie Kryśki w moje lędźwie, spojrzałam za okno i pomyślałam:  „Ach, słońce. W sam raz na radosne rzeczy, które normalni ludzie robią w takich warunkach. Rower, marszobiegi, mega spacer z córką gdzie nogi poniosą.”

Wróć. Wcale tak nie pomyślałam.

Zastanawiałam się czy najpierw pozmywać górę śmieciową z wczoraj czy może złapać za szczotę i pozamiatać dywan utkany z  kisielowej sierści. Takie to już moje losy pełne wrażeń, wiadomo. Kiedy już z obfitej w różnorodność listy potencjalnych zadań na dziś wybrałam jechanie po rejonach, szukając szczoty znalazłam jedynie kij od niej. Niemożliwe, zawsze kij miał przykręconą  „głowę szczotową” a teraz ściskam jedynie badyl. Urodziło się pytanie gdzie jest reszta?! Umiejętność logicznego myślenia i lata doświadczeń doprowadziły mnie do raczej pewnej tezy, że szczota, narzędzie pracy rąk mych niestrudzonych,  została uprowadzona przez Pana Ojca do czynności porządkowych w naszym pięknym samochodzie marki Opel, jak mniemam. Niech sobie bierze, przecież gospodarstwo wspólne, dziecko wspólne to co mu będę, ale dlaczego to nigdy nie wraca?

Potoczyłam pianę na ustach, delikatną taką, rzec by się chciało „piankę”,  co by sobie od samego rana ciśnienia nie podnosić, przecież matki mogą robić jeszcze wiele interesujących rzeczy. Nie ma szczoty, znajdę sobie inne, fascynujące zajęcie. I tak napaliłam się na pranie, w praniu jestem dobra. Potrafię puścić trzy wsady dziennie, rozwiesić a później się dziwić, dlaczego dopłata za prąd prawdopodobnie wyżywiłaby jakieś małe miasteczko. Nieważne. Wracam do łazienki, rozglądam się raz w prawo raz w lewo, szukam miski. Miska wielka, zielona, moja ulubiona, zawsze pranie zanosi na strych a później je zabiera. Tym razem miska skapitulowała, uciekła, stwierdziła, że więcej już nie chce, nie wiem. W każdym razie zaginęła. Co autor miał na myśli zabierając miskę gdzieś i dlaczego już jej nie odniósł?  W związku z tym, że psy nie robią prania a dziecko za małe nawet na kupę na nocniku, podejrzany był jeden. Pan Tata się przyznał, pranie na strych zabrał, ale miski już nie odniósł. Zapomniał.  Nie chce być złośliwa, ale coś się wam panowie często zapomina. Jak niedawno chciałam w wucecie wylać Domestosem na ten przykład, a podniosłam z impetem puste opakowanie…

Przy porannej kawusi, z badylem od szczotki i zaginioną miską zebrało mi się na myśl, co by to było gdybyśmy się zamienili rolami i mogłabym na jeden dzień ponosić spodnie, czytaj – byłabym mężczyzną.

Prosta sprawa i myślę, że nikogo nie zaskoczę, po pierwsze pobawiłabym się ptaszkiem. No niech mi któraś nie powie, że nie chciałaby podotykać z drugiej strony. Bo wiecie, ptaszkiem to ja się mogę bawić świetnie i po mistrzowsku, ale inną sprawą jest ten ptaszek w mojej własnej ręce!  No… pobawiłabym się.  I może bym nawet nago będąc spróbowała zakręcić. Nie wiem.

Następnie sprawdziłabym wspomnianego jastrzębia odporność na ból. Konkretnie nabiału przy jastrzębiu. Od przedszkola słyszę „tylko nie w jaja!”. God damn it – dlaczego nie?! Przecież jak dziewczynka spadnie w te same rejony, dajmy na to na rowerową ramę, to nie wije się w pocie czoła, nie maca pitki badając, czy wszystko zostało na miejscu i co najważniejsze,  nie opowiada o tym dożywotnio jak to kiedyś dostała „w Kaśkę”. Myślę, że syty głodnego nie zrozumie, pewnie dlatego próbowałabym doświadczyć i nareszcie pojąć czy skala takiego kopa  oscyluje w okolicach bólu mojego porodu, bo jak nie –  nie bądźcie cipki panowie.

Będąc mężczyzną sprawdziłabym różnicę między rozmową z żoną z ręką w gaciach, taką szukającą szczęścia, wiecie, i z ręką nazwijmy to „nie w gaciach”. Zastanawia mnie czy drapanie się w kroku daje mężczyznom  jakieś nadprogramowe moce, poszerza pole elokwencji i wzbogaca słownictwo. Jeżeli tak to pardon – więcej się nie czepię a zrozumiem, że diabeł tkwi w szczegółach.

W kwestii badawczej, celowo, zostawiłabym  puste opakowanie po Domestosie w szafce albo tekturę po papierze toaletowym nad kiblem.  Wydaje mi się, że takie zagrania „na krawędzi” zwiększają wam, panom, poziom adrenaliny. Co zrobi żona jak się dowie? Czy mam jeszcze jakieś opcje przeprosin zanim ciśnie kurwami? Znam ją, przed groźbą  „już nie zrobię nic w tym domu!” mam jeszcze czas na kilka tekstów w deseń: „ostrzegam Cię Andrzej, ja jestem miła, ale do czasu!”. Chciałabym to sprawdzić na sobie, ile radości można czerpać z jednego pustego Domestosa?

Nie omieszkałabym wysikać się na stojąco. Matko kochana chyba bym obeszła całe miasto próbując różnych motywów  – za przystankiem, hardcorowo, niech wszyscy słyszą, że sikam i widzą, że mogę na stojąco,  za drzewem, za „chynchami” jakimiś, nawet najmniejszej wielkości, jak najciszej, jak najgłośniej, w polu, w śniegu i na piasku, zimą, latem, w krótkich spodniach i w długich, lałabym paaaanie, aż miło. Tutaj natura rozdała nierówno.

Prawdopodobnie zastawiłabym nocną pułapkę z podniesioną deską. Wydaje mi się nawet, że patrzyłabym z ukrycia jak się taka kobieta irytuje, kiedy zaspana wyciąga dupsko z muszli. Ile w tym musi być radości, o losie. Musi, skoro wiecznie to robicie i pomimo upływu tylu lat (podobno już Minos z Krety miał toaletę ze spuszczaną wodą, dawno temu jak można przypuszczać) sytuacja się nie zmienia.

Reprezentując męski punkt widzenia zapewne rozkręciłabym szczotkę do zamiatania i jej część zabrała do samochodu, wyniosła miskę na strych i jej nie odniosła, wycisnęłabym tubkę pasty do ostatniej kropli i zostawiła w łazience. Prawdopodobnie byłoby to jedynie słuszne i wyjątkowo normalne zachowanie, gdybym była facetem.  Prawdopodobnie. Nigdy się nie dowiem. Czego bym nie zrobiła natomiast,  to pójście „na dziewczyny”.  Jest o wiele więcej ciekawych i bardziej przyziemnych czynności, których mogłabym doświadczyć, niż włosy na żel i kąpiel w „Oldspajsie” w każdy piątkowy wieczór.

Tymczasem wracam na Ziemię, sprawdzam czy nadal je mam, są! Cycuszki <3 Jedna z tych rzeczy, z posiadania której  radości nam nigdy nie odbierzecie. Pozdrawiam i dobrej nocy.

P.S. Jak małżonek przez sen krzyczy „Krystian, Krystian!” to trzeba się zacząć martwić?

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

12 komentarzy

  • ~Andrzej

    24.04.2014 at 23:22 Odpowiedz

    Hehehe, właśnie przeczytałem Twój (z szacunkiem, ma się rozumieć) tekst „Być męż….” i najlepsze, że w słuchawkach akurat miałem tekst niezrównanej (zapomnianej) Fiolki, a w refrenie – „Takiego kocham jaki jest”. Padłem z tej kombinacji :o)
    A jeśli o temat chodzi, to pewnie jeszcze miejsca byś ustąpiła w MPK – bo tak wypada :o) , a jak nie, to zaraz „pieruny” ciskane z ocząt niegdyś Bieruta widzących. Albo wtargałabyś wersalkę na 10 piętro, bo akurat taki mus :o)
    Cieszę się, że znalazłem (przypadek) Twojego bloga, bo bardzo swoim stylem przypominasz mi nieocenioną Chmielewską i zawsze, ale to zawsze poprawiasz mi humor – WIELKIE DZIĘKI i powodzenia w Lublinie :o)

    • ~Wiwi

      01.05.2014 at 02:18 Odpowiedz

      No właśnie! Uwielbiam tego bloga i styl, i wiedziałam, że coś mi dzwoni tylko nie wiem w którym kościele! Chmielewska! Uwielbiam ją (świeć Panie…) i faktycznie i ś.p pani Joanna i Ryśkowa mama mają podobny styl 🙂

  • ~Andrzej

    24.04.2014 at 23:23 Odpowiedz

    Nareszcie – BYŁEM PIERWSZYYYYYYYYYYY ;o)

    • ~Pat

      25.04.2014 at 20:33 Odpowiedz

      Panie Andrzej, napisz Pan lepiej co byś zrobił, gdybyś obudził się z pitką między nogami. No przecież mężczyźni też muszą się zastanawiać jakby to było…
      P. S. Kopa w nabiał również bym sprawdziła, bo nie do końca w to wierzę. Co więcej, wydaje mi się, że łapanie za jajka i lament to raczej taki odruch warunkowy…

      • ~Andrzej

        26.04.2014 at 01:10 Odpowiedz

        Ad. 1 – kupił(a)bym sobie jakiś wibrator/dildo – tak, wiecie – z ciekawości :o) , ponieważ nie wiem, czy dałbym rade z facetem (hetero rulez).
        Ad. 2 – kopa w klejnoty naprawdę nie polecam, ponieważ ma się (po kopie) wrażenie, że dostało się porządny cios w brzuch w połączeniu ze skurczem przepony i jednoczesnym wciśnięciem „kulek” w nasieniowody :o( (dlatego pomaga w jakimś stopniu skakanie na piętach) słowem – NIE POLECAM.

        Aha – ja nie mam w zwyczaju drapać się po nabiale :o)

        Pozdro

  • ~Ya

    24.04.2014 at 23:25 Odpowiedz

    Wiesz, zaraz sie martwic.
    Moze Krystian mu zakosil szczotowa glowe od badyla albo miske popsul i GG teraz sra w gacie, bo powiedzial, ze na strychu 🙂
    Sprawdz majtki malza 🙂

    Swoja droga nie rozumiem trzymania lapy w majtach! Albo gorzej wachania palcow po.. Slyszalam o typach.. Ale ptaszkiem bym sie pobawila nawet sprobowalabym tak jak bym dwoch zeber nie miala 🙂
    Hah

  • ~sawisia7

    24.04.2014 at 23:40 Odpowiedz

    Na bank sprawdziłabym kopa w jaja! oj tak, tyle płaczu a pewnie o nic 🙂

    • SOHO

      24.04.2014 at 23:41 Odpowiedz

      hy hy hy

  • ~Siula

    25.04.2014 at 13:01 Odpowiedz

    Ja oprócz tego, o czym wspomniałaś na pewno wrzuciłabym górę smierdzących ciuchów (po treningu) do pralki a potem wierząc w to, że pranie samo sie nastawi, powiesi – znajdę je poskładane w szafie. Poza tym zostawiłabym spodnie na środku pokoju (bo nie opłaca sie ich wrzucić do szafy lub chociażby położyć na krześle, bo rano i tak je ubiore) i zdziwiłabym się, gdyby moja Połówka wyrżnęła na nich orła! Ponad to kolejny raz zastanowiłabym się jak pusta butelka po wodzie sama znajduje drogę do kosza. Z chęcią bym wstała 10 minut przed wyjściem do pracy 🙂 i na pewno założyłabym krótkie spodenki i klapki nie martwiąc się o depilację i pedicure 🙂

    • ~Wiwi

      01.05.2014 at 02:20 Odpowiedz

      Z ostatnim zgadzam się całym sercem 🙂

  • ~martinezz

    25.04.2014 at 21:30 Odpowiedz

    Witam. Tego bloga podsunęła mi żona. To nie tak, że my faceci robimy wszystkie te rzeczy (rolka po papierze w toalecie, zabrana miska po praniu itp.) specjalnie, na złość Wam. Nie my po prostu nie zwracamy na takie pierdoły uwagi. A co do tego, co bym zrobił jakbym się obudził z pipką w kroczu to bym…………………………………. się pobawił :). Pobawił na różne sposoby. A jak jest z Wami. Jak coś opowiadacie to zamiast przejść do konkretów to Wy zaczynacie opowieść od „zarania dziejów”, od epoki kamienia łupanego. My faceci nie jesteśmy tak bardzo skomplikowani. Trzeba tylko umieć z nami współpracować. Pozdrowienia dla autorki bloga.:)

  • ~Lena

    27.04.2014 at 22:48 Odpowiedz

    jeju jeju jak ja uwielbiam ten humor <3

Post a Comment