#Bawełniana

#Bawełniana

Dzisiaj zabieram się do pisania chociaż strasznie długo mnie nie było. Po pierwsze odczuwam dziwne mrowienie w okolicach jelit, co odbieram w kategoriach tęsknoty za publikowaniem, a po drugie to właśnie dzisiaj przypada druga rocznica ślubu z człowiekiem, któremu się wydaje, że Katherine Heigl to Marta Żmuda Trzebiatowska, a który to przekonuje się, że to jednak nie ona, kiedy Trzebiatowska zaczyna mówić zbyt płynnym amerykańskim. W sensie – okazja jest. Mogłabym romantycznie, znowu. O miłości, obietnicach i żądzach, o strzaskanym nadkolu sąsiada przez nową Hondę CRV rocznik 1999 (nowa, hehe), a które to nadkole wziął na siebie małżonek wiedząc jak ciężko będzie przekonać sąsiada, że kobiety wcale nie są motoryzacyjnymi  debilami. Mogłabym o wszystkich małych gestach i tych dużych w sumie też, które od kilku lat udowadniają, że mu na mnie zależy, ale to wszystko już było. Nuda panie. Więc po co. Dla odmiany opowiem wam jak wyszliśmy świętować drugą rocznicę ślubu jakiś czas temu i jak właściwie świętują dorośli.

 

 

Zaczynając od absolutnego początku – świętowanie rocznic nie jest już tak porywające jak przed progeniturą, ponieważ większość wybieranych rozrywek łączy się prędzej czy później z powrotem do rzeczywistości, a co za tym idzie  a) z wizją ogarniania dziecka na kacu, b) uczuciem umierania za życia, które jest wyjątkowo nieprzyjemne, c) półgodzinnym snem przed ostatecznym wybudzeniem Krakena, lub nawet u bardziej odważnych dorosłych, którzy postawili na więcej niż jedno dziecko – d) wybudzenie KrakenÓW.  A jak się budzi całe stado monstrualnych kałamarnic chwilę po tym kiedy zdążyłeś zasnąć po kaskadach Jägermeistra to wiadomo, że przejebane. Na samą myśl o gehennie odpuszczasz sobie późne powroty zanim po trzecim piwie podejmowane w życiu decyzje staną się nieprzemyślane, wyjątkowo odważne i niemające prawa bytu w świecie dorosłych ludzi, np.: „Chodźmy poszukać monopolowego o 4:27 rano, bo chętnie jeszcze rozpracowalibyśmy czteropaczek”. Mama mówi, że szybko sflaczałam w sumie i że w moim wieku tańczyła jeszcze na stole, jarała fajki w dziesięciometrowym pomieszczeniu zwanym „ślepa kuchnia” i zabierała mnie na każdą domówkę, gdzie alkoholem spod lady to sobie można było przemywać otwarte rany z Wietnamu. Wtedy ja jej odpowiadam , że – No, wow. Podziw i szacun, ale ja chyba jestem bardziej odpowiedzialna i nie o kontekst dzieci mi chodzi oczywiście, a o własne samopoczucie dzień po i chęć wydłubania sobie gałek ocznych łyżką po każdym epizodzie mieszania wódki z piwem.

 

 

Wychodzenie gdziekolwiek w świecie dorosłych z tzw. „Rozmnożeniem dokonanym”, czyt. z dziećmi na koncie, zaczyna się dość przewrotnie od poszukiwania rozrywki, którą można wpasować w czas jaki się dostało od przejmujących obowiązki wychowawcze babć, cioć lub odważnych sąsiadów. Stajesz więc o godzinie XY pod kasą biletową w lokalnym kinie „Wiatrak”,  sprawdzasz co grają za dziesięć minut i czy zdążysz się jeszcze wysikać. Późnej siadasz na wyjątkowo wygodnym fotelu, robi się ciemno, ciepło, nikt nie dłubie ci w oczodole. Już dawno nie było tak dobrze, walczysz. Wiadomo. Ale, że nie chcesz udowodnić sobie i innym, że jesteś nudny, stary i zdziadziały, że nie wiesz jak wykorzystać dwie godziny wolnego bez popisowego otworzenia japy na popielnicę, poprawiasz się w fotelu, rozszerzasz powieki palcyma i na twardziela wytrzeszczasz gały gubiąc fabułę po kilkunastu minutach bezsensownej potyczki z wysuszającą się źrenicą. No, nie fajnie?

 

 

Zanim jednak trafisz do kina, miota tobą mikser uczuć skrajnych. Od lęku o stan psychiczny opiekuna twoich dzieci zaraz po 22:00, kiedy te powinny spać, a właśnie poprosiły o szóstą kanapkę z szynką… BEZ SKÓRKI, przez ekscytację, że nie będziesz w restauracji nikogo karmić i że nie trzeba zamawiać frytek dla świętego spokoju… i kredek świecowych…i kolorowanek, na wolności kończąc. Na chwilę przed opuszczeniem mieszkania czujesz się jak przed wyjazdem na zbiórkę kolonijną, jakbyś wychodził z aresztu po dwóch latach picia ciemnej herbaty i żarcia czerstwego chleba z Paprykarzem Szczecińskim. Dostajesz gonga w nos szczęściem i wzruszeniem. Jesteś tak podjaranay idąc na miasto bez sczerniałych bananów w torebce na potem, że już prawie nie trzymasz moczu. I lecąc nad ziemią dwa centymetry z tego zachwytu, już pisząc wiersze o autonomii i swobodzie, zamykając za sobą furtę z ostentacyjnym trzaśnięciem, mąż odwraca się do ciebie i ze łzami w oczach pyta…

 

 

– No… To co właściwie dziś robimy?

 

 

Ach. Więc siedzimy sobie na mieście po wiaderku Mohito, dwóch kawach espresso i Cold Brew za równowartość sztaby złota, które to podobno stawiają na nogi sprawniej niż amfetamina, a nawet nas nie pogilgały zbytnio bo nas gilga TYLKO sen, opowiadamy sobie jakie jedliśmy w życiu najlepsze kanapki (wtf??) i spozieramy na okna hotelu z utęsknieniem, w którym w ramach prezentu wykupiliśmy nocleg. Można by pomyśleć, że będzie się działo, że niejedno widziało to łóżko i prześcieradło nad wyraz mięciutkie. Można by. Ale film na Polsacie z Seagalem z kitką i cisza…absolutna cisza czwartego piętra wygrywają w dorosłość.  Zdejmujemy bambosze, naciągamy jedwabie pod nos i odpływamy w bezkres nieprzerwanego snu z kickiem z półobrotu Stevena w tle… a rano ktoś poda nam śniadanie.

#Bawełniana

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

5 komentarzy

  • Aleksandra

    23.08.2017 at 12:34 Odpowiedz

    Jak ja Cię lubię czytać, zawsze. Twój blog jest na mojej liście pozytywnych dopalaczy na wypadek emocjonalnego tsunami. Dzięki, że piszesz!

  • Tusiowamaminka

    23.08.2017 at 14:57 Odpowiedz

    Bawełnianą mam w listopadzie sama jestem ciekawa co wyjdzie bo o pierwszej rocznicy przypomnieliśmy sobie wieczorem przy kupie :)( w sensie przewijaniu pampera), niezmiennie uwielbiam Ciebie i wielbię Twoje teksty.Pozdrawiam

  • toyka

    02.09.2017 at 18:20 Odpowiedz

    super wpis, szkoda, że ostatnio troszkę rzadziej piszesz, bo uwielbiam Cię czytać 🙂

  • Kinga

    07.09.2017 at 15:34 Odpowiedz

    🙂

  • Otylia

    17.09.2017 at 12:44 Odpowiedz

    no i super, tak powinno być

Post a Comment