Baby boom Michasi: Rodzeństwo.

Baby boom Michasi: Rodzeństwo.

Kiedy usłyszałam ostatnio empatyczne „I tak cię podziwiam”, na wieść o drugiej ciąży, poczułam się jakbym nosiła szóste dziecko mieszkając w 25. metrach kwadratowych, oddzielając kibel od kuchni ręcznikiem frotte na sznurku. A to tylko drugie dziecko, brat, ktoś, kogo mnie jako dziecku strasznie brakowało. Nic w tym dziwnego, że odkąd Krystyna oderwała się od ziemi i zaczęła być bardziej samodzielna decyzja o drugim człowieku zdawała się być kwestią czasu lub jakiegoś porządnego plemnika fightera, jak kto woli.

Wyszłam z założenia, że rodzeństwo dla mojego dziecka to wyraz troski o jej późniejsze życie, zmartwienia o dorosłość i bardzo trudną, bolesną samotność, kiedy mnie i Ojca już nie będzie. Za trzydzieści lat chętnie wtuli się w ramiona męża i dzieci, kiedy warunki dookoła nie będą sprzyjające, ale ile radości da jej telefon do młodszego rodzeństwa ze spontanicznym hasłem „a pamiętasz jak skleiłam ci włosy Hubabubą w drugiej klasie?”. Ja nie mam tej perspektywy. Budowanie więzi, wspomnień, tęsknot to długotrwały proces, zaczynamy mozolny plac budowy. Cegły, zaprawa i fantazja twórcza architekta. Do wszystkiego doszła nieprzerwana potrzeba otoczenia kogoś miłością, której miałam jak w kotle z małą dziurką. Nie byłam w stanie opróżnić zapasów, miałam za szerokie gałęzie jak stare drzewo, a w moim cieniu ewidentnie miało schronić się więcej dzieci.

Bracie tam, maluchu zakręcony pod sercem matki, rośnij ile siła da, masz do odegrania bardzo ważną rolę na tym ziemskim padole. Będziesz komuś wsparciem, węglem do podtrzymywania ognia w kominie  i możliwie najbardziej irytującym młodszym bratem w historii. Ktoś musi sabotować randki i podrzucać do szafy stare gacie po wfie. Takie wasze zadanie. Róbcie co chcecie, ale suma summarum macie się kochać. Przede wszystkim się szanować, troszczyć nawzajem o swoje interesy  i w ogień za sobą wskoczyć. To, że będziecie się kłócić i okładać  czym popadnie wpisuję w rejestr, ale nie wolno wam nigdy zapomnieć, z kogo pochodzicie i że w jednym domu wam chleb krojono. Trzymajcie sztamę dzieciaki, a jeszcze nam za to podziękujecie.

Ale tak właściwie – od czego zależy kształt relacji z rodzeństwem? Dlaczego jedni się sobą chwalą a inni mają się w rzyci? Czy to, jak odbieramy brata, siostrę, jest zasługą naszych rodziców? Czy gdyby mama i tata bardziej się starali i pieścili więzi między dziećmi, niektóre nastawione na „nie” duety miałyby szansę znaczyć dla siebie więcej w dorosłym życiu?

Stawiam pytanie otwarte, bo niestety nie mam doświadczenia, a widzę różne scenariusze wśród znajomych: od czego zależy stopień zażyłości między rodzeństwem i jakie czynniki mają największy wpływ na ich kształtowanie? Jak dużą rolę odgrywają w tym rodzice?

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

20 komentarzy

  • ~aleksandra

    30.10.2015 at 11:42 Odpowiedz

    Totalnie nie mam pojęcia od czego zależy ta zażyłość. U mnie czegoś takiego nigdy nie było, bo miałam dwóch młodszych braci ( jeden o 5 lat młodszy, drugi o 8) . Kompletnie nie umieliśmy się dogadać, wieczne dogryzanie, kłótnie, a poza tym w co się bawić z chłopakami, młodszymi chłopakami? Dopiero po latach, kiedy ja już jestem dorosła mamy super kontakt. ; ) Ale zdaję sobie sprawę, że co rodzeństwo to inny przypadek.

  • ~anetka

    30.10.2015 at 12:17 Odpowiedz

    Ja mam starszego brata o 8 lat 🙂 mieliśmy mega dzieciństwo, możemy na sobie polegać 🙂 jestesmy zwykłą rodziną z „typowego blokowiska” ale szacunek i miłośc to podstawa naszych relacji 🙂

  • ~ola

    30.10.2015 at 12:29 Odpowiedz

    tak tak wspomniała moja imienniczka rodzeństwo docenia się najbardziej gdy już jest sie dorosłym, ma się bardziej swoje zycie. Ja tak samo jestem najstarsza, brat jest młodszy jedynie o 3 lata, ale kiedyś była miedzy nami przepaść przeprzeprzeeeeee ogromna! a teraz? no kurde lubie gościa strasznie i wiem że chociaż by nie wiem co się działo to mam w nim wsparcie. Siostra młodsza jest o 12lat więc w sumie to gówniarka mała ale jak na swoj wiek bardzo wrażliwa i tak samo skłonna do poświeceń. A jaka rola rodzicow w tej naszej miłości? chyba taka że wszyscy byliśmy kochani „po równo” chociaż nam czasami wydawało się że tak nie jest, ale teraz jak tak się klapnie na dupe to się wie że po równo bo inaczej się nie da!

  • ~Ania

    30.10.2015 at 13:04 Odpowiedz

    Odkąd sięgam pamięcią rodzice mówili, że możemy się kłócić i zrec, ale mamy się kochać, bo tylko we dwie sobie zostaniemy jak ich zabraknie. I dokładnie tak było! Kłótnie, plucie na siebie itp (kto ma rodzeństwo ten wie), ale kiedy trzeba było to stalysmy za sobą murem i tak jest do tej pory. Może to przez te słowa rodziców, a może dlatego że zawsze miałyśmy wspólny pokój?

  • ~Kaśka

    30.10.2015 at 13:47 Odpowiedz

    Trudno mi powiedzieć od czego to zależy. Mam dwóch młodszych braci- jeden o 2 i drugi o 3 lata. Z najmłodszym kontakt jest rewelacyjny, znamy swoich znajomych, chodzimy razem na imprezy, wiemy co dokładnie u kogo się dzieje nawet jeśli nie widzimy się przez dwa miesiące. Ze starszym już tak cudownie nie jest, widujemy się sporadycznie, a w wieku nastoletnim lataliśmy za sobą z nożami (to nie jest niestety metafora…).

    Jednak co by się nie działo, jak długo byśmy się we trójkę nie widzieli zawsze mam pewność, że jeśli zadzwonię do któregoś z nich w środku nocy z płaczem, że własnie: życie mi runęło, samochód nie działa, a rzeczywistość mnie chwilowo nienawidzi przyjadą pomogą/przytulą podadzą wino/czekoladę/klucz do opon. Będą się przy tym nabijać z tego kolejne dwa tygodnie, ale najważniejsze, że będą 🙂

  • ~jamonika30-mama Feliksa i Kalinki

    30.10.2015 at 13:52 Odpowiedz

    Mogłabym się trochę pomądrzyć bo mam 5 młodszych sióstr! 😀
    Najstarsza ma 27 a najmłodsza 10 🙂
    Czy wszystkie kocham jednakowo?
    Jestem tu prawie anonimowo więc mogę być szczera……
    Nie, nie wszystkie jednakowo, jednej nawet nie lubię i jako że jesteśmy już obie dorosłe i mamy osobistych mężów i własne domy to utrzymujemy kontakty od wielkiego dzwonu.
    Kiedy byłyśmy małe to ze wszystkimi siostrami w zbliżonym wieku darłyśmy się niesamowicie, o wszystko. Byłyśmy o siebie i wszystko dookoła niesamowicie zazdrosne.
    A teraz ? Te małe siostry są naszymi pupilkami i pomimo że już rosną im cycki to w oczach starszych sióstr na zawsze pozostaną maluszkami i na Wigilię tata przebiera się za Mikołaja a najmłodsze siostry dla naszej przyjemności udają że nadal w niego wierzą 😀
    Dwie moje doroślejsze siostry są natomiast moimi skarbami, najlepszymi przyjaciółkami.
    Żadna ” obca” przyjaciółka (bo i takie mam) nigdy nie zastąpi mi moich dwóch ukochanych sióstr.Nikt nie zna mnie tak jak one.
    One czytają ze mnie jak z otwartych kart, chociaż nie wiem jak bym udawała rozgryzą każdy mój smuteczek.
    Teraz jesteśmy już dorosłe i oprócz wsparcia emocjonalnego , kiedy zachodzi potrzeba moje siostry przyjadą i wytrą mi tyłek po operacji. Są od i do wszystkiego.
    Są pewnym, stałym i dobrym elementem mojego życia.
    Ja osobiście jestem mamą trójeczki. Chłopca 2 latka i dziewczynki 5cio miesięcznej i Aniołka który odszedł od nas 3 lata temu.
    Historia mojego macierzyństwa jest kamienista, bolesna i trudna.
    Kiedy wreszcie udało mi się zostać taką mamą z żywym dzieckiem na ręku to od razu martwiłam się że chyba będzie to moje jedyne dziecko i że niestety nie uda mi się urodzić mu rodzeństwa. Ubolewałam nad tym.
    Bardzo ubolewałam mając ciągle na myśli moje siostry i rolę którą odgrywają w moim życiu.
    Jednak udało się i urodziłam synowi siostrę 🙂
    Uhuhu!! Jest wesoło i póki co , zdarza się że syn okazuje siostrze miłość chcąc przywalić jej mopem albo zabierając smoka ale wierzę że będę się kochać tak na prawdę 🙂
    Czy istotna jest w relacjach rodzeństwa rola rodziców?
    Bardzo!! Jednak nie powinna ona polegać tylko na tłumaczeniu że to twój brat to go musisz kochać.
    Ja jednak nie lubię jednej z moich sióstr, raczej żadna inna siostra jej nie lubi a ona nie lubi nas. Dlaczego? Chociaż jak to się mówi : jesteśmy od jednej matki i ojca i jadłyśmy z jednego gara to chyba nie podoba nam się jej charakter który pociąga za sobą zachowania których nie lubimy itd.
    Jednak w ogólnym rozrachunku : Rodzeństwo?? TAK!

  • ~Aleksandra

    30.10.2015 at 14:00 Odpowiedz

    Od dzieciaka żarłam sie z młodszym bratem o wszystko , jak ja żałowałam ze go mam! Nienawidziłam gnoja , to mi sie zawsze obrywało „no on jest młodszy i słabszy” , „jesteś starsza, bądź mądrzejsza”.
    O tak, rodzice popełniają duży błąd , broniąc i stawiając po stronie jednego z rodzeństwa – najcześciej tego młodszego.
    Któregoś pieknęgo dnia matka wyjechała, na półtora roku, zostawiajac nas samych sobie.
    W tej chwili zabiłabym za brata , a on za mnie. Zaraz po synku jest najważniejszym facetem w moim życiu.
    I to chyba o to chodzi , nic na sile. Zostawić rodzeństwo w spokoju , niech samo sie dogada.

  • ~Sara

    30.10.2015 at 15:54 Odpowiedz

    Rodzeństwo… Teoretycznie posiadam, jakby nas obok siebie postawić – nie ma zmiłuj, nawet ślepy zauważy, że tu są więzy krwi i dominujące geny Tatusia, ale co z tego, skoro nigdy nie staniemy obok siebie i tak naprawdę postrzegam siebie jako jedynaczkę? Okej, różnica wieku, okej, nigdy nie mieszkaliśmy razem, okej, wszystko okej. Ale przecież 10, 15 lat temu staliśmy obok siebie, kontakty były, Rodziciel stawiał na nasz kontakt, a mimo to – nie wyszło. Moim zdaniem wszystko zależy od charakteru rodzeństwa, jak i od wychowania od samego dzieciństwa. Droga Mamo Rysiowa, co prawda ja sama Mamą nie jestem i daleko mi do czasu, kiedy nią będę – pozwolę sobie wyrazić opinię, że jeśli dzieci będą wychowywane w miłości do siebie i będą tego uczone od pieluch – będą ze sobą mocno zżyci. Ewentualnie w okolicach dwudziestego, trzydziestego roku życia schleją się razem niemiłosiernie, pokrzyczą, wpadną sobie w ramiona i odkryją pokłady bratersko-siostrzanej miłości.
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Esme

    30.10.2015 at 16:35 Odpowiedz

    Ja miałam od tego brata ciotecznego…sklejałam mu włosy gumą Donald 😛

    Pozdrawiam z Dziubasowa 🙂

  • ~NajstraszaSiostra

    30.10.2015 at 20:17 Odpowiedz

    Mam trójkę rodzeństwa, a jak widać powyżej jestem najstarsza. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że relacje między rodzeństwem potrafią być tak różne. Ale od wychowania zależy bardzo dużo. Nie wyobrażam sobie konkurować z rodzeństwem np. o to, co może nam przypaść(majątek) gdy rodzice odejdą, a widzę takie typy ‚rodzeństwa’. To czy rodzina czy pieniądze są najważniejsze wynosi się z domu. Różnie bywało między nami, nie obyło się bez okładania czym popadnie, ale tyle jest śmiesznych wspomnień. Jedno słowo dotyczące pewnej sytuacji i śmiechu po pachy aż płakać. Racja, że z wiekiem zaczynamy bardziej doceniać, że mamy rodzeństwo. A ja zdecydowanie się swoim chwalę.
    P.S. Bardzo dobrze, że Krysia będzie mieć brata. I te 2 lata różnicy to bardzo dobra różnica 🙂 wiem z autopsji 🙂 Zdrówka!

  • ~lavinka

    30.10.2015 at 21:43 Odpowiedz

    Robienie sobie drugiego dziecka tylko po to, żeby zabawić jedynaka, to moim zdaniem najgłupszy z możliwych powodów. Albo się chce dziecko, albo nie. Każde „wymyślanie” to tylko teoria. W praktyce często dzieci najczęściej się nienawidzą za młodu i to są uczucia prawdziwe. Jasne, że przeplatają się z pełną miłości czułością, na którą rodzice uwielbiają się patrzeć, ale to, czy rodzeństwo znajdzie wspólny język w życiu dorosłym-to wielka niewiadoma. Zależy od charakterów, temperamentu, rodzice oczywiście też mogą dorzucić swoje trzy grosze np. nadmiernie faworyzując jedno dziecko lub oczekując od dzieci idealnej relacji.

    Mam brata. Jako dzieci raz się lubiliśmy, raz się biliśmy, potem byliśmy niemal nierozłączni… ale gdy założyłam rodzinę, musiałam jej poświęcić więcej czasu. Mój samotny brat odczuł to jako porzucenie i było mu z tym źle. I chyba nadal jest, bo nasze relacje z roku na rok są coraz gorsze. A wydawało się, że to niemożliwe, bo przecież przez większość życia mogliśmy zawsze na siebie liczyć, gadaliśmy godzinami przez telefon i tak dalej.

    Moja mama ma dwóch braci. Rodzili się co dwa lata. Nie utrzymują żadnych kontaktów. Moja babcia była jedynaczką. Była duszą towarzystwa i wcale nie była samotna, o nie. Nie jesteś w stanie zaplanować przyszłości relacji łączących Twoje dzieci, choćbyś pękła.

  • ~kaśka

    30.10.2015 at 23:37 Odpowiedz

    Witaj Ja jestem osobą która ma dwoje rodzeństwa . Starszy brat (15mc) i młodsza siostra (2,5 roku) kocham swoje rodzeństwo ale pamiętam też swoje dzieciństwo. Niestety nie są to miłe wspomnienia . Sama już kupę czasu temu zdiagnozowałam u Siebie syndrom dziecka średniego. Nie jest to przesada zawsze czułam się tą najgorszą . Brat jako jedyny facet był świętością nic nie musiał bo sam fakt , że jest chłopakiem wystarczał . Żadne sprzątanie , wynoszenie śmieci , zmywanie itp nie wchodziły w grę. Ba nawet jego słabe wyniki w szkole były Moją winą . Zapomniałam , że jak się urodził miał tylko 2 punkty w skali Apgar i zawsze często chorował . Moja ukochana Sisi była z kolei tą przylepką . Nawet jak coś przeskrobała to wystarczyło , że się wdrapała na kolana , przytuliła i już było ok . Ode mnie niestety tylko wymagano . Zawsze to była Moja kolej na wszystko sprzątanie , zmywanie , wynoszenie śnieci , wyprowadzanie psa. Niestety ten żal został we mnie do dziś . Nie nie do rodzeństwa do rodziców .Nawet teraz jako osoba dorosła i matka nie potrafię ich zrozumieć. Dlatego świadomie mam jedno dziecko , po części w obawie , że mogła bym tak samo traktować swoje dzieci. Dodam tylko, że brat dzwoni tylko wtedy gdy czegoś potrzebuje( dzieli na 25 km) z Sis mam lepszy kontakt i rozmawiamy ze sobą bez okazji ale dzieli nas 2500 km.Dodam tylko , że moje dziecko od bardzo dawna powtarza ,że nie chce mieć rodzeństwa. Nawet jak była maleńka a ktoś zapytał czy chce braciszka lub siostrzyczkę twardo mówiła , że nie .

    ps. Do dziś jak gdzieś słyszę przypilnuj brata/siostrę pobaw się z bratem/siostrą itp to krew mi się w żyłach gotuje . Nasuwa się tylko jedna myśl toż to wasze dziecko nie jej/jego i to Wy jako rodzice macie się niem zajmować , nie rodzeństwo.

    • Agnieszka

      17.02.2016 at 22:41 Odpowiedz

      Chciałam odpowiedzieć pod konkretnym komentarzem, ale nie udało się. Otóż:
      1. Znam niestety syndrom dziecka środkowego. Starszy 5 lat brat, 2,5 roku młodsza siostra. Złe rzeczy, które rodzice mówią dzieciom: „bierz przykład z brata”, „patrz jak on się uczy, też tak powinnaś”, „powinnaś zachowywać się jak on” i tak w kółko, codziennie, mimo iż nigdy nie uczyłam się gorzej od niego. Oraz: „dawaj dobry przykład siostrze”, „powinnaś być starsza i mądrzejsza”, „to twoja wina, ona jest mała” itd., chociaż moja siostra zawsze nade mną dominowała jako silniejsza fizycznie i psychicznie, miewała głupie pomysły i bywała wredną małpą to i tak mnie się obrywało.
      Mój brat jest trochę zapatrzony w siebie, ja czuję się zawsze najgorsza w tym zestawieniu, a moja siostra jest rozpieszczona.
      Wniosek: Dzieci trzeba traktować równo. Jak chce się (a myślę, że ogólnie się chce), żeby były kumplami to nie można stwarzać wśród nich hierarchii, no bo kto chciałby się kumplować z tą głupią, młodszą siostrą, która nie dorasta nam do pięt? mój brat nie chciał. Albo kto chciałby zabierać na spotkania z koleżankami siostrę, która odwali coś głupiego, a ty poniesiesz konsekwencje, bo nie wystarczająco pilnowałaś? Ja nie chciałam.

      2. Relacje między rodzeństwem powinny być samoregulujące. Z moim bratem nie rozmawialiśmy (normalnie*) dopóki nie wyprowadził się z domu, od tamtej pory mamy bardzo poprawne stosunki, a czasem nawet przyjacielskie, z siostrą też żyjemy w przyjaźni i już nie ma kłótni i pięści, brat z siostrą nadal jak kot z psem (myślę, że to nadal zasługa różnicy wieku), chociaż ostatnio udało nam się w trójkę usiąść i spędzić wieczór razem bez ofiar.
      Ale co najważniejsze, mam poczucie, że mogę na nich oboje liczyć. Nawet jak po fakcie doniosą (a doniosą!) na mnie rodzicom.

      *pyskowanie i głupie zaczepki były zawsze jak tylko się zobaczyliśmy. Nadal są, ale jakoś człowiek reaguje inaczej. 😉

      3. Mamy planszówki dopiero jako dorośli i kurczę, może tego zabrakło 😉

      Genialny blog, uśmiałam się przy niejednym wpisie! I korzystając z okazji chciałam napisać: „wcale nie jesteś taka biedna”, masz wspaniałą, bezcenną rodzinę!

  • ~Iww

    01.11.2015 at 09:47 Odpowiedz

    Uwielbiam Cie czytać. Poryczalam się, jakoś tak…. Chyba zabiorę się za robotę drugiego Eustachego szybciej niż myślałam 😉

  • ~Mama3

    01.11.2015 at 10:53 Odpowiedz

    mam Brata, z którym się biłam, plułam, wyzywałam itd 🙂

    ale to ta osoba do której mogę zawsze zadzwonić i poprosić o wszystko…jak z nikim potrafimy nawrzucać sobie najszczerszą prawdę i nadal mieć dobry kontakt…to ta osoba,którą zawsze będę kochać i wiem,że z jego strony jest tak samo

    i nie mamy łatwo w tych naszych relacjach, ponieważ on nie przepada za moim Mężem a ja za jego Żoną:)

  • ~ka

    03.11.2015 at 12:44 Odpowiedz

    Od czego zależy? Pewnie od nie wtrącania rodziców. U mnie było tak, że w byle co wtrącała się mama. Nadopiekuńcza, wręcz chora z troski. Musiała koniecznie dbać o to żeby jej synkowi czasem nie stała się krzywda, a on? do tej pory wykorzystuje słabości mamusi. Nie mogliśmy się długo dogadać, dopiero gdzieś koło jego 20 urodzin relacje się naprawiły. Teraz on ma prawie już roczną córkę, która od swojego ukochanego tatusia woli ciocię. Tatusiowi się trochę trudno z tym pogodzić i jest nadal zaborczy, ale stanowcze „ne ne ne” córki daje do myślenia. Swoją drogą, nigdy nie pomyślałabym, że można tak bardzo kochać dziecko 🙂 (nie swoje) 🙂

  • ~Kasia

    05.11.2015 at 15:21 Odpowiedz

    A moim zdaniem wszystko od czegoś zależy. I pewnie będzie tu wychowanie, ingerencja rodziców w relacje między rodzeństwem, różnica wieku itp. Ale chyba najbardziej będzie ważył tu charakter każdej osoby. Ja mam brata młodszego o 8 lat. Na początku wielka miłość, mały bobas- żywa lalka. Ale kiedy zabierał czas rodziców i szłam w odstawkę chciałam go wyrzucić przez okno. Młody rozpoczął czas zaawansowanego rozwoju motorycznego więc zaczęły się rękoczyny. Niestety przez ingerencję rodziców nigdy nie mieliśmy szans na zabawowe lanie po pyskach, więc jak już dochodziło do rękoczynów to była to walka na śmierć i życie, potem długie godziny obrazy majestatu i potem przejście nad tym do porządku dziennego. W okresie dojrzewania (mojego) miałam mu za złe wszystko, a przede wszystkim tego że byłam darmową niańką, przez bardzo długi czas. Nasze relacje poprawiły się dopiero jak gówniarz skończył 16 lat. Wcześniej były tylko przebłyski. Teraz wiem że wiele naszych konfliktów wychodziło z różnic w charakterze. Ja jestem otwarta, gadatliwa, lekko nienormalna i chyba czasami nadopiekuńcza. A mój bart od zawsze ruchliwy ale skryty w sobie. Na pytanie jak było ja opowiadam milion szczegółów on: fajnie. I tego nie mogłam zrozumieć ani nasi rodzice. Oni nie rozumieją tego do tej pory, ciągną za język i to co najgorsze porównują do mnie. Ja się nauczyłam go wysłuchać i z nim rozmawiać (lakonicznie jak on). Wiem, że jak będzie miał problem sam przyjdzie, nie można naciskać ani wyciągać na siłę. Ja na niego też mogę liczyć, choć zwykle w słuchawce w pierwszej chwili słyszę zawsze wymowne (niezadowolone) wzdychnięcie. Ale o zachowanie takiej relacji zwykłej muszę raczej zadbać ja. Zadzwonić bez powodu, wyciągnąć na browarka czy na wypad za miasto na weekend. Młody spotkać się lubi ale jakoś rzadziej pomyśli, żeby od tak bez powodu się odezwać.

    Trzeba się dotrzeć, dojrzeć a czasami poczekać aż ktoś dojrzeje do bliższej relacji z nami. Mój bart ma teraz pierwszą „poważną” dziewczynę, która jest bardzo rodzinna i towarzyska. Nie pozwala mu się zamykać w samotni, wyciąga do ludzi. Nie wiem czy to miłość czy dojrzewanie do relacji z bliższymi, ale widzę u niego poprawę.

    Ja też jestem teraz w ciąży, i mam synka mniej więcej w wieku Krystyny, teraz „też” rodzić będziemy w tej samej okolicy czasowej 😛 i obawy ” też” mam podobne, a jednak inne. Z doświadczeniem czy bez boisz się czy dziecka będą miały ze sobą dobry kontakt. Ja się jeszcze boję, czy nie popełnię błędów swoich i swoich rodziców.

    Trochę za długo, ale fajnie jest czasem powiedzieć coś o sobie 🙂 Pozdro600 😛

  • ~Agata

    09.11.2015 at 08:21 Odpowiedz

    Razem z moim o 5 lat starszym bratem w dzieciństwie mieliśmy zajebisty kontakt. Jemu odpowiadało posiadanie młodszej siostry, miał cierpliwość ale najważniejsze było to że rodzice zawsze traktowali nas równo (tak jest do tej pory). Relacje uległy pogorszeniu w dorosłym życiu. Obydwoje mamy dzieci. Aktywnie uczestniczylam w procesie wychowywania starszej córki brata. Tu zaczęły się schody. Okazało się ze braterska cierpliwość wyparowala w stosunku do własnego dziecka ale została połączona z podwalinami bezstresowego wychowywania. U mnie odwrotnie. Rozmowy do rana na ważne tematy żeby moją kruszyne zrozumieć ale dyscyplina jest (zabawki posprzątac, talerz odnieść). I tak za dziecka nierozlaczni w dorosłym życiu nie potrafimy sie dogadać. Przy piwie i grze planszowej odzywaja się w nas te dzieciaki, ale czasu brak na takie chwile

  • ~Lai

    30.11.2015 at 04:20 Odpowiedz

    Mam brata młodszego o niemal 2 lata. Niestety jesteśmy różni jak woda i ogień, niby nic złego a jednak coś poszło nie tak. Mój 2-letni synek jest jedynakiem i mówiąc szczerze nie planuję kolejnego dziecka. Nie wspominam dobrze dzieciństwa u boku brata, więc nie czuję parcia na kolejne dziecko. W chwili obecnej nie mam kontaktu z bratem i niech tak pozostanie 😉

  • ~Matka Olbrzymów

    30.11.2015 at 18:51 Odpowiedz

    Nie mam zielonego pojęcia od czego ta cała zażyłość może zależeć i nawet nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się ją zrozumieć… odkąd pamiętam z bratem się nie dogaduję, a między nami jest tylko dwa lata różnicy (ja starsza)
    Moi chłopacy nie raz się już tłukli i potrafią się na zwyzywać zwłaszcza ci starsi, chociaż dzieciaki też wiedzą nie raz jak odpyskować, ale jakby nie patrzeć jak wyjeżdżam do pracy to jakoś po miesiącu dom nadal jakoś stoi… chociaż co tam się dzieje gdy mnie nie ma pewności nie będę miała nigdy, bo gdy wracam to zaraz wszyscy jak jeden mąż „wszystko w porządku”, „nic się nie działo” 🙂
    Ale już się też przekonałam, że łapy nie tylko mają do siebie, ale i za siebie, więc może się nie pozabijają jak mnie zabraknie

Post a Comment