Baby boom Michasi: o świadomości

Baby boom Michasi: o świadomości

Wiadomość o Krystynie przyniosła mi niesamowite wzruszenie i  w sumie nieopisane uczucie niedowierzania. Nie mogłam dopuścić do siebie racjonalnego wyjaśnienia, że udało się, a przecież świadomie na to pracowaliśmy. Wydawało mi się chyba, że nigdy nam nie wyjdzie, zupełnie nie wiem dlaczego,  i że tak na dobrą sprawę to ja w ogóle nie powinnam/ nie chcę/ nie muszę mieć dzieci. Ani to czas był, ani miejsce, ani pieniądze nie wskazywały na gotowość, stabilizację i zaspokajanie potrzeb innych niż swoje własne. Kiedy oswoiłam się z myślą, że ta sama dziewczyna, która pół roku wcześniej gubiła świadomość na sobotnich imprezach ze znajomymi,  nosi w sobie coś, czemu bije już serce, co rusza nogami i bierze ręce do buzi,  w głowie nastąpiła rewolucja. Ten nagły zryw odpowiedzialności był w rozmiarze kosmicznym. Do tej pory jak myślę co mną wstrząsnęło  i z jaką mocą, nie mogę uwierzyć, że teraz przechodzę przez dokładnie ten sam etap w życiu, a jest on tak diametralnie różny w odbiorze.

Krystyna była skokiem na głęboką, zimną  wodę, pierwszym  widokiem na sad z wysokiego drzewa, wejściem na płot i wrzaskiem do świata.  Wrzaskiem do siebie przede wszystkim, że udało się i co Ty na to, MATKO?  Była zlepkiem nieprzewidywalnych zachowań, które wylatywały ze mnie jak z worka. Ja siebie nie znałam, nie wiedziałam o sobie nic. Nie przewidywałam co mnie czeka, byłam dziewiczym terenem.

Drugie dziecko było informacją. Kropka. Oświadczeniem ciała, że mieszka w nim człowiek. Początkowe wyczuwalne wręcz zażenowanie, wyrzuty sumienia dusiły mnie. Było we mnie nieporównywalnie niewiele ekscytacji, na pewno nie takiej jak tamta. A później stopniowo zaczęłam układać w głowie myśl, że to dziecko wypływa ze świadomości  o jakiej mi się wtedy nie śniło, świadomości i dojrzałości, i że jest efektem przebytych już mórz i oceanów. Tu się nie było czego bać, przecież ja już raz ten mecz rozegrałam. Szczęśliwa dwójka w przeciwieństwie do jedynki, była jak ciepłe kapcie na jesień. Zapas drewna na zimę stulecia. Spokojnym portem.

Krystynę przedstawiłam światu małymi bucikami za miliony, w kolorowym pudełku z ładną kokardką. Tym razem zadzwoniłam z Tesco buszując między makaronami i tuńczykiem w puszcze –cześć mamo, jestem w ciąży. – To super, gratuluję, przecież tak bardzo chcieliście. – odpowiedziała z tym samym, dziwnym spokojem w głosie, co mój.

Wszystko dzieje się inaczej, wolniej i rozsądniej. Nie ma w człowieku myśli, że to nie jest dobry czas i miejsce. Człowiek już wie, że taki czas nigdy nie istniał i gwarantuje sam sobie, że nigdy nie nadejdzie. Człowiek wie nareszcie, że w tej całej zabawie liczy się coś innego niż kasa i święty spokój, który miał kiedyś. Zmienia się bezpowrotnie i stara się poić to, co stworzył, rozsądkiem, dobrym wychowaniem i miłością. Daje od siebie czas i zainteresowanie stawiając to za wartość nadrzędną.  Człowiek układa klocki, dzierga te puzzle okrutne od rana do nocy, bo tak chce 98. centymetrów dziecka.

Jestem świadomym rodzicem. Świadomie czekam na dziecko.

Dojrzewam na podstawie doświadczeń, co chwilę dopisuję sobie dwa centymetry do wzrostu i plus dwadzieścia do dumy, świadomości , wiedzy. Uczę się i czekam co jeszcze przyniesie mi życie, jak mocno jestem w stanie siebie zaskoczyć?

Czy człowiek w ogóle jest w stanie znać siebie na pamięć?

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • ~Dimmiu

    17.09.2015 at 22:39 Odpowiedz

    U nas to samo, drugie w drodze, ponoć córcia tym razem, termin na styczeń… Łapiemy się też na tym, że nie ma czasu za bardzo poświęcać dla brzucha, przez co są małe wyrzuty, wczesniej mizianie brzucha, gadanie do brzucha, puszczanie muzyki itp, full przejęcie cuda niewidy, a teraz brak czasu… Pierworodny zajmuje 100% dniowki… Zastanawiamy się jak to będzie, jak mu wytłumaczyć ze już mu nie będziemy mogli tyle czasu poświęcać i jak to przyjmie i przeżyje fakt że będzie musiał się nami dzielić z kimś jeszcze… Jest strach i obawy ale już zupełnie inne niż przy pierwszej ciąży… Damy radę, bo jak nie my to kto… 🙂
    K. Rutkiewicz

  • ~Sylwia

    17.09.2015 at 22:39 Odpowiedz

    „Tyle mnie, ile mnie sprawdzono”… tyle mnie,na ile sprawdziłam się sama?!

  • ~MamaRysia

    17.09.2015 at 22:40 Odpowiedz

    Mam DOKŁADNIE TAK SAMO! Moj Rysiu przyszedł na swiat w sylwestra 2013… Pierwszy… Wymarzony… Syn pierworodny… Tak bardzo wyczekany, chciany, kochany zanim powstał… A jednak plus na teście wywołał we mnie takie emocje, ze najpierw przepłakałam pol h w łazience, a pozniej rzucając sie na kanapę, chowając twarz w ramiona lubego, następna godzine. Tak chciałam, a tu taki strach… Teraz jestem w 25 tyg drugiej ciazy… Rysiek biega po domu wrzeszcząc, a ja spokojnie, zupełnie inaczej czekam na drugiego syna. Termin jest na sylwestra 2015. Ktos chce obstawić?

    • ~Dimmiu

      17.09.2015 at 22:51 Odpowiedz

      My termin na pierwszą połowę stycznia… Imo najważniejsze żeby w styczniu a nie grudniu… Biorąc pod uwagę szkole itp im bliżej końca roku tym gorzej później dla dziecka…

      • ~see

        17.09.2015 at 23:09 Odpowiedz

        szkoła to pikuś, ale na emeryturę idzie się wg miesiąca urodzenia… 😉 ja też mam ten wyrzut, że jak on zrozumie, że będzie musiał się nami dzielić, że juz nie 100% dla niego! ale usłyszałam że tak może myśleć jedynak, ktoś kto ma rodzeństwo po prostu nie myśli w tych kategoriach. I wtedy się rozbeczałam n-ty raz :/

        • ~Zielonooka

          18.09.2015 at 08:25 Odpowiedz

          Przebijam. Mój Pierworodny (obecnie 17-miesięczny) będzie musiał stawić czoła dwójce nowych istnień.
          Na tę chwilę moje 3-tygodniowe rozmyślania „oj, biedny synek, będzie miał brata / siostrę” wydają mi się takie zabawne 😉

          Pozdrawiam Was i powodzenia!

  • ~Isabel

    17.09.2015 at 22:49 Odpowiedz

    Boze, a ja juz myslalam, ze to ze mna jest cos nie tak, ze na wiesc o drugim dziecku nie skakalam z radosci po sam sufit tak jak bylo przy pierwszym 😉 Dzieli nas chyba jakies 3 tygodnie i wiadomosc o drugiej ciazy, jak najbardziej planowanej, poprostu nas bardzo ucieszyla 🙂 Ale ja osobiscie nie przezywam tego tak jak wtedy, bo tak jak napisalas juz kiedys ten mecz rozegralam 🙂 I rowniez swiadomie czekam, lecz nie ukrywam ze z niecierpliwoscia czekam na kolejna wizyte za 3 tygodnie 😉 Pozdrawiam!

  • ~Olgula

    18.09.2015 at 11:14 Odpowiedz

    Moje pierwsze dziecko ma 4 miesiace i nie wyobrazam sobie miec kolejnego. czasami mysle sobie, ze jestem straszna egoistka, bo po prostu nie moge zrozumiec kobiet, ktore majac juz jedno, swiadomie decyduja sie na kolejne…Brak polskich znakow, bo druga reka trzymam malude 🙂

    • ~see

      18.09.2015 at 13:49 Odpowiedz

      ano to każdy ma inaczej. ja chciałam mieć drugie bo pierwsze kocham tak bardzo, że starczy i miłości i starchu o dziecko na dwójkę i jeszcze zostanie! poza tym jak usłyszałam 3 letniego jedynaka który ze smutkiem pyta ‚kto się będzie ze mną bawił’ zrozumiałam że moje dzieci takich problemów mieć nie będą! a jak smutno jedynakowi to ja dokładnie wiem! i oczywiście się rozbeczałam, a jak 🙂

  • ~33latka

    18.09.2015 at 11:49 Odpowiedz

    Marze aby przezywac radosc z oczekiwania na dziecko. Dlugo sie staramy z mezem. W zeszlym miesiacu w koncu sie udalo. Niestety, radosc trwala krotko. Poronilam.

  • ~Mama3

    21.09.2015 at 14:02 Odpowiedz

    na wieść o mojej trzeciej ciąży wyszłam razem z drzwiami z łazienki z cudownym „k…” na ustach , bo owszem było planowane ale za jakieś dwa lata:)a teraz to już trzyletni Misiek,który najbardziej kocha Mamę i Tatę bo starsze rodzeństwo ( 8 i 5) powoli na swoje ścieżki wchodzi i tacy już chcą być samodzielni;)

Post a Comment