Ale ja cię kocham Grażyna, czyli PMS oczami kobiety i mężczyzny!

Ale ja cię kocham Grażyna, czyli PMS oczami kobiety i mężczyzny!

Oprócz niezaprzeczalnego faktu, że wpis ten powstał przy współudziale partnera, ambrozji z nieba na wściekliznę kobiet (tak, to też o mnie, więc sobie pozwalam), tabletek Castagnus  <klik>, ale przede wszystkim został zainicjowany ważną kampanią społeczną pt.: #nietracedni, o której więcej poczytacie tutaj <klik>, to jest to wywar z kobiecości i męskości podany na jednym talerzu. Zanim więc po raz kolejny będziecie się chcieli porżnąć jak tusze wieprzowe lub wyzwać małżonka/małżonkę od Mongoła, tym samym stracić 8 lat w życiu na zamieszki związane z kobiecym PMS (8 lat!!!), przeczytajcie najnowszy tekst o tym, jak cykl menstruacyjny widzą kobiety, a jak jawi się mężczyznom. Zaznaczam również, że to jest literacki debiut mojego męża, a skoro dopuściłam go już do głosu, to to musi być petarda. Wiadomo.

 

Wprowadzenie

 

Siedzę nad kubkiem ciepłej kawy, pierwszej w tym tygodniu pitej bez świadków i zastanawiam się, jakie są najczęstsze przyczyny rozwodów w Polsce. Czy to, że wczoraj pokłóciliśmy się o kij do bilarda, to to się liczy i czy jest jakieś miejsce w polskiej statystyce, jakaś półka z moim nazwiskiem, na rozwód z powodu kija? No bo jak inaczej wyegzekwować podejście człowieka – mężczyzny do potrzeb moich – kobiety, jak nie starą dobrą statystyką, w której się komuś grozi. Czego nie rozumie facet i na który fragment wywodu uodparnia się jak wirus, że mi ten kij do snookera drewniany, skręcany, na zamówienie robiony, kładzie  n a  s z a f c e  między talerzami w kuchni, miskami, a wazą babci, o 1:00 w nocy, jak obraz Najświętszej Panienki na ołtarzu katedralnym, i pretensje wnosi, kiedy pytam, czy nim jednak trochę nie targa senność, polucje nocne i jakieś, kurna, haluny.

 

– Weźże ten kij mężczyzno z kuchennych artefaktów, zanim go będę musiała spalić na rytualnym stosie, na twoich oczach – mówię do niego grzecznie, sugerując, że w szafie, co ją składał parę miesięcy temu i pod którą wyciął w suficie dziurę, znajdzie się miejsce na wszystkie bożki. – schowaj kij do szafy, ok?

 

– Dobrze – odpowiada, ale jakby nie do końca – zabiorę kij, jak ty zdejmiesz z szafek słoiki i pudełka z płatkami dzieci. Dlaczego one tam mogą być, skoro wprowadzamy reguły nie przechowywania niczego na szafkach, a mój kij, w pokrowcu dodam (czyli, że estetyczniej niby) nie mógł? – zapytał.

 

 – Nie wiem Grzesiu – gram w grę zacięcie. Zegar pokazuje już 1:30. Od pół godziny debatujemy o autonomii kija, jak o Wolnym Mieście Gdańsku. – Doprawdy nie wiem, jaki szatan mnie prowadził, że płatki do jedzenia i słoiki z j e d z e n i e m postanowiłam przechować w kuchni. – dodałam ze zdziwioną miną. – Szok i niedowierzanie Grzesiek, cóż mi się właściwie wydawało, tak pomidory odkładać do lodówki. „Wysoki sądzie, działałam w afekcie, przyznaję się do winy, załatwiłam sprawę szybko, nie umierał w męczarniach.” – jeszcze chwila i tak się będę tłumaczyć.

 

 

– Ty to nie masz za chwilę okresu przypadkiem? – wyrwało się z jego ust, całe we złocie zdanie, które mnie pionizuje bardziej niż fizjoterapia i po którym mam ochotę już zamiast rozwodu po prostu go podpalić, albo kopnąć w jądra. Być może, gdyby wiedział, że tak, mam za chwilę okres i że tak, przed okresem nie warto pchać pokrowca z eko skóry między przedwojenne wazy, nie spalibyśmy teraz osobno, a bawili się końcówkami, które ofiarowała nam ewolucja.

 

Gdyby tak mężczyźni potrafili nauczyć się cyklu kobiecej menstruacji, i czytać z niego jak Mikołaj Kopernik z gwiazd, mniemam, że odsetek rozwodowy miałby szanse na spadek, a z czwartych pięter szarych blokowisk nie leciałyby, jak deszcze, worki na śmieci napakowane męską bielizną.

 

 

CYKL MIESIĄCZKOWY OCZAMI MICHALINY

 

 Dobra panowie, będzie łopatologicznie. Cykl u kobiety to jest takie trochę Londoneye. Wielki, metalowy moloch ustawiony nad londyńską Tamizą, któremu pokonanie pełnego okrążenia zajmuje pół godziny. 30 minut. Dokładnie tyle, żeby sprawdzić wachlarz wszystkich odczuć związanych z nabieraniem wysokości do 135 metrów i jej nagłym obniżaniem.

 

Załóżmy, że moment wsiadania do Londoneye to dzień zaraz po okresie, kiedy pani ma relaks, a hormonalny smog i niechęć do ludzi obniża swoje stężenie. Uwaga Panowie – ten stan jest pozorny i przejściowy. Jedzie ci ona do góry podekscytowana, jeszcze nie wie co ją czeka, jeszcze nie ma ochoty skoczyć nikomu do gardła widząc np. jak mali są ludzie na wysokości 3 wieżowców. Ta kobieta się panowie uśmiecha. Jest otwarta na zawieranie nowych znajomości, na flirt. Chowa na ten czas drugi i trzeci rząd zębów, bo po co od razu tak z wysokiego C. Jest rozluźniona, wypoczęta i być może nawet w okresie wjeżdżania na sam szczyt, nie zauważyłaby upchanego między pokoleniowe porcelany kija do snookera. Taka przenośnia, rozumiecie?

 

Cała otoczka dobrobytu, w której się znajduje, rozluźnienie i spokój, które spłynęły na nią jak błogosławieństwo, jak słup światła z nieba, sprzyjają kiełkującemu w głowie wątkowi, że może by tak jaki seks czy coś. Od tej pory mózgu nie opuszcza już informacja, że „- Matko Andrzej weź ty mnie bierz z każdej strony, zanim uschnę jak niepodlewana Juka”. Tak zaczyna się w waszym związku najpiękniejszy czas wzmożonej kopulacji, który potrafi wzruszyć mężczyzn do łez, a doniczkową ziemię każdej Juki napoić na nadchodzące czasy suszy. Tylko szybko panowie, macie maksymalnie tydzień.

 

W tzw. międzyczasie, czyli gdzieś w połowie okrążania Londoneye, gondola egzystencji kobiety dojeżdża do najwyższego punku swojej podróży i zanim się obejrzycie, z rozochoconej przepióreczki zaczyna się lekko denerwować, stresować, że jednak może trochę za wysoko. To będzie mniej więcej połowa cyklu panowie, takie 10-12 dni po menstruacji, gdzie ochota na oglądanie was bez odzienia wierzchniego zaczyna drastycznie spadać, a wy prawdopodobnie nadal nie rozumiecie, dlaczego właśnie dostaliście cios Xeny w żuchwę przy próbie ponownego pocałunku. Jak to jest? Przecież dosłownie piętnaście minut wstecz chciała was pożreć w całości?!

Zaczął się właśnie czas, przy zjeździe na dół, kiedy wypinanie klaty i przypadkowe spuszczanie ręcznika po kąpieli, że niby „oups, pardon nie chciałem Agnieszka, ale skoro już patrzysz, to pa na to”  nie naprawi tej relacji. Ona drży ze strachu, a drżenie to, to się o każdą dziedzinę jej życia zaczepia, a wy, jak filip z konopi, siedząc za jej plecami w gondoli, delikatnie po plecach poklepując, że niby ze zrozumieniem, dopytujecie głosem nieśmiałym: – To …co z tym fellatio?

 

– Jajco! Czas odważnych pomysłów i śmiałych decyzji skończył się na szczycie Londoneye , panowie! Zanim kobieta osiągnie ponownie umysłowe katharsis, czas nauczyć się więc romantycznie milczeć. Trzeba skończyć szkołę taktu i wyczucia, bowiem ostatni tydzień dziewczyńskiego koła menstruacji zawsze postawi przed wami ekstremalne wyzwania. Pocieszający jest jednak fakt, taki niezaprzeczalny, że po chudych czasach wrócą jeszcze tłuste, a za każdym zjazdem czeka na emocjonalne podejście w górę.

 

 

 Michalina

 

CYKL MIESIĄCZKOWY OCZAMI GRZEŚKA

 

London, co? Moim zdaniem historia jest łatwiejsza. Gdybym miał temat przedstawić krótko, to napisałbym, że przez pierwszy tydzień „po” mam ochotę cię zjeść z rozkoszą i wręcz jeszcze raz ojcu przedstawić, a później zastanawiam się jak zabić, żeby się na pewno udało. Michalina, gdybym ja wiedział, że ty się będziesz umiała popłakać, bo pizzę zjadłem z czwartku w sobotę, to bym ci ją zostawił nawet z pleśnią. Czy ty myślisz, że spanie na łóżku naszych dzieci, metr pięćdziesiąt, pod kołdrą w różowe zające, za karę, to to jest jakiś fetysz, że ja to lubię?

 

Zachodzę w głowę, po kłótni na przykład, że przecież znamy się jak kumple od piwa, niejedno wypite, na wylot swoje poglądy, myśli szpiegujemy. Przedyskutowaliśmy sprawy wszystkie od A do Ź. I nic nas nie zaskoczy. A jednak, gdy przyjdzie co do czego raz w miesiącu, nie ma zmiłuj. I nawet żarty o seksie, które przecież sama uskuteczniasz co chwilę, nie działają! Michalina, ja się w tym gubię jak ciemnym w lesie, rozumiesz?! Nie znam kodów do twojego jednorękiego bandyty! Noc na krawędzi łóżka, bez łyżeczki, zimniejsza się robi niż wszystkie kufle wszystkich piw. Ja Cię kocham Grażyna!

 

Nie miałem nigdy ani okresu, ani PMS. Nie wiem po prostu jak to jest go mieć, ale głupi też nie jestem. Jak kilkadziesiąt kobiet, od siostry po koleżanki w pracy mówi, że to comiesięczna rzeźnia, to dociera do mnie, że tak może rzeczywiście być. Fajny mężczyzna, który okresu, peemesu czy innego tegesu nie ma, ale już parę lat na karku posiadł, skuma, że go macie. I przyjmie na klatę, że coś może nie grać, przemilczy, wspomoże, spełni zachciankę ewentualnie zabije, jak już nie wytrzyma. (He he. Przepraszam, nie mogę się powstrzymać). Pozostając w temacie – dzisiaj przeczytałem w internecie, że o kobiecie dużo mówią jej dłonie i że jak się zaciskają na męskim gardle to znaczy, że dama jest raczej nerwowa… to o tobie?

 

Kupię ci tampony, podpaski, kubeczki menstruacyjne w kolorze magenata, jak trzeba będzie to i wkłady takie długie, jak dla owcy, też ci sprawię, wczoraj się nie urodziłem, zero wstydu. Ale powiedz mi na boga jaki kolor, rozmiar ile kropel, skrzydła, bez skrzydeł, czarne, białe, grube, chude, żebym nie stał na środku eLeclerca jak pierdoła i brodził w półach jak leśniczy.

 

Chciałem ci  jedynie napisach, skoro już mogę, że jestem z Tobą w tej niedoli, tylko mi czasem powiedz wprost, na który guzik nacisnąć, a do którego nie podchodzić. Daj się zrozumieć kobieto, jak chiński online. Ja będę się starał, bo żem w tobie przepadł. I na migreny już wiem co ci pomaga i nawet wiem, że nie zmyślasz, jak cię sam do szpitala wiozę. Okład ci zrobię, stopy pomasuję, gramy do jednej bramki. Kończąc, żmijo co nazwisko nosisz jak moje – pokrowiec na kij bilardowy kupiłem z porządnego materiału, nie eko skóry. Poleżałby tam kilka dni, nic by się wazie nie stało. Pewnie by się opatrzył i mógł zostać na zawsze. Jak uśniesz, to znowu go tam wcisnę. Głowa do góry, jeszcze żyjemy!

 

Grześ 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

17 komentarzy

  • Małgorzata Mej

    07.08.2019 at 13:09 Odpowiedz

    Wspaniały tekst ! Muszę go mojej brzydkiej połowie przeczytać, co by trochę nauko zaczerpnął. Zwłaszcza, jeśli o tampony i podpaski chodzi 🤣

    • MamaRysiowa

      07.08.2019 at 13:18 Odpowiedz

      Niech czyta i wie, kiedy się nie zbliżać 😉

  • Alicja

    07.08.2019 at 13:38 Odpowiedz

    Za ten tekst kocham najbardziej 🙂 Dlaczego wcześniej nikt tego nie napisał? Dobrze,że jesteś Ty 🙂

  • Ola

    07.08.2019 at 13:41 Odpowiedz

    No rewelka, jak zawsze z resztą! Muszę koniecznie mojemu podetknąć pod nos do czytania. Co by się chłopak czegoś dowiedział i zdał sobie sprawę, że nie tylko my mamy czasami wzajemną chęć mordu. Że to nie tylko mój fatalny charakterek, bo to trwa kilka dni jakby nie patrzeć, a jemu się wydaje, że wieczność 😛

  • Iza

    07.08.2019 at 13:58 Odpowiedz

    „Ja będę się starał, bo żem w tobie przepadł.” – Michalina, zadraszczam!!! :)))

  • Ola

    07.08.2019 at 14:42 Odpowiedz

    Ja zdecydowanie jestem za tym, żeby Małżonek częściej się pisemnie tu wypowiadał. 😀

  • Gosia

    07.08.2019 at 19:50 Odpowiedz

    Grzesiek kocham Cię 😍 zajebisty tekst, a na fragmencie o dłoniach płakałam ze śmiechu 😂 sory Miśka ale Grześ mnie urzekł 😁😘

  • Łasica Wyścigowa

    07.08.2019 at 22:38 Odpowiedz

    Jesteście cudowni, pozytywni, życiowi. Kocham Was. AMEN

  • Kasienka

    07.08.2019 at 22:43 Odpowiedz

    Ryczę.. ze śmiechu, a Luby dziwnie na mnie spogląda… Jutro dam mu do przeczytania i zapamiętania 🙂 Świetny tekst!

  • Kinga

    07.08.2019 at 23:53 Odpowiedz

    Ja mam taką przypadłość która czasem mnie bawi czasem mnie ale nagle zaczynam płakać. Jednocześnie się śmieję, bo wiem, że to głupie, że płaczę. Ale potem coraz bardziej mi smutno, on też się śmieje (bo ja się śmieję) i już za dużo tego jego śmiania i wtedy ma problem bo ja wpadam w histerię i trzeba mnie pocieszać. I ja wiem, kiedy to się dzieje. I i tak za to nie mogę bo wtedy tak czuję, że się popłakać i chuj.
    I to potrafi trwać godzinę.
    7 lat, jeszcze nie zabił – chyba kocha?

  • Natalia

    08.08.2019 at 12:11 Odpowiedz

    To chyba ja mam PMS bo na końcówce tekstu Grześka pomyślałam „NO ja Ci dam ten kij znów tam wepchnac, nie po to była ta dyskusja o 1 w nocy byś nie docenił nerwów niepotrzebnych hehe” 😂 teskt dobry, bardzo! Kiedyś przeczytam go swojemu narzeczon3mu (też mi kupuje tampony więc poczuje więź z Grześkiem) xD

  • Marta

    08.08.2019 at 12:22 Odpowiedz

    Świetny artykuł! 🙂 Popłakałam się ze śmichu 😂

  • Dzień Dobry

    09.08.2019 at 13:03 Odpowiedz

    Ja mam tę część cyklu, która sprawiła, że mi się łezka w oku zakręciła przez to wyznanie męża 😂 ale jak przeczytam za godzinę to pewnie się popłacze ze smiechu… już sama nie wiem 😉

  • Aleksandra

    10.08.2019 at 21:02 Odpowiedz

    Tak szczerze, to czytając ten tekst, miałam bardzo mieszane odczucia. Jestem kobietą i wiem, co to znaczy mieć PMS, gorsze dni itp., a jednak nie uznaję tego za wymówkę dla kłótni i złego zachowania. Ani dla tego, żeby ktoś chodził koło mnie na palcach, bo mam PMS i mogę zabić.
    Żeby nie było, oczywiście wtedy jest mile widziane wsparcie, wyrozumiałość i troska od mężczyzny, natomiast i tak trzeba przyjąć odpowiedzialność za swoje zachowanie, które jako człowiek rozumny możemy kontrolować, żeby kogoś nie zranić.
    Nie wiem, może źle ten tekst odebrałam, ale nie do końca do mnie trafił.
    Pozdrawiam;).

  • PrezentSimple

    22.08.2019 at 11:17 Odpowiedz

    Z pozycji faceta oświadczam, że dni PSM to gorszy czas dla każdego mężczyzny 🙂

  • Justa

    24.08.2019 at 21:27 Odpowiedz

    Zrobiliście coś najlepszego, frustracje przekuliście w tekst. I jeszcze zrobiliście to oboje. No rewelka. Gratki dla każdego z Was!
    No i świetne teksty 🙂

  • Magda3062

    14.09.2019 at 12:38 Odpowiedz

    Hahaha 😀 Ja i moje PMS to normalnie koszmar 😀 Tak dla mnie jak i dla mojego faceta 😀 Ja jestem z tych wrażliwych, co przed okresem potrafią plakac bo lyzeczka spadła, pies sie z dzieckiem bawi albo, nie daj Boże, ktoś sie nie zgodzi z moim zdaniem albo zażartuje. Ooo jak ja wtedy potrafie płakać 😀 Sama siebie nie rozumiem, facet nie rozumie, musze mu przypominac ze okres sie zbliza bo inaczej nie wie o co mi do cholery chodzi i sie wscieka ze byle gowno i ryczę 😀 wspolczuje mu z całego serca, bo mi samej ze sobą ciężko wytrzymac jak mam przedokresowe doły i dolki, wzruszenia i nerwy z mąki, ktore jeden gwałtowny czy nieprzemyslany ruch potrafi rozniesc 😀
    A Wasz tekst? Rewelacja! 😉 Czasami fajnie poznac drugą strone medalu 😉 I zazdroszczę mężczyzny, ktory wie czym jest PMS 😀 Ja swojemu musze tlumaczyc co miesiąc od 3 lat 😀

Post a Comment