A Matka znowu rozmyśla.

A Matka znowu rozmyśla.

Po raz kolejny dopadły mnie głębokie przemyślenia. Nie wiem, tak już chyba będę do grobowej deski drapać się po głowie i nic innego nie robić tylko myśleć, myśleć, myśleć.  Wielkie tezy i obietnice przychodzą szczególnie często kiedy wiążą się z wychowaniem mojej Krystyny albo dotykają jej malutkiej duszyczki. Wiecie – moje dziecko będzie piło tylko wodę bo w sokach cukier – gówno wielkie, na widok wody odmawia jakiejkolwiek współpracy, moje dziecko nie będzie oglądało bajek – ta, właśnie siedzi przed Teletubisiami, które wywołują we mnie wyjątkowo mieszane uczucia, moje dziecko nie będzie spać w naszym łóżku bo się rozkokosi a później jej nie odzwyczaję – dupa. Spała od samego początku, zabierałam ją do siebie szczególnie nad ranem kiedy walczyłam z małym terrorystą o ochłapy snu wierząc, że jak położę ją obok  siebie to jeszcze uśnie. Usypiała. Mając może cztery miesiące. Teraz kiedy kładę ją obok wierząc, że spacyfikowana, ta zaczyna ciągnąc mnie za włosy, drapać i nakasztaniać po twarzy telefonem, który chwilę wcześniej znalazła pod poduszką.  Wszystkie moje dotychczasowe plany wychowawcze delikatnie biorąc poszły w pizdu, życie codziennie weryfikuje swoje, porównuje oczekiwania z rzeczywistością i śmieje mi się w twarz. Jedyne co zostało to amplitudy nastrojów,  dopadły mnie już w ciąży i tak sobie żyjemy w symbiozie od blisko półtora roku. Trochę jakbym zakodowała w ciele obowiązek wiecznego umartwienia, ale to chyba taka umiejętność, nowa moc nabywana przez kobietę kiedy staje się matką, moc potrzebna bo rozwija jej instynkty.
W zeszłym tygodniu przyjechała do nas ciotka. Ciotka – klotka co zna mamine historie najciemniejsze z ciemnych a i dzięki której pewnie mama jeszcze żyje. Kilka butelek się razem do nocnego odnosiło, kilka „kulturalnych najtałtów” odhaczyło. Dobrze, że przybyła. Dobre ciotki zawsze w cenie. Pogoda dopisała, goście, goście. Zwiedzałyśmy. Porządnie! Rysiek w słoiku mannę na rosole w wózku woził, biszkopcik i napój, my mapy, przewodniki, okulary przeciwsłoneczne, jakaś mineralna i wio w teren. Tym samym po raz trzeci znalazłam się na lubelskim Majdanku (hitlerowski obóz zagłady) i choć byłam tam nie pierwszy raz znowu targnął mną dreszcz. Kiedyś też mnie ruszał temat, nie powiem, bardzo, ale zawsze po takim seansie rodem nie z tego świata, w ciszy i we względnym spokoju po prostu byłam tam na chwilę, wychodziłam i koniec. Zupełnie jak na cmentarzu – znicz, kwiaty, chwila zadumy, jedziemy do domu bo zimno się robi, obiad trzeba zrobić. Odkąd jest dziecko czuje więcej, widzę więcej, wącham bardziej, smakuje lepiej. Jestem zupełna. Konia z rzędem temu, kto kiedykolwiek chciałby spróbować opisać, zdefiniować uczucie jakie czuje matka do swojego młodego. Miłość, euforia, przywiązanie, oddanie, wciąż rodzące się refleksje o życiu,  śmierci, przemijaniu. Nie, nie, nie! To wszystko MAŁO, to nie to!
To jakaś turbo kumulacja uczuć, to anty – definicja egoizmu. Aegozim.
Tobie wszystko mnie nic. Ja? Nieważne, Ty? Poproszę. Przecież Ty jesteś moje serce, które we mnie bije, moja noga, która kroczy a ja wiernie za nią, ręka, która małym palcem pokazuje świat. Na nowo i z zupełnie innej perspektywy. Przecież Ty jesteś moje małe dziecko, które pogrubiło najważniejsze zdania w mojej książce, wyrzuciło bzdurne fragmenty, które kiedyś spędzały sen z powiek. Macierzyństwo wcześniej  tylko rozumiane nabrało innego smaku od kiedy stało się moje, od kiedy sama pcham wózek, sama nie przesypiam nocy martwiąc się o ciężki kaszel. Wtedy sobie coś wyobrażałam, dzisiaj w każdej sytuacji stawiam siebie i Ją.

I co robię.

Martwię się. Kalkuluję przyszłość, mnożę przez pięć i dziele przez dwa sensowność każdej podjętej decyzji tak, żeby za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat przyniosły największe plony, żeby była spełniona, szczęśliwa, żeby miała łatwiej. Wśród wzruszeń i uśmiechów nieprzerwane gonitwy myśli co by było gdyby. Teraz jest dobrze, mój Boże a co zrobię jak będzie inaczej?! Teraz się śmiejemy za chwilę Matka powaga level expert. I Myślę, i marszczę czoło, i przełykam coraz gęstszą ślinę przez gardło. Jestem odpowiedzialna za Krystynę. Coraz mocniej czuję ciężar tego zadania.
W tym całym kotle tez i wniosków znalazłam się na Majdanku. Oglądałam zdjęcia, wczytywałam się w historie i psychicznie podupadłam. Co ja dobry Panie Jezu zrobiłabym w obliczu DRAMATU jaki w tym miejscu przeżyła niejedna kobieta, matka? Jak silna byłabym ja, matka dziewczynki, której nie mam czym nakarmić, nie mam czym przykryć, nie mam nawet małego uśmiechu, którym mogłabym się z nią podzielić… Staje mi przed oczami Krystyna. Ten sam niemowlak, który uśmiecha się do kanapki z serem, nie odróżnia dobra od zła. Wszystkie problemy jakie wydaje mi się że mam w jednej chwili toną w próżności. Mała nie ma swojego pokoju, mówiłam- nie rozśmieszaj mnie – myślę teraz. Zabawki, chodaki, bujaki – inne dzieci już dawno przecierają dziury w siedziskach, moja córka jest w tyle. Wczoraj było mi głupio, może nawet przykro, dzisiaj dziękuję, że jest zdrowa, że sama trzyma butelkę, że ubrudziła się ciastkiem. NA BOGA MA TĄ PRZYJEMNOŚĆ JEŚĆ CIASTKO!
To niekrótkie, ciążowe przedsięwzięcie i dziesięć minut największego darcia ryja w życiu spotęgowało moją wrażliwość, chłonność na piękno i delikatność ale też dramaty i zło. Rysia nadała nowy wymiar empatii. Przechadzałam się  po obozie  który to już raz w życiu, ale dopiero teraz chodziłam tam na na prawdę, tak jakbym dostała obuchem w twarz. W każdym uśmiechu dziecka na zdjęciu odnajdywałam uśmiech mojej córki, w każdej zabawce, lali, widziałam zabawki poustawiane na naszym parapecie, but w ekspozycyjnej siatce był butem z nogi Krystyny.  Pępowina między nami może i została odcięta, ale mentalnie zostanie tam na zawsze. Dziękuje mojemu dziecku, że jest, sobie że ją urodziłam bo ulepszyłam siebie, czuję to i czystemu zbiegowi okoliczności, że żyję o całe, ważne  „dużo później” niż tamte kobiety.
Moja rola Rysiowego Nauczyciela nie kończy się jedynie na czytaniu książek o misiach, pchaniu roweru na drewnianym patyku i wycieraniu kolana po pierwszym bliższym spotkaniu z chodnikiem. Czuję się w obowiązku przekazać jej historie złe tak, żeby nie dorastała jedynie pod różową parasolką i żeby najmniejsze niepowodzenia nie zrównały jej kiedyś z ziemią. Chcę wyrobić w niej wrażliwość jak mogę najmocniej ale i twarde dupsko. Zdaje sobie sprawę z tego, że Krystyna nic ze spaceru nie wyniosła. Za wcześnie. Ale kiedyś tam z nią tam wrócę i zażądam przeczytania każdej litery.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • ~ancyk

    20.06.2014 at 14:56 Odpowiedz

    ciarki po plecach przechodzą jak się czyta tego posta
    Dziewczyno, tak całkiem na poważnie powinnaś pomyśleć o napisaniu książki.. takiej normalnej… dla ludzi.. o życiu…
    gratuluję Krystynie przecudownej MATKI!!!!!!

  • ~aga

    20.06.2014 at 15:52 Odpowiedz

    Kurcze, miałam to samo. Byłam niedawno ze swoimi uczniami w Oświęcimiu (w Majdanku też byłam ale jako bezdzietna więc odbiór był inny). Co chwilę łapałam się na tym, że myślę o matkach, ich dzieciach i warunkach w jakich przyszło im żyć. Bardzo to do mnie dotarło, do mnie jako matki (5 latki już). Głębszy rodzaj przeżywania.

  • ~nela

    20.06.2014 at 17:12 Odpowiedz

    Majdanek owszem zmusza do przemyslen ale w Oswiecimiu jest o wiele gorzej.

  • ~Monika

    20.06.2014 at 21:45 Odpowiedz

    Bardzo ciekawy blog. Bede częciej odwiedzała. zapraszam też na swojego bloga http://pisze-comyslea.blog.pl/

  • ~tess

    20.06.2014 at 23:51 Odpowiedz

    Ciekawy,przemyślany i bardzo wrażliwy blog.Mimo,że blogerka jest młodą mamą,to jej spojrzenie jest bardzo dojrzałe.Pierwszy raz weszłam na bloga przez przypadek , a teraz czytam i śledzę na bieżąco.Wszystkim maluszkom życzę, aby ich mamy tak mocno je kochały i uczyły życia.

  • ~Ania

    21.06.2014 at 00:49 Odpowiedz

    Mój dziadek w sierpniu skończy 92 lata i był więźniem na Majdanku. Nie chcę nam opowiadać, opowiadał babci jak wrócił a historie były straszne. Obyśmy nigdy nie musieli tego przeżywać sami. Buziaki dla Krysi

    • Mama Rysiowa

      22.06.2014 at 15:05 Odpowiedz

      Prosze go ode mnie serdecznie pozdrowić i życzyć dużo zdrowia!

  • ~Paula !

    21.06.2014 at 10:46 Odpowiedz

    Kochana, jak czytam Twoje wpisy to jak bym czytała o tym co każdego ranka mam w łóżku. Fakt ten post daje dużo do myślenia,ale ja staram się nie myśleć o tym co będzie, bo cieszę się tym , że jest teraz. Odkąd jest z Nami coreczka to dziękuje Bogu za wszystko, za to, że zdrowa, za to, że spokojnie zęby jej w miare idą za wszystko. Czytam i sie usmiecham, że to nie ja jestem walnięta tylko każda mama na swój dobry sposob. Bardzo mocno Cię pozdrawiam 🙂 Ciebie i Twoje CUDO 🙂

  • ~kasia

    21.06.2014 at 16:11 Odpowiedz

    Ja byłam dzieckiem bardzo empatycznym. Już w przedszkolu stawałam po stronie słabszych dzieci, a jak na podwieczorek były jakieś ciastka czy cukierki to zabierałam je do domu, żeby podzielić nie z rodzicami. Teraz jako matka wpadam w paranoje. Boję się o moją córkę non stop. A jak ostatnio czytałam książkę o zagładzie Żydów warszawskich i była tam opisana scena, w której matkę rozdzielili z małą córeczką, ponieważ ta nie
    zmieściła się do wagonu to ryczałam jak bóbr.
    I zastanawiam się skąd się w ludziach bierze takie okrucieństwo…

  • ~mamaHani

    21.06.2014 at 23:50 Odpowiedz

    Czytam od dawna i od dawna rozmyślam o tym, by coś napisać. Jestem pod ogromnym wrażeniem, Rysiowa Mamo, że ubierasz w słowa moje myśli. Moje przemyślenia trwają krócej, bo dopiero prawie 5 miesięcy, ale jakże intensywnych i odkrywczych 🙂 krótko podsumowując, moje życie zostało podzielone grubą kreską na życie przed zajściem w ciążę i to co dzieje się teraz 🙂 niby frazes ale Moja córka nadała nowy sens właściwie wszystkiemu 🙂 nadała nowy wydźwięk wszystkiemu nawet reklamie (bodajże knorra), przy której teraz potrafię się rozpłakać, bo ukazuje rodzinę z dziećmi i ta rodzina taka szczęśliwa aż wzruszająca 😀 A najbardziej mnie cieszy, Rysiowa Mamo, że nie piszesz tylko o tych górnolotnych i wzniosłych przemyśleniach, ale potrafisz ze szczerością napisać, że bywa ciężko i że czasami ze zmęczenia ręce i cycki opadają 😀 i ze czasami trzeba zagryźć język z całych sił, by nie ryknąć na dziecię, partnera czy kto tam się jeszcze pod rękę nawinie 😀 I tak podsumowując, cieszę się że jesteś i że piszesz i informuję, że czytać będę dalej 🙂

  • ~ka

    22.06.2014 at 12:02 Odpowiedz

    Jesteś moją ulubioną blogerką. Piszesz bardzo ciekawie, bez napinania… nawet o rzeczach poważnych i smutnych. Jesteś mądrą matką, trochę wariatką (w pozytywnym sensie), z którą Krystynka nie będzie się nudzić… co więcej, pewnie będziecie razem latały po imprezach 😀

Post a Comment