Po pierwsze – nie podrzucaj dziecka babci.

Po pierwsze – nie podrzucaj dziecka babci.

Po pierwsze – nie podrzucaj! Chciałaś dziecko to się teraz nim zajmij, rozwijaj je, spędzaj z nim czas. Weszłaś przecież w zupełnie nowy etap życia, czyż nie?

Moje macierzyństwo było z góry zaplanowane. Kiedy o dziecku nie było jeszcze mowy ja już wiedziałam jak chciałabym je chować. Jakoś dziwnie na przestrzeni lat wyrobiłam w sobie wyobrażenie matki podróżniczki, która w pogoni za zdobywaniem nowych doznań w procesie poznawania świata wszędzie taszczy za sobą tobołek a w nim majtające dwie nogi, moniek w zębach i majty na zmianę w torebce. Majty nie dla mnie rzecz jasna, chociaż cholera wie co człowieka spotka i kiedy. Ta relacja na „zaangażowanego rodzica” wyrosła we mnie wraz z opowieściami mamy o tym co robiła ze mną lata świetlne temu. W wieku Krystyny bywało się na salonach, oj bywało. Jajka z majonezem się jadło, oj jadło. Podejście mojej mamy było proste – chciałam dziecko to je mam a nie miewam. Dzięki temu dziko tańczyłam na szalonych domówkach lat dziewięćdziesiątych, potrząsałam pieluchą do Sandry i Modern Talking a utwór Voyage Voyage do grobowej deski będzie mi się kojarzył ze złotymi latami młodości rodziców i maminych utlenionych włosów na jajko. Do tej pory na widok zdjęć z tego okresu odwraca głowę z komentarzem „o Jezus”. Każde wakacje razem, nie było mowy o oddawaniu a było komu przecież, dziadkowie byli bardzo zaangażowani w moje wychowanie. Ja byłam zawsze tam gdzie mama, nie byłam zmuszana do spania – usypiałam sama w chwilach skrajnego zmęczenia z kabanosem w buzi, nie byłam zmuszana do jedzenia – jadłam dobroci ze stołu. I byłam szczęśliwa. Nie żyłam w erze wyszukiwania problemów przez mądrych lekarzy psychologów dziecięcych i dziwnych doktryn zabraniających w wychowaniu tego i owego.

Kiedy urodziła się Krystyna siłą rzeczy zmuszona byłam do tego samego wzorca. Mieszkając w maleńkiej kawalerce z wielkim psem i rzężącym kiblem nie było mowy o usypianiu dziecka w osobnym, zaciemnionym pokoju w grobowej ciszy. Moje dziecko kąpane był w wanience przed telewizorem, piżamka, papu, kilka porządnych bujnięć w ramionach mamy albo w wózku i do łóżka. Światło zapalone, w tle brzęczało radio, nic jej nie wybudzało.

Rysia nie zostaje z dziadkami do tej pory. Po pierwsze mieszkamy w innym mieście i nie mamy jak a po drugie dziadkowie są młodymi ludźmi czynnymi zawodowo. Co za tym idzie moje dziecko jest z nami wszędzie. I to co innych rodziców dziwi a może nawet oburza u nas stało się chlebem powszednim. Mając ochotę wyjść wieczorem na stare miasto, wziąć udział w ulicznych festiwalach i koncertach zawsze mamy ze sobą dziecko. Oczywiście tobołek z rzeczami do zabrania jest zacny, ale po kilku takich wypadach pakowanie Rysiowego worka skróciliśmy z pół godziny do dziesięciu minut. I żyjemy. Młoda uczestniczy z rodzicami w atrakcjach do momentu, kiedy nie staje się senna. Wtedy dostaje mleko, ciepły kocyk lub dwa, wózek rozkładamy na łóżko king size i proszę. Krystyna śpi, rodzice korzystają z lata.

W tej całej zabawie ważne żeby zachować umiar i ja staram się o tym pamiętać. Wracając na chwilę do Łodzi albo mając pod ręką babcię Ryszarda zostaje pod skrzydłem opiekuna. Nie jestem masochistką lubię czasem poszaleć bez trzeciej nogi i złapać Pana Tatę za rękę w innych okolicznościach niż szybkie muśnięcie podczas przekazywania sobie dziecka nad stołem. Zadziwiające natomiast jak wiele wzorców wynosi się z domu, jak dużo naleciałości przekazali nam nasi rodzice. Dzięki opowieściom z dzieciństwa prawdopodobnie nieświadomie zaczynam korzystać z doświadczeń mamy. Ale czemu by nie skoro wychowywałam się w bardzo szczęśliwej atmosferze?

Rysia na zdjęciach

W sobotę mieliśmy niebywałą przyjemność zabrać córkę na „potańcówkę” w plenerze w stylu dwudziestolecia międzywojennego. Fantastyczna impreza, dużo przebieranek, kapele podwórkowe, stare motory i powrót do przeszłości. Krystyna była chyba najmłodszym uczestnikiem ale dzielnie trzymała się w grupie roztańczonych dzieci. Zaliczyła nawet pierwszy poważny taniec z pięknym, anielskim blond Maćkiem. Rączkę kawalera najpierw złapała a później próbowała wylizać. Moja krew.

IMG_6361Klimat imprezy nie do oddania w słowach. To jak podróż w czasie w dobrym smaku i guście. No i te nalewki domowej roboty… Mamy alko – testing zawsze spoko. Ojciec prowadzący to i czuwający. (Zdjęcia Gazeta.pl Lublin)

IMG_6374potancowka4potancowka2potancowkaW niedzielę z lekkim szumem w uszach po kapelach podwórkowych i miodzie pitnym, na pokrzepienie wybraliśmy się do Nałęczowa. Kuracjusze, źródlana woda i mrożona kawa z lodami. Pierwszy grzech maminej diety od miesiąca – waniliowa gałka. Było definitywnie za gorąco na trzymanie się założeń!

IMG_6390IMG_6405Rysia sprawdza stan uzębienia. Sokole oko, młode to i więcej zauważy.

IMG_6424Nałęczowski komplet. Rysiek badał trawę, niestety organoleptycznie, my wciągnęliśmy mrożoną kawę dziurką od nosa.

IMG_6396Rysia bezwstydnica przemierzała uzdrowisko toples. Tu na zdjęciu wdzięczna cenzura mamy palcem. Upał dawał się we znaki jak widać na twarzy Berbecia. Wszystko „be”, pić nie, jeść nie. A dajcie wy mi wszyscy święty spój! Cycek mamy w okazałości nęcił sprawne oczka starszych kuracjuszy. A jakże.

IMG_6431IMG_6449Taty na zdjęciach mało bo tata woli zdjęcia robić. Chyba. Tak czy inaczej weekend aktywny. W przyszłym tygodniu Lublin wita Carnaval sztuk mistrzów na ulicach miasta. Też tam będziemy i tym samym zapraszamy do aktywnego spędzania czasu z dziećmi! Może spotkamy się w Lublinie?

Pozdrawiam

Mama Rysiowa

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

21 komentarzy

  • ~Iwona

    21.07.2014 at 12:40 Odpowiedz

    Takiej potańcówki tylko pozazdrościć 🙂 Fajna sprawa

  • ~Mika

    21.07.2014 at 13:16 Odpowiedz

    Twoja dieta przynosi świetne efekty! Wyglądasz fantastycznie! Gorące pozdrowienia dla Waszej cudnej rodziny:)

  • ~Ania sm

    21.07.2014 at 13:33 Odpowiedz

    Wszystko fajnie jak się ma jedno dziecko. Można i na Tarnicę wyleźć. Z dwójką albo idziesz na imprezę na miasto a dzieci zostają z babcia ( tudzież z inną uczynią osobą) albo bierzesz towarzystwo i wydzierasz twarz

  • ~ola

    21.07.2014 at 13:51 Odpowiedz

    Niestety nie z kazdym dzieckiem da sie wyjsc. Moja byla placzliwa, rykliwa, cisza absolutna, pobudka co 10 min. Tragedia. Tez liczylam na wyjscia, ale z nia nawet autem nie dalo sie jechac, a kazdy spacer to 40 min placzu. Teraz jako 2,5 latka wcale nie lepiej. Ucieka, kladzie sie na podlodze, robi dzikie awantury nawet w sklepie.

  • ~Młoda

    21.07.2014 at 14:03 Odpowiedz

    Tak! Powtarzam to sobie jak mantre kiedy wszyscy w koło sie dziwia czemu nie zostawimy dziecka babci i nie pójdziemy w tany.
    MOJE- ja je chciałam, ja je urodziłam wiec i ja musze temu zadaniu podolać. Nie byc tylko z doskoku, nie mówić że to ja je wychowam a poźniej angażować w to osoby trzecie. Ma familja!

  • ~Hartypia

    21.07.2014 at 16:07 Odpowiedz

    Zgadzam się. Masz dziecko to się nie zajmuj. Ale dziadkowie jeśli są i chcą to jest super sprawa. Tylko tak trzeba z rozsądkiem. Mojego zolwik od urodzenia zabieramy ze sobą bo po 1 bez cycka ani rusz a po 2 dziadków brak. A reszta rodziny daleko. Także młode mamy korzystajcie z pomocy dziadków z rozsądkiem i wszyscy będą szczęśliwi. Dziecko, dziadkowie i wy.

  • ~Hartypia

    21.07.2014 at 16:08 Odpowiedz

    Jest jedna rzecz której nie da się z dzieckiem zrobić. Jeździć motorem. I tu dziadkowie by się przydali…

  • ~ambiwalencja stosowana

    21.07.2014 at 16:52 Odpowiedz

    ja tam też swoje ze sobą ciągam, choociaż Straszny zaczyna się ociągać 🙂
    cyc mamy zacny 😀

  • ~argillae

    21.07.2014 at 20:29 Odpowiedz

    Rewelacyjnie wyglądasz. To raz.
    Świetny z Rysi kompan do balowania to dwa.
    Superowe atrakcje zaliczyliście to trzy.
    Bardzo proszę, wróć do tego tematu za dwa lata, kiedy Rysia już w wózku spać nie będzie / się nie zmieści, zaliczy etap rytuałów i bez łóżeczka/kocyka/misia/tapety z sypialni zasnąć nie będzie chciała. Jestem ciekawa jak u Was będzie, bo my też szpanowaliśmy niemowlakiem śpiącym w każdych okolicznościach w foteliku samochodowym, a teraz jak do 21 Madame nie położymy do spania (oczywiście bez kąpieli i czytania nie ma spania) to jest darcie japy i wszyscy się męczymy i dostajemy na głowę. To cztery.
    Tak pisze, bo te 2 lata temu obiema rękami i nogami obiema bym się pod tym postem podpisała. :oP

    A tak w ogóle lubię Cię czytać. Fajnie Ryszarda w życiu trafiła. 🙂

    • Mama Rysiowa

      21.07.2014 at 21:35 Odpowiedz

      Tak też dzisiaj pomyślałam, że zabieram bo nie mam innej opcji a jakbym miała to bym pewnie częściej z niej korzystała 😛 Napiszę za dwa lata i pewnie ładnie przeproszę, że się mądrowałam 😉

      Pozdrawiam

  • ~Gosia

    21.07.2014 at 21:26 Odpowiedz

    A ja czasem oddaje mojego syna (wesele, impreza u znajomych itp.) i dobrze mi z tym:-P na dziecko decydowałam się świadomie, a moja mama od początku chciała raz na jakiś czas zająć sie wnukiem. Poza tym jak tu ktoś napisał nie zkażdym dzieckiem da się tak podróżować. Mój ma 13 mies i zawsze był problem z podróżami samochodem. Ze spaniem w plenerze nie ale z samym uśpieniem tak bo wszystko go rozpraszało. Inna rzecz że np. Po imprezie, z której urywam się np o 12 w nocy wizja pobudki do małego o 6 rano jakoś mnie przeraża:-P a poza tym wszystkim zajmuje sie nim 24/7 wiec chwila wytchnienia też sie nalezy:-P A najlepsze jest to, ze po nocy i nastepnym dniu spedzonym osobno tesknie za małym strasznie, biegne go odebrać na złamanie karku i mam naładowane akumulatory na dobre 2 tygodnie;-) pozdrawiam

    • Mama Rysiowa

      21.07.2014 at 21:32 Odpowiedz

      cofam wszelkie epitety pod kątem córki, że terrorystka 😀 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • ~aaa

    22.07.2014 at 07:07 Odpowiedz

    czasem dziadkowie pomagaja w powrocie do pracy i chwała im za to .

  • ~Ola

    22.07.2014 at 10:13 Odpowiedz

    U nas przeciwnie. Spanie w łóżeczku od 19 dzień w dzień. Jak chcemy wyjść to zostają z dziadkami. Ale ja mam z kim zostawić. Mieszkam z rodzicami. A dzieciaki maja 14 miesięcy i 3 miesiące. Nie neguje cię bo nie męczysz dziecka. Kładziesz spac gdy chce. Masakra to zabierać dziecko bez wózka i męczyć do 1 w nocy aż mały lub mała zaśnie ci na rękach w mękach. Tego nigdy nie zrozumiem. Jak uspisz to co za różnica gdzie?

  • ~tomek q jakchcemy

    22.07.2014 at 13:11 Odpowiedz

    Lublin kusi nas … siedzimy jakieś 90 km na południe z lekką odchyłką wschodnią. Miałem wielką ochotę podskoczyć na finał festiwalu Śladami Singera, który (nie sprawdzałem) pewnie wpisuje się w Carnaval sztuk mistrzów 🙂

    Fajną rzecz napisałaś – o wynoszeniu (świadomym czy nie) z domu pewnych nawyków. Jestem absolutnie przekonany, że jako rodzice możemy bardzo dużo dać naszym dzieciom poprzez przykład.

    A potańcówka … pierwsza klasa 🙂 Pobrykałbym z żoną 🙂

    • Mama Rysiowa

      23.07.2014 at 23:22 Odpowiedz

      zapraszamy w weekend do Lublina. Juz od czwartku moc festiwalowa na ulicach miasta 🙂

  • ~Żona Młodopolska

    23.07.2014 at 10:20 Odpowiedz

    Nareszcie ktoś to napisał. Jak widzę moje koleżanki, które udają, że od narodzin ich dzieci nie zmieniło się w ich życiu nic, wrzucają swoje fotki z imprezy za imprezą, oczywiście dziecko z babcią, to mi się nóż w kieszeni otwiera.

  • ~Mama Filipka

    27.07.2014 at 11:27 Odpowiedz

    Trafiłam dziś pierwszy raz na Twojego bloga i zostaję na dłużej;) A u siebie dodaję do listy czytanych.
    Też niedawno zaliczyliśmy Nałęczów-park i mini zoo:)
    Masz śliczną córeczkę.
    A carnaval sztukmistrzów w tym roku trochę mnie rozczarował, byliśmy wczoraj i w sumie nic ciekawego nie zobaczyliśmy.

  • ~Antyterrorystka

    03.08.2014 at 23:25 Odpowiedz

    Moją Młodą (ma 2 lata) sporadycznie podrzucam Babci…są to momenty kiedy już świra dostaje lub muszę załatwić coś czego z nią nie dam rady…

  • ~LEW

    10.08.2014 at 08:33 Odpowiedz

    UUUUUUŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!

    Ja nie widzę / nie wgrywają się wszystkich zdjęęęęęęęć !!!

    Pani da. Pani da. Pani da.

    ;o)

  • ~Asia

    14.08.2014 at 14:46 Odpowiedz

    A ja tam zostawiam młodego z Dziadkami (a teraz częściej z nianią bo Dziadkowie skapitulowali), bo jak wychodzimy ze znajomymi do pubu, na bilard, czy na imprezę gdzie się wraca w godzinach późnych, lub barbarzyńsko wczesnych to dziecku o niebo lepiej będzie w domu. W końcu młodzi jesteśmy, to raz w tygodniu się chce wyjść. Ale na wakacje, czy w ciągu dnia jakiś plener – z dzieckiem.

Post a Comment