trendsetterka.

trendsetterka.

Wyrzucam z siebie dzisiaj frustrację, tym samym wierzę, że zabieg ten pomoże mi pozbyć się uczucia beznadziei, wynikającej z nieokiełznania prywatnego ugoru i nieumiejętności dogonienia stylu skandinavian. Otóż, co następuje:

 

Jak patrzę na galerię własnych zdjęć na Instagramie i porównuję je do innych, top posiadaczy konta na tej platformie, to dziwię się, że ktoś w ogóle jeszcze mnie obserwuje.  Powinnam mieć zakaz zbyt częstego szusowania po sieci, albo przestać obserwować profile ludzi znających się na fotografii w skali ultra-pro-master, zupełnie inaczej niż ja, bo oczy bolą już w momencie samego publikowania własnych dzieł, a i okazuje się, że filtr „charmes” wcale nie robi mi tak dobrze na twarz, jak mi się kiedyś wydawało. W ogóle zdolne  Instamatki nie używają filtrów, wszystko naturalnie ładnie wychodzi. Pokoje białe, ściany białe, wykładziny białe, meble białe, dzieci na biało, ewentualnie szaro. I te dzieci niebrudne jakieś, pazury obcięte, dekolty niezalane pomidorową z makaronem.  Zabawki  dopuszczalne w „ekró”, drewniane i zawsze w komplecie, używane zgodnie z zaleceniami producenta,  niewciśnięte lalce do gardła, matce do buta, albo utopione w klopie, takie ładne i w ilości niewielkiej, że aż trudno uwierzyć, że starcza. Na półkach kształcące książki W OKŁADKACH, poukładane zgodnie z wielkością pozycji, z oryginalną ilością stron, bez  zamazanej wściekle długopisem twarzy psa, kota czy innego bohatera. Kredkami pociechy piszą, nie pchają ich sobie do gardła, a małe galoty w stylu retro wiszą na retro kołysce, w retro pokoju. Wiszą, NA WIESZAKU, nie że ojciec dzień wcześniej mył Młode w pobliżu i cisnął garderobą na szczeble wierząc, że samo znajdzie drogę do pralki. Te domy, to chyba jakieś rezerwaty będą, BEZ-KI-TU.

 

A u mnie?

 

Jakby się rozejrzeć to lepiej, jeśli o rozpiętość  palety chodzi, niż na stadionie dziesięciolecia w latach świetności.  Trochę Gaudi, trochę późne rokokoko. Miśki mamy nawet ładne, ale i takie, co by na ich futrze buraki trzeć, też się znajdą. Moje dziecko zamiast z misio – lalką, co sama bym ją do łóżka zabrała, śpi z podhalańską  portmonetką made in Chińska Republika Ludowa, a na białych, designerskich (jak mi się wydawało) zasłonach, odcisnęła już parówkę z keczupem i stemple z Ikeii.  Więc kiedy wychodzę z toalety rankiem, po codziennym przeglądzie prasy na telefonie marki Samsung, nakarmiona pięknem stylu skandinavian i widokiem puszystości pianki w kawie z kubka, spod którego niby-przypadkiem-niedbale wysypała się garść prażonych migdałów i cieplutka jeszcze, kurwa mać, drożdżówka z kruszonką, to torując sobie przejście przez Barbie bez połowy upierzenia, bo ktoś dzień wcześniej znalazł nożyczki i obciął jej kudły i bobasa, któremu producent pod czapką nie dorobił już włosów wcale, płaknę. Westchnę. Wejdę na zdekompletowanego klocka. Zawyje z bólu. Rzucę mięsem. Wyleję tanią kawę z Lidla na dywan.  Ten jasny co miał ładnie na zdjęciu wyglądać, a teraz to sobie go możemy w dupę wsadzić.  Patrzę raz na zdjęcie nowych trendów Mamissima, raz na pokój dziecka, w telefon, to znowu w mikro szafę i o Matko. I o Jezus.  Tu wychodzi na to, że tylko nas dziadki nie kochają i kupują brzydkie chińskie kupy, kształtem podobne zupełnie do niczego, nad którymi sam dach z azbestu byłby w stanie się załamać. No bo przecież KAŻDY rodzic ma na swojej liście zabawek dzieci coś tak okropnego, jak okropne są bawełniane, męskie slipy marki Cotton World w romby, prawdopodobnie najstraszniejszy wyrób pracy rąk ludzkich, prawda? Czy tylko ja nie wiem, jak powstrzymać dziadka przed wściekłym różem na podkoszulce z brokatowym napisem „ wnusia dziadziusia”? Hm?

 

A teraz przepraszam, wracam do mycia lustra na szafie, na którym odciśnięto wszystkie racice, jakie mamy na stanie, i które to Ryś najpierw zafajdał gwiazdami z mlecznej czekolady , aby później wylizać do wysokości siedemdziesięciu centymetrów. Umyję, tak na wszelki wypadek, gdyby przyszło mi do głowy jakieś spontaniczne selfie w biegu…

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

20 komentarzy

  • Ida

    25.04.2016 at 16:12 Odpowiedz

    Piękne! Podsumowałaś całego matkowego instagrama 😀

  • Dziubkowa

    25.04.2016 at 16:17 Odpowiedz

    Kocham Cię!!!Autentycznie Cię ubostwiam. Przelewasz moje myśli ….powiem tak życze powodzenia jak Jurek podrośnie. Ja mam w domu 5 latke i 2 latka i … codzienny armagedon. Synuś wlaśnie postanowił zachlapać pół mieszkania Kubusiem a korek okazał sie nie być niekapkiem – fuck

  • mamek

    25.04.2016 at 16:30 Odpowiedz

    Kiedy tatuś Krystyny wił się przed mikrofonem jak opętany, myślałam raczej o tym jak cudny, uroczy i czysty pokoik ma ta mała dziewczynka, niż o zdolnościach wokalnych jej taty. Tak więc wszyscy myślimy, że inni mają lepiej.
    Ja ciągle nie mam instagrama. Może i lepiej, jeden kompleks mniej 🙂

    ps.Kiedy tylko napisałam powyższe zdanie przemknęło mi przez głowę, że dziś sobie założę 🙂

  • Dora

    25.04.2016 at 16:33 Odpowiedz

    Hihi
    Nie posiadam frontów w kuchni żeby córeczka miska lepszy dostęp do talerzy 😉 kto teraz trzyma kmplety?to passe
    Biała ściana aż woła o kolor….odbitych w farbę rączek….ta pamiątka zostanie na wieki.
    Lustra,okna wyłożone,a jAK fajnie szczoteczka z pastą sunie po lustrze w przedpokoju :)……a któż nie marzył o designerskiej 😉 lodówce?ja mam…nie,nie ,nie ta o jakiej matko myślisz!!!!wszystko co się klei jest na niej a jak się nie klei to od czego jest klej?….itd itd….nosimy róże , nie mamy od święta ubrań ups od zdjęcia ubrań itd itd…jesteśmy sobą .

  • Aga

    25.04.2016 at 16:44 Odpowiedz

    I dlatego, że parówka z keczupem na zasłonie, że klapki za dychę, że niebiało na chacie w każdym rogu wielkie love! !! Ktoś musi powiedzieć głośno, że dzieci się ślinią, podłoga się brudzi, a wysmarowanie lustra czoklitem lepsze jest od fiszerprajsów. Grunt, że dzieci szczęśliwe, że cieszą swoje małe puszki do Ciebie. Piona Matko!

  • Pau Elegancka

    25.04.2016 at 16:45 Odpowiedz

    hahahahaha 🙂
    też się regularnie dziwuję tym światom, sceneriom, plenerom i aranżom rodem z katalogu IKEa
    u mnie regularny rozpizd i
    mam takei poczucie, że ile by moje dziecko nie miało podłogi, to tyle i tak by zajęło
    udaję, że nie widzę, wieczorem czasami nie sprzątam, tylko zgarniam na jedną wielką, nie przymierzając, kupę! 😛

  • MatkaOlka

    25.04.2016 at 17:12 Odpowiedz

    Masz absolutną rację!! Na początku miałam jeden wielki kompleks jak widziałam te „świeżutkie” zdjęcia dzieci, wszystkie czyste, nie oplute, matki makijaż na miarę poranku po seksie w „Na wspólnej”. Czułam się jak brudas, który woli skorzystac z okazji i pospac, niż walnąc tapetę, poprawic włosy i zrobic selfie. Na szczęście z czasem olałam te kłamstewka „Instamatek”. Dobrze, że są takie osoby, jak Ty ! 😉

  • Karolina

    25.04.2016 at 17:16 Odpowiedz

    Jakie to prawdziwe 🙂 trzeba być skandiopornym 😛 Kiedyś mnie dołowało, że nie mam tak biało, szaro, pięknie, ale to było w czasie deprechy poporodowej, teraz mam w du…..szy 😀 Jak zwykle celnie i w samo sedno mamo rysiowa 🙂

  • Magda

    25.04.2016 at 17:22 Odpowiedz

    Jestem osobą pedantyczną, co sprawia mi niemałe klopoty podczas wychowywania dziecka, ale nic nie jest u mnie biało, równo i jak po zastosowaniu Domestosa, czyt. zero bakterii. Mojemu synowi zdarzy się zjeść biszkopta, którym wcześniej wymazał lustro i pół pokoju. Dlatego właśnie lubię czytać twojego bloga, w którym pokazujesz takie życie, które pojawia się w wielu domach, także i moim. Pozdrawiam

  • Patrycja

    25.04.2016 at 17:22 Odpowiedz

    Ja mam wrażenie, że instamatki maja po dwa mieszkania – jedno do zdjęć tylko, tylkunio, chociaż myślę, że moje dzieci ze swymi zdolnościami to by nawet w drodze do zdjęć zamieniły to ładne lokum w norę bezdomnego działkowca – nie uwłaczając bezdomnym działkowcom, bo oni chociaż mają wytłumaczenie dlaczego chałupa tak wygląda.
    A ja nie mam, już popadłam w odrętwienie i nie widzę, na prawdę po prostu nie widzę, nie patrzę, nie rozglądam się, bo bym zauważyła designersko położoną na przedpokoju czekoladową tapetę do wysokości 110 cm zerwaną płatami, ściany w całym mieszkaniu upiększone 666 naklejkami zajączków (dzięki teściowo), szafek w kuchni z których rowków nie da się już wymyć ketchupu i kubusia, i wielkiej dziury w kafelkach łazienkowych dla estetyki zalepionej reklamówką z biedry….. o dywanie w dużym pokoju zaimpregnowanym do tego stopnia, że jak się ostatnio karotka wylała to po prostu stała woda – nie było już w co wsiąkać….. bywaj…. i pamiętaj Joanna już dzieci odchowała, kiedyś będzie warto zainwestować od niej w splot, ale jeszcze nie czas….

  • MK-S

    25.04.2016 at 17:26 Odpowiedz

    Dziewczyno, jak ja Cię rozumiem. Weszłam ostatnio na Level wyżej. Wróciłam do pracy…. Mam dzieci z małą różnica wieku. Chodzą do jednego przedszkola. Mój poranek teraz wygląda tak, że nie mam czasu na przegląd prasy, na telefonie, mam czas na szybki prysznic ale już bez balsamu do ciała (luxus). O śniadaniu zapomnij (czemu ja nie mogę schudnąć?) Udaje mi się maznac twarz fluidem, żeby nie było widać czerwonego ryja jak już do pracy dotrę. Zawoze dzieci autem do pkola, tam próbuję oderwać mojego trzylatka od nogi, żeby jak najmniej się zestresowal, tan też próbuję nie dostać mandatu za parkowanie (na całej ulicy jest zakaz). Wracam autem pod dom, parkuje jak jest miejsce, jak nie to szukam aż znajdę, biegnę na przystanek i czekam upocona na autobus (parkometry), żeby w świetnej formie, elegancka dojechać do pracy. Na burdel w domu nie patrzę, pozwoliłam sobie nawet na Panią do sprzątająca raz na dwa tygodnie (w końcu tyram, nie). Ci nas nie zabije to nas wzmocni!!!! Z matczynym pozdrowieniem.

  • Grazyna

    25.04.2016 at 19:04 Odpowiedz

    Haha. Tez mnie takie mysli nachodza czasem. U nas owszem sciany biale, bo dostalismy mieszkanie w nowym budownictwie i az szkoda bylo zamalowywac. Znaczy Berberzaki chca miec kolor, ale my po mlynie przyprowadzkowym nie umiemy sie prawdaz zmobilizowac. Me blyszczace ecru fronty w niszy karwa kuchennej, sa wiecznie obpalcowane, jak i Lustra.
    Na ciuchy dzieciowe szkoda mi wydawac setki, wiec kupuje w lidlu , aldiku i co. i to kolorowe.
    Nie potrafie sie przekonac tez do niezbednych cudow techniki, ktore blogerki dostaja za darmo i sie zarzekaja, ze jedynie ta Firma, a na ktore zwykly zjadacz chleba nie moze sobie pozwolic, bo musialby obgryzac tynk ze sciany.
    Takze, pozdrowienia z normalnego swiata 🙂

  • Nikuniamw

    25.04.2016 at 19:55 Odpowiedz

    Tak!!! 1000 x tak dla tego wpisu.

  • Monika

    25.04.2016 at 21:37 Odpowiedz

    Uśmiałam się do łez ☺ świetny post

  • miliakaz

    25.04.2016 at 21:58 Odpowiedz

    Jakie to prawdziwe. Też oglądam te wszystkie scandi srandi i oczom nie wierzę… U mnie przy dwójce 3 i 1,5 roku okno balkonowe i lustro myję kiedy ma ktoś przyjść za jasnego(zima to był lajt 😉 ), bo uwalone łapkami od podłogi dokąd małe trolle sięgną. Podłoga myta raz na miesiąc jak się uda ją odgruzować od zabawek, ewentualnie grubsze zabrudzenia na bieżąco-punktowo. Odkurzanie kilka razy dziennie, przy czym sprzęt zaniemógł kilka dni po tym jak młodsze zrobiło z niego odkurzacz wodny wkładając końcówkę na pełnej mocy do kibla… Jeździmy teraz sprzętem podziadkowym -„jamnikiem”.
    Matko Krysiowa i Jerzowa nic dodać nic ująć, i nie zmieniaj tego 😉

  • Anna

    26.04.2016 at 00:42 Odpowiedz

    Ło, Mamo Rysiowa! Ja dla Ciebie założyłam Instagrama, chociaż długo się przed nim broniłam. Proponuję zapoczątkować nowy trend ze zdjęciami największego bałaganu i najmniej stylowych zabawek ever. W tempie ekspresowym wyprzedziłabyś wszystkie Manufaktury i Scandilofty z liczba obserwujących 🙂 Mam tak samo jak Ty, też oglądam te wszystkie nieskazitelne wnętrza (a bonusowo dobijam się zdjęciami Malediwów) i poza tym że są na prawdę ładne, powodują we mnie pogłębiającego się doła. Bo gdy podnoszę wzrok znad smartfona, tak nie mam, i wizja że kiedykolwiek będę miała jest nikła. Żegnajcie białe podłogi, białe meble,w wielkim białym domu, szare pledy i stylowe poduszki, lniane obrusy, szklane terraria dla kwiatów, widoki na ocean z tarasu… Chyba nie ma was w wykazie rekwizytów w tej scenie mojego życia.

  • Dziubasowa

    26.04.2016 at 08:42 Odpowiedz

    U nas na szczebelkach i oparciach foteli wiszą zarzygane pieluchy , które mają wyschnąć tworząc w ten sposób klimat „Jak u cyganki w tobołku”. Pomijam już nasz samochód, który od pojawienia się Bobasa został nazwany Rumunowozem…By the way nie wiedziałam, że kiedy się zostawi resztkę mleka w zapomnianej butelce pleśń wyrasta CZERWONA. Takiego odcienia dotąd nie znałam…

  • Margret

    26.04.2016 at 13:47 Odpowiedz

    Moje nie miały jakoś pociągu do mazania po ścianach i meblach, ale czystość i porządek to ja znam tylko ze słyszenia i programu Perfekcyjnej w rękawiczce. Te instamatki to albo wynajmują takie chałupy na sesje zdjęciowe, albo po nocach sprzątają do fundamentów, żeby rano jeszcze lekko śniętym potomkom cyknąć serię fotek na cały tydzień z góry. Innej możliwości nie ma! Ty się nie stresuj tylko te parówkę z firany wydłub bo jeśli masz psa albo dziecku na czas nie dostarczysz pokarmu to zeżre z firaną, pociągnie uzębieniem i karnisz spadnie zgodnie z prawem grawitacji 🙂

  • Tina

    29.04.2016 at 12:50 Odpowiedz

    Nie miałam dzieci w domu przez dwa dni i sprzątałam od rana do wieczora. Udało mi się „z grubsza” ogarnąć, pozbywając się przy okazji jednej siatki szpetnych zabawek (liczę, że chłopaki sobie o nich nie przypomną). Efekt – dzień po powrocie chłopaków pokój znów nie nadawał się do zdjęć.
    A jakby co, to piasek kinetyczny schodzi odkurzaczem z krzesła tylko wtedy, kiedy dziecko nie powierci się na nim przez pół godziny. Po tym czasie piękny niebieski kolor jest już tak dobrze wprasowany, że wyczyścić się nie da niczym. W każdym razie niczym, co by nam wpadło do głowy.

  • Lil

    16.05.2016 at 13:41 Odpowiedz

    W sedno, uwielbiam ten tekst 😀

Post a Comment