Dom wariatów

Dom wariatów

O tym, że dom nasz żyje własnym życiem już kiedyś pisałam. Zalewa, jęczy w toalecie, trzęsie meblami etc. Na nieszczęście nasze i Krystyny w spółkę z mieszkaniem w czynieniu  zła wszedł cały wczorajszy dzień pozostawiając nam dwie wstrętne reklamówki na ścianach w łazience zamiast płytek, skwaszone miny sąsiadki i milion znaków zapytania skąd tu znowu wziąć kredyt, co by doprowadzić to szatańskie M2 do porządku.

Dzień zaczął się jak zwykle ostatnio, papcio w pracy, ja przebudzona przez córkę witam ją… w łóżku (oczywiście, że nie jej, moje okazuje się być atrakcyjniejsze).  Zdemolowana przez późną godzinę wymarszu do spania dzień wstecz wyciągnęłam wymionko i na siłę Małoletniej do buzi myśląc, że może da się ją jeszcze udobruchać, chociaż na godzinkę. Krystyna jak zawsze mlekiem zainteresowana wymemłała cycek a i owszem, ale potraktowała go raczej jak drinka z palemką niż obuch, o który tak bardzo mi chodziło.  To też leżymy sobie obie, uchachane po pachy (Krystyna bardziej, ona nie wstała bo musiała) siódma rano, raczę się zapachem zmienianego po nocy pampersa, w kuchni już bulgocze woda na gazie. Padam na twarz, mam sińce pod oczami, chciałaś dziecko – to masz.

O godzinie dziesiątej, kiedy mojemu dziecku zaczynała nareszcie mrugać ostatnia kreska baterii i zaczynała już odpływać – domofon, kurier. Kisiel jak to Kisiel, słysząc domofon/ dzwonek/ pukanie urządził pokaz technik obrony mieszkania, prując się w niebogłosy obudził Ryśkę i prawdopodobnie wszystkie inne dzieci w obrębie kilometra. Mój plan zaśnięcia z dziecięciem na „pośniadaniową” drzemkę spakował walizkę i wyszedł.  U mnie nie można mieć planów, czuł się niepotrzebny. Kurier przywitał się ładnie, znowu – dodajmy, bo dzień wcześniej już raz donosił zamówiony przeze mnie towar, ale komuś się pokiełbasiło i zamiast dwóch taśm do smoczka i ekstra smoczka dostałam – dwa smoczki i jedną taśmę.  Na klatce oczywiście dyskusja o tym kto powinien wypisać etykietę  dla kuriera, który miał za zadanie zabrać ekstra smoczek i wysłać go tam, gdzie jego miejsce. Kilka słownych przepychanek, polał się jad, zrobiłam się czerwona jak burak, myślałam, żeby  dać facetowi z otwartej, suma summarum smoczek nadal u mnie.  W dupie – pomyślałam, od przybytku głowa nie boli, nie chcecie to ja zrobię z niego pożytek. Otwierając ponownie dostarczoną taśmę do smoczka, tym razem odpowiednią, okazało się, że klips nie działa i równie dobrze mogę już pizgnąć towarem o śmietnik.  Potoczyłam pianę, zadzwoniłam gdzie trzeba, taśma po raz trzeci spróbuje dotrzeć do nas – JUTRO! Bez komentarza – pomyślałam, wróciłam do bujania dziecka, może mam jeszcze szansę na sen.

Kiedy już prawie witałyśmy się z gąską, jeb! Dzwonek do drzwi, Kisiel ekstaza, pruł się on i wszystkie inne psy klatkowe. Za drzwiami pani z administracji z panem hydraulikiem, wiedziałam bo zapuściłam żurawia przez judasza. Zwątpiłam w sens dalszego przeżywania tego dnia, wizyta administracji nigdy nie zwiastowała nic dobrego, albo kogoś zalałam, podwyżka czynszu, więcej za śmieci, nie posprzątałam po psie i mają to na monitoringu, albo cokolwiek. Administracja = kłopoty.

Tym razem łazienka moja w swym całym jestestwie pozazdrościła chyba innym mieszkaniom, że są takie piękne i w sposób klasyczny na tzw. cichacza zalała kuchnię sąsiadce pod nami. Nawet nie byłam zaskoczona po zeszłorocznym maratonie zalań, już się nawet nie zdenerwowałam  zbytnio, wezwałam GG z pracy, zestaw hydraulik and pomagier i wio do roboty. Efektem godzin pracy były dwie wydziobane płytki z czego jedna centralnie pod prysznicem, telefon do ubezpieczyciela, który nasz numer ma już prawdopodobnie zapisany w ulubionych i wielki kawałek ciasta na poprawę nastroju.  Notabene zobaczyłam metody zakładania  rur za prysznicem i przeżegnałam się dwa razy. Nic dziwnego, że zalewam sąsiadów skoro odpływ od brodzika przypomina raczej połączenie słomek po napojach niż solidną instalację zakładaną do tego przez jakiegoś wizjonera na sznurki!! Łazienka nadgryziona zębem czasu, którą rok temu potraktowaliśmy po macoszemu i odpuściliśmy remont kosztem kuchni i pokoju, teraz zdała się zemścić. Popękana podłoga, wybrakowane płytki, urwana deska od kibla – miód!

GG widząc stan mój nerwowy, który standardowo zaczął nadgryzać mi policzek od środka i potrząsać nogą, obiecał, że wydziobane nazwijmy to „jopy” po panach hydraulikach naprawi w niedalekiej przyszłości. Biorąc pod uwagę ile proszę o podreperowanie drzwi we wspomnianej łazience (rok!) nie powinnam liczyć na cuda i cierpliwie czekać, aż się to nasze bloczysko zawali w cholerę i będę mogła z czystym sumieniem kupić nowe mieszkanie. Żeby było mi raźniej i prawdopodobnie w celu rozchmurzenia, GG na wspomnianych dziurach nakleił reklamówkę z Biedronki, wyciął jej otwór w gębie i nazwał „ Biedronką wróżbitką”. Żartowniś się znalazł, nie wiedziałam czy walnąć go klapkiem czy faktycznie sobie powróżyć…

BIEDRONKA WRÓŻBITKA:

1. Wrzuć monetę 2. Wsuń dłoń w usta biedronki 3. Wysłuchaj wróżby

Obecnie do łazienki wchodzę przy zgaszonym świetle, przy wyłączonych sprzętach nasłuchuję czy w ścianie coś nie kapie i tylko czekam kiedy znowu ktoś uraczy mnie zdjęciem grzyba na swojej ścianie, wykonanego przez moje złośliwe lokum!

 

P.S – taśma dotarła dzisiaj, cała i zdrowa.  Udało się za trzecim razem.

 

Pozdrawiam i do następnego.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

12 komentarzy

  • ~Marta

    06.02.2014 at 19:08 Odpowiedz

    Chwała chociaż za to że GG ma poczucie humoru 😉 zalewana sąsiadka mam nadzieję że też ma …;)
    Świetnie piszesz 🙂

  • ~mimbla

    06.02.2014 at 19:18 Odpowiedz

    U nas w domu o takich atrakcjach mówi się „chujnia z grzybnią,z patatajnią” ……

  • ~Ola

    06.02.2014 at 19:43 Odpowiedz

    Uwielbiam Was czytać dziewczyny! buziaki dla Rysi :*

  • ~mila

    06.02.2014 at 21:01 Odpowiedz

    kocham Cię, dzisiaj mam urodziny i tak się uśmiałam szczególnie z obucha o którego tak bardzo Ci chodziło 😀
    pisz dalej i oby wena była zawsze z Tobą .. Amen

    • SOHO

      06.02.2014 at 21:03 Odpowiedz

      Zatem najlepszego! 🙂

      • ~mila

        06.02.2014 at 21:14 Odpowiedz

        DZIĘKUJĘ :*

  • ~Ana

    06.02.2014 at 22:04 Odpowiedz

    Wiem , że zabrzmi to banalnie, ale JESTES NAJLEPSZA !!!! codziennie wchodzę na Twojego bloga i z wypiekami na twarzy czekam na nowy post. nie jakieś pierdy o nowym lakierze od gucciego czy bluzki z jakiegoś szmatławca, tylko true life . Weny razy milion, niech Krystyna zdrowo rośnie , i żeby wiosna szybko przyszła 😉

  • ~ewa

    07.02.2014 at 07:19 Odpowiedz

    obyś się dziś wyspała 🙂

  • ~gumofon

    07.02.2014 at 14:43 Odpowiedz

    Zohę…

    Płytki z Bidronki możesz podrabiać i sprzedawać 🙂 albo w sumie to raczej panele 🙂

    Współczuję Tobie roboty a sąsiadce Ciebie 🙂

  • ~Kamilcia

    08.02.2014 at 16:53 Odpowiedz

    Biedronkowe płytki są super.
    Ja to przeżywałam w zeszłym roku. Hydraulikom miesiąc zajęło wymienienie uszczelki pionu i kibelka.

  • prosta polka

    10.02.2014 at 02:23 Odpowiedz

    spoko, mi niedawno luby oberwał drzwi balkonowe (nie zgadniesz, kto latem przetargał na własnych plecach owo łóżko idealnie pod balkon, co by ładny widok z rana mieć…). nie to, że zima, że pada, że wieje, że szczur zacznie kichać, pfff.
    poza tym co to jest tasiemka do smoczka? w sensie, żeby sobie mała mogła na szyi nosić, czy co?

    • SOHO

      11.02.2014 at 15:15 Odpowiedz

      Odpowiadam – taśma do smoka to takie ustrojstwo, które pomaga matce nie kupować nowego smoczka co 2 dni 😉 przyczepiasz tasme do smoczka i do ubrania okrucha i nie martwisz się, że zgubi.

Post a Comment